Mull, Iona i Staffa – Morze, góry, orły i kawał historii.

Szkocja ma do zaoferowania wiele – góry i morze, skaliste klify i piaszczyste plaże, złote pola i podmokłe torfowiska. Jeśli mamy do dyspozycji tylko kilka dni, warto wybrać się w miejsce, w którym będziemy w stanie zobaczyć wszystkiego po trochu, a najlepiej, jeśli piękno natury będzie jeszcze okraszone szczyptą historii. Wszystko to, i to w dowolnych niemal ilościach, ma do zaoferowania wyspa Mull, z małą pomocą swoich sąsiadek Iony i Staffy.

Mull, a szczególnie Iona są dość popularnym celem dla turystów i nawet niezmotoryzowani mogą skorzystać z bogatej oferty jednodniowych wycieczek łączących przeprawy promowe i przejazd autokarem z przewodnikiem. Jednak, jak zwykle w Szkocji, Mull najlepiej jest zwiedzać jeśli dysponuje się swobodą podróżowania, dlatego najlepiej wybrać się tam za kierownicą własnego pojazdu.

Rudzik z wyspy Mull
Rudzik z wyspy Mull

Jak dostać się na Mull

Zmotoryzowani turyści mogą dostać się na Mull na trzy sposoby. Pierwszym, i chyba najpopularniejszym, jest rejs promem z Oban z Craignure. Ja osobiście preferuję opcję drugą czyli podróż pozornie okrężną drogą i skorzystanie z dwóch mniejszych przepraw promowych – w tym celu z Glasgow należy kierować się w stronę Fort William i wkrótce za miejscowością Onich skręcić w lewo na kursujący regularnie prom w Corran. Następnie należy obrać kierunek z powrotem na południe (tu z dwóch opcji warto wybrać boczną drogę B8043 prowadzącą wzdłuż wybrzeża) i dojechać w ten sposób do kolejnego promu w Lochaline, przewożącego pasażerów i pojazdy przez cieśninę Sound of Mull. Ta trasa wymaga nieco dłuższej jazdy samochodem, jednak jeśli nie trafi się konieczność dłuższego oczekiwania na prom, pozwala ona dostać się na Mull mniej więcej w tym samym czasie co trasa najpopularniejsza. Dodatkową zaletą jest fakt, że nawet po uwzględnieniu większego zużycia paliwa, dojazd tędy wychodzi taniej a promów nie trzeba rezerwować z wyprzedzeniem, co pozostawia więcej swobody tym, którzy po drodze chcą zatrzymać się na przykład w Glen Coe.

Trzecią opcją jest prom łączący miasteczko Tobermory z Kilchoan na półwyspie Ardnamurchan, ta opcja jednak jest zbyt czasochłonna, więc warto rozważyć ją jedynie w przypadku jeśli Ardnamurchan nie ma być jedynie punktem pośrednim w planie naszej wycieczki.

Zachód Słońca nad wyspą Coll
Zachód Słońca nad wyspą Coll

Wschód i południe Mull

Po zjechaniu z promu pojawia się przed nami pytanie: gdzie teraz. I tu warto jest wziąć pod uwagę pewien aspekt typowy dla Szkocji: ponieważ wiele dróg prowadzi tu wzdłuż brzegu morza, jeśli przed nami jest perspektywa zatoczenia pętli (co ma miejsce na Mull, której zwiedzanie polega z grubsza na objechaniu wyspy dookoła) a jesteśmy zapalonymi fotografami, warto obrać taki kierunek jazdy, aby pasażer siedział „od strony wody” – pozwoli to na robienie zdjęć w czasie jazdy lub bez wychodzenia z pojazdu. Czyli: jeśli nasze auto ma kierownicę po prawej stronie, objeżdżajmy wyspę zgodnie z ruchem wskazówek zegara, jeśli poruszamy się samochodem europejskim – w przeciwnym.

