Tymczasem w Absurdystanie 17


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek serii

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


Wielu z moich czytelników, również z Czech, podsyła mi linki do informacji o różnych polskich absurdach. “Napisz o tym” piszą, “czemu nie wspomniałeś o tym?” pytają. Odpowiedź jest prosta: o wszystkim nie dam rady!

Oczywiście w Polsce dzieje się bardzo wiele. Mógłbym naprzykład napisać o wykładach Jarosława Kaczyńskiego. Ten człowiek, któremu do niedawna sprawy finansowe ogarniała mama, który nie ma żadnego kontaktu ze światem rzeczywistym, bo jest obwożony w limuzynie z ciemnymi szybami obstawianej przez byłych komandosów, który nigdy nawet nie pracował w sektorze prywatnym, że o prowadzeniu własnej firmy nie wspomnę, udał się na “uczelnię” Ojca Rydzyka aby podzielić się swymi mądrościami w dziedzinie ekonomii. Wyjaśnił tam wpatrzonym w niego jak w obrazek słuchaczom, że najważniejsze jest państwo, a jeśli ktoś narzeka, że “dobra zmiana” utrudnia mu prowadzenie interesów, to najwidoczniej dupa z niego a nie biznesmen i powinien zająć się czymś innym. To jest oczywiście absurd na skalę Monty Pythona, i jeden z setek podobnych. Ale jeśli chciałbym pisać o wszystkim, to musiałbym te felietony publikować codziennie, a nie raz na tydzień. 

Tymczasem Polska zanurza się głębiej i głębiej w oparach absurdu, co powoduje, że wybór tych, o których chciałbym tu wspomnieć staje się coraz trudniejszy. Dlatego chciałbym zwrócić uwagę szanownym czytelnikom, że cykl ten jest skierowany w założeniu do czytelnika zagranicznego, dla którego nie ma on stanowić wyważonego raportu na temat wydarzeń w naszym kraju. Założenie jest takie, aby przybliżyć czytelnikowi zza naszej południowej granicy jak działają zaczadzone PiSem umysły. Może nie będą oni w stanie zrozumieć – sam nie bardzo ogarniam jak można błaznować i robić z siebie na każdym kroku idiotę, nie tracąc przy tym poparcia wiernych wyznawców, którzy gotowi są zaprzeczać każdemu faktowi aby tylko nie utracić wiary w Dobrą Zmianę – ale przynajmniej na przykładzie wybranych wątków będą mogli śledzić mechanizmy rządów i zmian społecznych wprowadzanych przez PiS. Dlatego staram się, gdzie tylko to możliwe, moją relację sprowadzać do śledzenia konkretnych wątków i osób. Również i ten odcinek dotyczyć będzie w większości wątków, które poruszałem już w poprzednich częściach. 

1. Bartłomiej Misiewicz.

Ten młody człowiek, z niewiadomych powodów wybrany przez Antoniego Macierewicza na jednego z najważniejszych współpracowników, nie posiada kwalifikacji do praktycznie żadnego z zadań, które zostały mu przydzielone, zamieniając wszystko, czego się tknie w pośmiewisko. Ostatnim przykładem może być założony przez niego a rażący amatorszczyzną wykonania “portal informacyjny” o jakże właściwej nazwie “dezinformacja.net” w którym zamierza on walczyć z rzeczywistością, głosząc ortodoksyjną PiSowską propagandę. (Choć MON odgraża się, że napuści służby specjalne na tych, którzy ośmielają się krytykować Misiewicza, dotyczy to jedynie ludzi którzy oskarżają go o działania kryminalne, tudzież zamieszczają nieprawdziwe informacje na stworzonych w tym celu fałszywych profilach w mediach społecznościowych. Wygląda więc, że jak na razie nie mam się czego bać, bo nie robię żadnej z tych rzeczy. Ja tylko pisze, że Bartłomiej Misiewicz jest niekompetentnym idiotą).

Ale Bartłomiej Misiewicz nie zasługiwałby na naszą uwagę. W końcu jest to jedynie jeden z setek biernych, miernych ale wiernych umieszczanych przez PiS na bardziej i mniej eksponowanych stanowiskach. Jednak pozycja Misiewicza wydaje się być probierzem tego, jak wygląda w danej chwili rozkład sił między Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem. Wyskoki i niekompetencja Misiewicza wydają się irytować pozostałą część PiS i dlatego kiedy pozycja Kaczyńskiego wydaje się silniejsza, zostaje on usunięty w cień lub wysłany na urlop, kiedy jednak Macierewicz chce pokazać, że on się prezesa nie boi, Misiewicz momentalnie jest wszechobecny, wypuszczając buńczuczne komunikaty jako rzecznik MON tudzież pełniąc honory ministra w spotkaniach z dowództwem wojskowym i wizytując jednostki. Wygląda na to, że Macierewicz poczuł się ostatnio wyjątkowo silny, bo nie tylko pozwala Misiewiczowi na rozmaite harce, ale również przyjął ponownie pod swoje skrzydła drugiego ze swoich młodocianych ekspertów – Edmunda Jannigera, 21-letniego syna przyjaciół ministra (pisaliśmy o nim w drugiej części tego cyklu). W grudniu ojciec Jannigera, dermatolog z USA, przyjechał na gościnne występy do kraju, wygłaszając wykłady w wojskowych instytucjach medycznych, co kosztowało podatnika ponad 38 000 zł. W tych kosztach nie zawiera się honorarium eksperta, ponieważ dobrodusznie zrzekł się on zapłaty za dzielenie się swoją ekspertyzą. Dziwnym trafem jednak od grudnia jego syn ponownie znalazł się na liście płac MONu…