Prom i latarnia morska Lismore
Prom i latarnia morska Lismore

Zakładając zatem że poruszamy się pojazdem brytyjskim, po zjeździe z promu skierujmy się na wschód, gdzie na końcu zawiniętego półwyspu na wysokiej skale stoi zamek Duart. Warto tu zajechać nawet jeśli nie jesteśmy zainteresowani zwiedzeniem jego wnętrz, albowiem z wysokiej skały, na której jest on posadowiony roztacza się spektakularny widok na trzy strony świata. Po lewej widzieć będziemy Sound of Mull i górujące nad nim góry półwyspu Ardnamurchan. Na przeciw, na skale wystającej z wody na końcu wyspy Lismore, znajduje się piękna latarnia morska, pomagająca w nawigacji licznym przepływającym tą cieśniną promom (poza promami na samo Mull, Sound of Mull jest także ważną trasą dla jednostek kierujących się na Hebrydy Zewnętrzne). W tle widać będzie kratownice mostu Connel a nad nimi górować będą szczyty takie jak Beinn Sgulaird. Z kolei na prawo otwiera się widok na szersze wody – w tym kierunku znajduje się Oban które jednak schowane jest za wyspą Kerrera.

Droga do Lochbuie
Droga do Lochbuie

Po powrocie na główną drogę będziemy poruszać się na południe, jednak już niedługo wąska nitka asfaltu zacznie kierować sie bardziej na Zachód. Tu, minąwszy po lewej jedną z odnóg Loch Spelve możemy skręcić w lewo. Wiodąca wzdłuż brzegu zatoki droga doprowadzi nas do przeciwnego jej krańca, gdzie na rozdrożu z murowaną skrzynką pocztową możemy albo ponownie skręcić w lewo, albo kontynuować jazdę prosto. Lewa odnoga doprowadzi nas do niewielkiego siedliska Croggan, w którym poza pięknymi okolicznościami przyrody i porzuconą przystanią nie ma zupełnie nic. Tym, którzy wolą, żeby jednak było coś, bardziej spodoba się leżące na końcu drogi na wprost Lochbuie, w którym poza wszechobecnymi krzakami rododendronów oraz prawdziwie samoobsługowym1 sklepikiem z przekąskami i pamiątkami (w którym można także napić się herbaty) możemy udać się na spacer wzdłuż zatoki.

Samoobsługowy sklepik w Lochbuie
Samoobsługowy sklepik w Lochbuie

Zostawiwszy samochód na niewielkim parkingu pod sklepikiem, udajmy się drogą wzdłuż zatoki w kierunku wschodnim. Na początku miniemy kilka domków i niewielki kościółek, po czym, po przekroczeniu kamiennego mostku nad wpadającą tu do zatoki rzeczką szlak schodzi w prawo na małą ścieżkę, która pozwala ominąć znajdujący się przy drodze którą szliśmy początkowo Lochbuie House. Tą ponad dwustuletnią siedzibę klanu MacLaine wybudowano kiedy znajdujący się obok średniowieczny zamek Moy stał się zbyt ciasny i przestarzały na potrzeby swoich mieszkańców. Przy zamku Moy szlak wraca na wiodącą wzdłuż brzegu zatoki drogę, która po kilkuset metrach doprowadzi nas do kolejnego rozwidlenia. Skręcając tu w lewo, będziemy mogli dojść do kręgu kamiennego (który dostępny jest także od strony asfaltowej drogi, z obu jednak stron wiąże się to z pokonywaniem bardzo błotnistego terenu). Jeśli zaś zdecydujemy się skręcić w prawo, będziemy musieli pokonać kilka zakrętów, po których otworzy się przed nami widok na szeroką dolinę otwierającą się na piaszczystą plażę. Nieco po lewej zobaczymy zabudowania farmy do których prowadzić będzie bardziej uczęszczana odnoga drogi, obierając jednak mniej przetarty szlak dojdziemy do znajdującej się na niewielkim wzgórzu średniowiecznej kapliczki, w której mieści się dziś mauzoleum MacLaine’ów.

W ogrodach Lochbuie House
W ogrodach Lochbuie House

Wytrawni piechurzy po dotarciu do Lochbuie mogą pokusić się o wyprawę w przeciwnym kierunku, aby po nieco ponad trzech godzinach marszu dotrzeć do kolejnej niewielkiej osady Carsaig. Ponieważ jednak nie jest to trasa łatwa (momentami prowadzi po śliskich skałach a częściowo jest zalewana podczas przypływu), dobrą wiadomością jest to, że do Carsaig można także dostać się samochodem. W tym celu należy powrócić na główną drogę i skierować się w kierunku Fiohnport. Wąska droga odbiegająca w lewo w miejscowości Pennyghael początkowo prowadzić będzie szeroką doliną, aby przy końcu sprowadzić nas stromym zjazdem wśród gęstego lasu do niewielkiej przystani w której oprócz kamiennego nabrzeża znajdziemy niewielkie zabudowania gospodarcze.