Sprawia to wrażenie jakby Macierewicz, który już raz został zmuszony do pozbycia się swojego złotego chłopca, specjalnie pokazywał wyciągnięty palec PiSowskiej wierchuszce, śmiejąc im się w twarz: “jak będę chciał, zrobię z MON-u pośmiewisko i niech tylko ktoś spróbuje mi podskoczyć!”

Edmund Janniger i Antoni Macierewicz

2. Echa Czarnego Protestu

Kuratorium oświaty musiało zająć się sprawą nauczycielek, uczestniczek Czarnego Protestu, które przyszły do pracy ubrane na czarno w proteście przeciwko zaostrzeniu prawa antyaborcyjnego (więcej o proteście pisałem w ósmej częsci tego cyklu). Nauczycielki zglosił ich kolega, argumentując, że “publiczne demonstrowanie swoich poglądów” nie powinno mieć miejsca w szkole publicznej (najwyraźniej jedynymi ludźmi, którym wolno ubierać się na czarno i głosić swoje poglądy na temat aborcji są w polskich szkołach księża i zakonnice). Komisja dyscyplinarna miała prawo nawet pozbawić nauczycielek prawa wykonywania zawodu, jednak zostały one uniewinnione – być może pod wpływem nacisków opinii publicznej. Przy okazji wyszło na jaw, że ów kolega, który doniósł na nauczycielki do kuratorium, był lokalnym działaczem związku zawodowego Solidarność. To jeszcze bardziej rozzłościło wielu obserwujących tą sprawę, bo w opinii wielu Polaków dzisiejsza Solidarność, która stała się przybudówką PiS, jest obrazą dla tego, co niósł ze sobą ten wspaniały ruch w latach osiemdziesiątych. Wielu nauczycieli w proteście przeciwko działaniu związku w ostatnim czasie rzuciło jego legitymacjami…

3. Wypadek Beaty Szydło

Jak pisałem w piętnastym odcinku tego cyklu w Polsce mamy poważny problem związany z tym, że rządowe limuzyny jeżdżą tak, jakby prowadzili je niezrównoważeni maniacy a nie profesjonalni kierowcy, których zadaniem jest zapewnianie VIPom bezpieczeństwa. Być może ma to związek z czystkami, które PiS przeprowadził w BOR tak, jak w niemalże każdej innej instytucji – według ministra Błaszczaka obecnie w BOR jest ponad 300 wakatów. W ostatni piątek pojazd przewożący premier Szydło rozbił się o drzewo po tym, jak próbował wyprzedzić Fiata Seicento skręcającego w lewo na tym skrzyżowaniu:

Oczywiście rząd zdaje sobie sprawę, że ludzie mają już dość BORowików szalejących na drodze, dlatego momentalnie rozpoczęła się kampania dezinformacji. Próbowano wrobić młodego kierowcę Seicento we wzięcie na siebie winy za spowodowanie wypadku. Propagandowy szmatławiec Kurskiego, jakim stały się ostatnio Wiadomości TVP, przygotował nawet specjalną komputerową animacje, na której wypadek nie miał miejsca na skrzyżowaniu, a spowodowany został przez nie sygnalizującego swoich zamiarów kierowcę skręcającego znienacka we wjazd na podwórko (można to zobaczyć tutaj od ok. 1’20’). Rząd plącze się w zeznaniach twierdząc, że kolumna nie jechała zbyt szybko, czemu przeczy fakt, że limuzyna premier została skasowana po uderzeniu w odległe o 25 metrów od skrzyżowania drzewo a kierowca i pasażer siedzący z przodu odnieśli poważne obrażenia. Z informacji podanych przez ministra Błaszczaka wynika także, że przed wypadkiem kolumna pokonała 55 km w 37 minut, co raczej przeczy tezie, jakoby jechali z prędkościami, do których przystosowane są drogi na trasie z lotniska do domu premier Szydło.