W drodze do Carsaig
W drodze do Carsaig

Znajdujący się na końcu wąskiej i krętej drogi niewielki parking jest w stanie pomieścić co najwyżej trzy albo cztery samochody, parkując więc miejmy na uwadze żeby zająć jak najmniej miejsca aby i inni odwiedzający mogli z niego skorzystać. Dla wprawnych piechurów to miejsce może stanowić punkt wyjścia do znajdujących się o kilka godzin drogi formacji skalnych Carsaig Archers, jednak Carsaig samo w sobie ma także niepodważalny urok miejsca nieskażonego cywilizacją. Warto nacieszyć się nim zanim udamy się dalej na zachód.

Stara przystań w Carsaig
Stara przystań w Carsaig

Im bliżej bowiem wyspy Iona, tym bardziej widoczny jest wpływ masowej turystyki. Co chwilę napotykać będziemy na znaki zakazujące kempingu i mniej lub bardziej luksusowe Bed and Breakfast, tu także coraz częsciej białe punkciki na zielonej łące z bliska okazywać się będą nie owcami, a parkującymi w rządku kamperami i przyczepami kempingowymi. Samo Fiohnport to niewielka wioska, zdominowana przez wielki betonowy parking. Dlatego miłośnikom ciszy i spokoju, którzy planują zatrzymanie się na noc w tej części wyspy, polecić mogę półdzikie pole biwakowe w Ardchiavag, gdzie za symboliczną opłatą uiszczaną na nieodległej farmie będziemy mogli spędzić noc na trawiastej łączce tuż przy piaszczystej plaży okalającej urokliwą zatokę.

Na plaży w Ardchiavag (fot. Urszula Hałenda)
Na plaży w Ardchiavag (fot. Urszula Hałenda)

Iona i Staffa

Samochody turystów nie są wpuszczane na wyspę Iona, jednak nie stanowi to problemu, ponieważ dzięki jej niewielkim rozmiarom z powodzeniem można ją zwiedzić pieszo. Parking przy przystani promowej w Fionnphort jest płatny, ale kilkaset metrów dalej po prawej – patrząc od strony przystani – znajduje się niewielkie Visitor Centre pod którym można zaparkować za darmo.

Plaża w Baile Mòr, Iona
Plaża w Baile Mòr, Iona

Pokonanie promem turkusowej wody dzielącej obie wyspy zajmuje niecałe 10 minut. Po zejściu z promu znajdziemy się w jedynej na wyspie wiosce zwanej, zapewne dla zmylenia przeciwnika, Baile Mòr czyli „Wielkie miasto”. Tu, poza niewielkimi sklepikami i kawiarenkami, znajdują się ruiny średniowiecznego zakonu żeńskiego, w których można znaleźć taką oto ciekawostkę z czasów kiedy pogańskie wierzenia wciąż mieszały się z nowo wprowadzaną religią: nad oknami klasztoru wciąż widoczne są płaskorzeźby przedstawiające nagą kobietę w rozkroku, albowiem według ówczesnych wierzeń otwarty srom miał odstraszać demony, a najwyraźniej zakonnicom nie wypadało piastować owej zaszczytnej funkcji osobiście.

Iona Abbey
Iona Abbey

Największa atrakcja Iony znajduje się jednak o kilka minut spaceru na północ. Minąwszy szkołę, Heritage Centre i hotel dojdziemy do zarządzanego przez Historic Scotland kompleksu klasztoru w Iona. Dopiero tu czuć prawdziwy powiew historii – bo choć sam klasztor robi niesamowite wrażenie, to dopiero poznanie faktu, że stojąca nieopodal niepozorna kapliczka liczy sobie blisko 900 lat a stojący przed wejściem do klasztoru (oryginalny) krzyż stał tam na 300 lat przed tym, jak Mieszkowi I przyszedł do głowy związek z Dąbrówką daje pojęcie o tym, jak głęboko przesiąknięte historią jest to miejsce.

Św. Kolumba
Św. Kolumba

Iona jest ośrodkiem chrześcijaństwa od blisko półtora millenium, kiedy to z Irlandii przywiózł je Święty Kolumba (odcisk stóp, które według legendy pokazują miejsce, w którym w 563 roku wylądował na szkockiej ziemi, można po dziś dzień oglądać na południowym krańcu półwyspu Kintyre). Z założonego na wyspie Iona klasztoru wyruszał na misjonarskie podróże po Szkocji, gdzie poza nawracaniem Piktów zajmował się zakładaniem klasztorów, działaniem cudów (między innymi ożywił człowieka zabitego przez samego Potwora z Loch Ness) oraz polityką – Św. Kolumba odegrał znaczącą rolę w wybiciu się Szkocji na niepodległość, a założony przez niego klasztor przez wiele lat był głównym ośrodkiem chrześcijaństwa w tej części świata. Mnisi na Ionie nie mieli łatwego życia. Poza niezwykle surową przyrodą borykać musieli się z najazdami Wikingów a trudy życia codziennego przeplatali wykonywaniem słynnych kamiennych krzyży i płyt nagrobnych oraz kopiowaniem ksiąg. Dziś klasztor na Ionie wciąż pełni funkcje religijne, będąc siedzibą ekumenicznej organizacji.

Iona Abbey
Iona Abbey

Klasztor jest główną atrakcją dla większości turystów (i słusznie, bo robi niesamowite wrażenie), warto jednak poświęcić trochę czasu na dalszą eksplorację Iony – na przykład po obu stronach północnego krańca wyspy znajdują się wyjątkowo urokliwe plaże na które dociera niewielki procent odwiedzających wyspę a woda w zatoce po jej zachodniej stronie potrafi być zaskakująco ciepła.

Iona Abbey
Iona Abbey

Drugim z obowiązkowych punktów na liście do zaliczenia którą znajdzie się w prawie każdym przewodniku po Szkocji jest rejs na znajdującą się na północ od Iony wyspę Staffa, na której znajduje się słynna Grota Fingala. Nawet jeśli tak jak ja unikacie zwykle masowej turystyki, warto tu zrobić wyjątek. Ta wypiętrzająca się z morza bazaltowymi kolumnami niewielka wysepka jest drugim końcem formacji geologicznej która zaczyna sie w Irlandii słynną „Groblą Olbrzyma”.

Staffa
Staffa

Turystyczne łodzie, wypływające głównie z Fiohnport i Iony, ale także z licznych innych przystani na Mull, Ardnamurchan a nawet z Oban, cumują na niewielkiej przystani. Stąd wąska ścieżka wiodąca po bazaltowych, sześciokątnych kolumnach

Ścieżka do groty Fingala
Ścieżka do groty Fingala

doprowadzi nas do słynnej jaskini, której unikatowa akustyka zainspirowała Mendelssohna do napisania swojej słynnej uwertury Hebrydów.

Grota Fingala
Grota Fingala

Zwykle organizatorzy wycieczek pozostawiają turystom wystarczająco dużo czasu, aby mieli oni możliwość także wspiąć się na szczyt wyspy, skąd roztacza się widok nie tylko na znajdujące się nieopodal wysepki Lunga i Cladda ale także nieco bardziej odległe Tiree i Coll. Zaglądając w dół klifów można także zobaczyć, że słynna grota Fingala nie jest jedyną jaskinią dostępną z poziomu morza.

Panorama z najwyższego punktu Staffy
Panorama z najwyższego punktu Staffy

Środkowa część Mull, Inch Kenneth i Ulva

Po naszych morskich wojażach czas powrócić do samochodu i wyruszyć w dalszą część objazdu wyspy Mull. Ponieważ wyspa ma kształt odbitej w lustrze wielkiej litery E, a Fiohnport znajduje się na końcu dolnego jej półwyspu, Ross of Mull, aby kontynuować naszą objazdówkę musimy cofnąć się tą samą drogą aż za Pennyghael, gdzie w rozległej trawiastej i okresowo zalewanej morską wodą dolinie zaraz po przejechaniu starego kamiennego mostku skręcimy w lewo. Tu charakter wyspy zmienia się diametralnie. Po objechaniu Loch Scridain droga skręca na północ odcinając niemal bezludny półwysep. Pojawia się coraz więcej lasów, w których gniazdują orły. Z parkingu znajdującego się nieco w bok od drogi organizowane są spacery ze strażnikiem parkowym podczas których można zobaczyć te piękne ptaki na gnieździe. Opiekunowie przyrody proszą, aby nie wyruszać na poszukiwanie gniazd samodzielnie, a w niektórych terminach dla dobra ptaków wstęp do lasu jest ograniczony.