To już trzecia poważna kraksa z udziałem pierwszoligowego VIPa w ciągu ostatnich 365 dni. Cóż, mówi się, że definicją głupoty jest postępowanie w kółko w ten sam sposób i spodziewanie się odmiennych rezultatów, Wyznawcy PiS oczywiście jednak mają na to inne wyjaśnienie. Zgadliście: TO BYŁ ZAMACH! Nawet pobieżna lektura komentarzy pod tekstem o wypadku na tym pro-PiSowskim portalu nie pozostawia złudzeń, że wiara w zamach jest wciąż silna wśród Polaków pierwszego sortu.

Jeśli zaś chodzi o pozostałą część narodu, tej nie pozostaje nic innego jak śmiać się przez łzy. Zapewne dlatego poniższy mem okazał się być jednym z najpopularniejszych w ubiegłym tygodniu.

4. Polityka historyczna

Jednym z głównych celów PiSu jest zwycięstwo w walce o świadomość historyczną Polaków. To dlatego wciąż furiacko atakują Lecha Wałęsę, bo tylko zniszczenie jego legendy zwolni w narodowym panteonie miejsce na kreowanych przez nich bohaterów. Działania PiSu przypominają coraz częściej absurdy z Korei Północnej, że wspomnę tylko o prezydencie odsłaniającym tablicę upamiętniającą fakt, że w tym miejscu kilka godzin wcześniej parlament wysłuchał jego przemówienia. Podobnie jak w tym bratnim narodzie, również i u nas matka Wielkiego Wodza, Ukochanego Przywódcy i Naczelnika Państwa, Jarosława Polskęzbawa Kaczyńskiego obdarzana jest należną czcią, o czym pisaliśmy w ósmym odcinku tego cyklu przy okazji nadania jej imienia jednej z ulic w Starachowicach.

Teraz prasa donosi o tym, jakoby Ministerstwo obrony narodowej pracowało nad porzuceniem stuletniej tradycji nazewnictwa okrętów naszej floty, ponieważ politykom PiSu marzy się upamiętnienie Lecha Kaczyńskiego nazywając jego imieniem jedną z jednostek Marynarki Wojennej. Troszkę przeszkadza w tym fakt, że od czasów przedwojennych nasze okręty bojowe noszą nazwy gwałtownych zjawisk meteorologicznych (ORP Burza, ORP Błyskawica itp), łodzie podwodne zawdzięczają swoje nazwy drapieżnikom i niebezpiecznym zwierzętom (ORP Orzeł, ORP Wilk itd) a jednostki pomocnicze noszą imiona mieszkańców poszczególnych regionów polski (ORP Kujawiak, ORP Podhalanin…). Najnowszy nabytek naszej floty ma nosić nazwę ORP Ślązak, co PiSowi nie jest na rękę, ponieważ, jak wiadomo, Ślązacy to ukryta opcja niemiecka. Pojawił się więc pomysł aby to ów okręt dostapił zaszczytu upamiętnienia poległego w Smoleńsku prezydenta milionlecia.

Okazało się to nieco problematyczne, ponieważ nadanie imienia okrętowi, któremu już nadano imię podczas uroczystego chrztu w 2015 naraziłoby Polskę na kolejne pośmiewisko. Dlatego podobno MON desperacko szuka czegoś godnego noszenia imienia brata Naczelnika Państwa. Może okazać się to jednak dość trudne, bo raczej nieprędko możemy spodziewać się kolejnych fregat (te które mamy, ORP Pułaski i ORP Kościuszko, pochodzą z demobilu US Navy) a nazywanie imieniem prezydenta któregoś z bezimiennych dziś jednostek pomocniczych marynarki wojennej, takich jak kutry czy holowniki, raczej nie zaspokoiłoby ambicji PiS. Sprawa więc pozostaje otwarta i jeśli ktoś chce, może wierzyć plotkom takim jak ta, że MON pracuje nad przyspieszeniem programu budowy okrętów…

Jeśli rok temu wyczytałbym gdzieś, że Stocznia Marynarki Wojennej z siedzibą w Radomiu pracuje nad projektem nowego okrętu godnego nazwania go imieniem Lecha Kaczyńskiego, tylko popukałbym się w czoło. Dziś nie jestem już gotów na to, aby na dzień dobry skreślić taką informacją jako totalną bzdurę, bo akurat jeśli chodzi o zdolność PiSu do zaskakiwania idiotycznymi pomysłami, to wierzę w zapewnienia pani premier, że “dadzą radę”. Smutne to, prawda?


Fotografie:
1. Edmund Janniger: “Rutgers Council on Public and International Affairs” CC BY 2.0
2. Mem opiera się na fotografii zaczerpniętej stąd, nie udało mi się jednak ustalić autora.

Tekst został opublikowany w portalu Britske Listy

Comments

comments

One Comment