Bielik
Bielik

Opuściwszy las, po pokonaniu kilku pagórków droga zjeżdża ponownie nad morze, gdzie na pasie żyznej ziemi u stóp klifów pojawiają się pola uprawne. Stąd otwiera się także widok na niewielką wyspę Inch Kenneth, na której znajduje się tylko jeden dom, a która może poszczycić się ciekawą historią. W średniowieczu znajdował się na niej jeden z klasztorów założonych przez uczniów Świętego Kolumby – po dziś dzień można tam znaleźć pozostałości po tych czasach. W mniej odległej historii zamieszkiwał na niej brytyjski miłośnik Hitlera. Dwie dekady później właścicielką wyspy była zatwardziała komunistka a po szkocji głosiły plotki że odwiedzają ją radzieckie łodzie podwodne.

Samotny dom na Inch Kenneth
Samotny dom na Inch Kenneth

Wkrótce droga po raz kolejny skręca na wschód aby objechać zatokę Loch na Keal. Jadąc wzdłuż jej południowego brzegu poruszamy się wąską drogą prowadzącą po skalnej półce między klifami i wodą. Dalej perspektywa się poszerza i kamienne piargi stopniowo ustępują miejsca łąkom (wyborne miejsce na zaplanowanie biwaku!), abyśmy na końcu zatoki znaleźli się w typowej wiosce z farmami, lasem i polami uprawnymi. To najwęższy fragment wyspy i już po około mili możemy znaleźć się w położonym na przeciwległym jej brzegu Salen. Na to jednak jeszcze przyjdzie czas, na razie kontynuujmy jazdę wzdłuż brzegu zatoki, zawracając ponownie na zachód. Mijając po lewej leżącą mniej więcej na środku Loch na Keal wyspę Eorsa (będącej według lokalnej legendy siedliskiem tysięcy żmij) wkrótce dojedziemy do momentu, w którym droga ponownie zakręca na północ. Tu na niewielkim skrzyżowaniu koło Ulva Primary School możemy skręcić w lewo aby po kilkuset metrach dojechać do przystani z której można przeprawić się na wyspę Ulva.

Droga wzdłuż Loch na Keal
Droga wzdłuż Loch na Keal

Ulva i będąca jej przedłużeniem (obie wyspy połączone są kamiennym mostkiem) Gometra dziś zamieszkane są jedynie przez około 20 osób, jednak obie łączy ciekawa historia i unikalna przyroda, oferująca krajobrazy których mało kto spodziewałby się po małej wyspie z archipelagu Hebrydów. Na Ulvie urodził się także Lachlan Macquire, guwernator Nowej Południowej Walii, którego zasługi w przeobrażeniu Australii z miejsca zsyłki na pełnoprawną kolonię, atrakcyjną także dla ludzi wolnych przyniosły mu miano Ojca Australii.

Warto wspomnieć że z przystani Ulva Ferry także możliwe są wyprawy na wyspę Staffa, warto jednak sprawdzić wcześniej w internecie ponieważ łodzie odpływają tylko w niektóre dni tygodnia.

Północno-zachodnia część wyspy.

Teraz warto znowu zacząć spoglądać w górę. Ta część Mull znana jest bowiem z bycia siedliskiem majestatycznych ptaków drapieżnych – oprócz wspomnianych już orłów przednich można zaobserwować tu także bieliki oraz orły morskie (orłany).

Około dwóch mil od przystani promów na Ulvę droga przejeżdzać będzie przez mały kamienny mostek. Warto się tu zatrzymać (pamiętając o tym, żeby nie blokować drogi), ponieważ właśnie dojechaliśmy do kolejnej atrakcji turystycznej. Co ciekawe nazwa tego miejsca może zostać przetłumaczona jako „wodospad wodospad wodospad”, albowiem po pojawieniu się w okolicy nowego języka zachowywano nazwę przejętą ze starego, dodając opis miejsca w nowym. I tak słowo Fors pochodzi z języka staronordyckiego i oznacza wodospad. To samo w szkockim gaeliku oznacza słowo Eas. Współcześnie dodano także angielskie słowo Waterfall i tak miejsce to znane jest dzisiaj jako Wodospady Eas Fors Waterfall (see what I did here? 🙂 )

Wodospad Eas Fors Waterfall
Wodospad Eas Fors Waterfall

Wodospady te stanowią właściwie serię trzech wodospadów. Pierwszy znajduje się nieco w górę od drogi, nieco za drzewami. Drugi – nieco poniżej mostku. Trzeci, i najbardziej spektakularny, to siklawa spadająca z trzydziestometrowego klifu wprost do morza. Pomiędzy drugim a trzecim wodospadem znajduje się sympatyczna polanka, na której można pokusić się o piknik albo biwak, o ile nie boimy się, że w nocy wychodząc z namiotu za potrzebą przypadkiem pomylimy kierunki… Dla tych, którzy chcieliby podziwiać wodospad z dołu dostawszy się na dół klifu nie współpracując z grawitacją w tak spektakularny sposób, dostępna jest opcja około półgodzinnego spaceru wzdłuż plaży, na którą dostać się można od południa.

W następnej części naszej objazdówki wokół Mull droga zacznie wić się po zboczu wzgórza. Przy niej znajdziemy nie tylko wiele uroczych domków oraz wart odwiedzenia Kilninian Church. Choć sam kościół jest niepozorny, a zachowane w nim starochrześcijańskie płyty nagrobne nie należą do najbardziej spektakularnych, jest to miejsce związane z chrześcijaństwem dłużej niż słynny klasztor na Ionie: istnieją przesłania, że świątynia w tym miejscu istniała już podczas pierwszej ewangelizacyjnej wyprawy do Szkocji we wczesnych latach czterysetnych, kiedy to z misją nawracania żyjących tam wówczas Piktów wybrał się święty Ninian. Jest to popularny w Szkocji święty, o którym jednak wiadomo niewiele. Tradycja głosi, że pobierał nauki w Rzymie i że był uczniem samego Świętego Marcina. Jednak fakt, że święty Kolumba musiał te sto lat później zaczynać ewangelizację praktycznie od zera świadczy o tym, że misja świętego Niniana nie zakończyła się zbytnim powodzeniem.

Śniadaniowe atrakcje
Śniadaniowe atrakcje

Przy omawianym odcinku drogi oprócz mało znanego wycinka historii znajdziemy także ławeczki i stoliki, dające po raz kolejny możliwosć zaplanowania noclegu albo chociaż popasu. Śniadanie przy stole z widokiem na wyspy Ulva i Gometra a także znajdującą się w otwartym morzu grupę wysepek Treshnish, z których największymi są Fladda i Lunga z jednej strony, a orłami krążącymi nad porośniętą wrzosami górą z drugiej to niezapomniane przeżycie (warto mieć ze soba lornetkę nie tylko ze względu na ptaki, ale także aby móc przyjrzeć się spektakularnym formacjom skalnym z których słyną Treshnish Isles, będące także siedzibą morskiego ptactwa). Jeszcze stosunkowo jednak niedawno wyspy owe zamieszkane były nie tylko przez ptactwo o czym świadczą znajdujace się na nich ruiny zamku, kaplicy a także średniowiecznych fortów.

Treshnish Islands
Treshnish Islands

Asfaltowa droga nie dociera jednak do zachodniego krańca półwyspu. Zamiast tego przecina wrzosowiska kierując się na północ, aby po wysokich klifach (kolejna szansa na niebanalny biwak) dotrzeć do złotych piasków plaży w Calgary (tu znajduje się bardziej oficjalny kemping). Za zatoką droga ponownie zaczyna wspinać się lekko pod górę, przecinając kolejny półwysep aby wkrótce zawitać do położonej nad kolejną długą zatoką dużej (jak na wyspiarskie warunki) wioski Dervaig. Warto przespacerować się jej główną uliczką, bo idąc wzdłuż rzędu małych, białych domków, można przenieść się w czasie o 200 lat, kiedy ta miejscowość została zbudowana – gdyby nie parkujące samochody, złudzenie mogłoby być niemal doskonałe. Warto także odwiedzić znajdujący się w wiosce urokliwy kościół.

Kemping na klifach w pobliżu Calgary
Kemping na klifach w pobliżu Calgary

Tobermory i wybrzeże Sound of Mull

Za Dervaig zaczyna się jeden z bardziej spektakularnych fragmentów drogi na Mull. Wąska asfaltowa nitka wije się efektownymi serpentynami przez porośnięte wrzosami wzgórza.
Wzdłuż drogi ciągnie się łańcuszek niewielkich jeziorek, a kiedy przy drodze ponownie zaczną pojawiać się pola, pastwiska i farmy jest to znak, że zbliżamy się do największego na wyspie miasta – Tobermory. Zanim jednak do niego zawitamy, warto odbić w drogę prowadzącą do zamku Glengorm. Choć sam zamek zamieniono w nienależący do najtańszych hotel i nie jest on dostępny do zwiedzania, warto pozostawić samochód na publicznie dostępnym parkingu przy jednym z zabudowań i dalej podążyć pieszo. Trudy spaceru drogą, przy której rosną smagane wiatrem drzewa wynagrodzone zostaną piękną panoramą wyspy Coll i półwyspu Ardnamurchan a na zielonych łąkach, na których pasą się włochate szkockie krowy znaleźć można dobrze zachowany krąg kamienny.

Krąg kamienny w pobliżu zamku Glengorm
Krąg kamienny w pobliżu zamku Glengorm

Samo Tobermory jest jednym z najbardziej urokliwych miejsc w Szkocji. Centrum tego liczącego nieco ponad 700 mieszkańców miasta stanowi rząd jaskrawo kolorowych kamieniczek okalających znajdujacą się w zatoce przystań. W miasteczku odwiedzić można także niewielkie muzeum czy znaną dystylernię whisky. Ci, którzy wolą lżejsze alkohole zapewne z chęcią skosztują godnego polecenia piwa z miejskiego browaru. Dla marzycieli, którzy chcieliby zostać tymi, którzy jako pierwsi odnajdą legendarny skarb z zatopionego w pobliżu hiszpańskiego galeonu namiastką morskiej przygody może być przeprawa promowa do położonego na półwyspie Ardnamurchan Kilchoan. Warto wspomnieć, że jest to miejsce jak na Szkocję dość nietypowe, bo mieszkańcy oddalonego od cywilizacji, ale jednak położonego na mainland półwyspu jeżdżą na większe zakupy do Tobermory, czyli na pobliską wyspę – zwykle podobne wyprawy odbywają się w przeciwnym kierunku.

Tobermory
Tobermory

Ci, którzy Ardnamurchan postanowią zostawić sobie na inną okazję, spędziwszy miłe chwile w tym uroczym miasteczku (obowiązkowo należy wdrapać się na okalające zatokę wzgórza aby spojrzeć na zatokę i miasto z góry!) skierują się na południe. Ta wciąż wąska, ale wyjątkowo (jak na tak małą wyspę) ruchliwa droga doprowadzi nas do pozostałych dwóch przepraw promowych. Po drodze warto obejrzeć ruiny zamku Aros (nieco przed Salen) oraz zatrzymać się na starym cmentarzu Pennygown. Jak głosi legenda, w jego okolicy żyły przyjazne wróżki, które chętnie spełniały drobne życzenia pozostawione tam przez okolicznych mieszkańców, lecz kiedy ktoś zostawił na cmentarzu niewielki patyczek żądając, aby wróżki zamieniły go w maszt okrętowy, urażone magiczne stworzenia wyprowadziły się i słuch po nich zaginął.

Tobermory
Tobermory

Jeśli jednak waszym życzeniem jest odwiedzenie miejsca, w którym jak w kalejdoskopie przewijają się najpiękniejsze krajobrazy jakie można spotkać w innych miejscach Szkocji, mam nadzieję, że ten przewodnik pozwoli wam zrealizować to marzenie bez pomocy magii.

Foki w okolicach Fionnphort
Foki w okolicach Fionnphort

1To znaczy takim, w którym klienci sami się obsługują a należną zapłatę wrzucają do postawionej przy wejściu skarbonki


Na wyspie Mull jest tyle do zobaczenia, że żeby zobaczyć choć opisane w tekście miejsca należy poświęcić minimum trzy dni – ale również ci, którzy zaplanują sobie na wyspie dłuższe wakacje nie będą się nudzić.

Jeśli połączyć opisaną tu trasę ze zwiedzaniem położonego na północ od wyspy Mull półwyspu, możemy uzyskać całkiem ciekawą opcję na tygodniowe wakacje.

Comments

comments

One Comment