Tymczasem w Absurdystanie 38


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek serii

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


Minister Waszczykowski i jego koledzy z rządu wzywają Polaków na emigracji aby wracali do Ojczyzny. Przestawiają Polskę pod rządami PiS jako kraj miodem i mlekiem płynący. Jak na razie nie widać, żeby emigranci masowo zawijali się do kraju, ale takie przypadki się zdarzają. Ostatnio na przykład media doniosły o emigrancie z Irlandii, który wrócił w dość ekspresowym tempie. Historia jednak jest dość skomplikowana: po tym, jak po pijaku prawie rozjechał dwie osoby a następnie, rozbiwszy samochód który prowadził próbował ukraść kolejny atakując jego właściciela, został on złapany przez Irlandzką policję i postawiony przed sądem. Sędzia dał mu do wyboru Irlandzkie więzienie albo “zesłanie” do Polski. Najwyraźniej irlandzki wymiar sprawiedliwości nie podziela opinii ministra Waszczykowskiego co do tego, że w Polsce żyje się wyśmienicie, skoro stosuje to jako karę dla przestępcy równoważną z 10 miesiącami więzienia. Z drugiej strony ów Polak wybrał jednak powrót do kraju, więc nie jest u nas jeszcze tak źle jak w irlandzkiej ciupie… 

No i przynajmniej w Polsce można czuć się bezpiecznie – Ministerstwo Obrony podało na Twitterze że “jednostki amerykańskiej brygady pancernej stacjonujące w Polsce rozpoczęły rotację”. Jak podał lokalny portal internetowy z Bolesławca, rotację rozpoczęto od ciężarówek, dzięki czemu leżący do góry kołami w poprzek autostrady jankeski pojazd sparaliżował ruch na tej wanżnej arterii. Najwyraźniej Amerykanie wciąż próbują dorównać kierowcom BORu w ilości rozbijanych pojazdów. Jak na razie nie słychać o kolejnych kraksach w tym miesiącu (ale spokojnie, to dopiero połowa września!) natomiast inna rozwałka w wykonaniu BORu przewinęła się przez media. Tym razem nie była to demolka na drogach, a w jednym z chojnickich hoteli, w którym zakwaterowano oficerów odpowiadających za bezpieczeństwo premier podczas jej wizyty na terenach dotkniętych klęską wichury. Być może “borowicy” próbowali jakoś odreagować po tym, kiedy jeden z ich kolegów dopuścił do tego, aby skradziono mu z samochodu karty dostępowe do najważniejszych budynków w państwie?

Nie był to jedyny skandal w hotelu w ostatnim tygodniu. We Francji w miejscu zakwaterowania polskich europarlamentarzystów obsługa hotelu postanowiła sprawić niespodziankę Jarosławowi Wałęsie z okazji jego urodzin. W tym celu udekorowali dla niego stół w jadalni, na którym oczekiwał na niego tort oraz drobny podarek. Niestety (dla Wałęsy) reprezentant PiS Zbigniew Kuźmik zszedł do jadalni wcześniej i nie tylko zeżarł ciasto ale i przytulił prezent. Kuźmik tłumaczy się tym, że po prostu uznał, że to dla niego, bo on niedługo też miał mieć urodziny. Według niego jest to po prostu  “piramidalne nieporozumienie”.

Biedni ci pisowscy działacze, ciągle padają ofiarami jakichś dziwnych nieporozumień, niczym minister Szyszko, który w zeszłym tygodniu dostał porządnie po łapach w Europejskim Trybunale zajmującym się dokonywaną przez niego nielegalną wycinką lasów w chronionych obszarach w pobliżu Białowieży. W tym tygodniu też lasy zamieszane były w dziwne nieporozumienie: odsłonięto pomnik człowieka opartego o pień ściętego drzewa. Pomnik ten upamiętniać ma Adama Loreta, pierwszego szefa Lasów Państwowych, znanego jako ojciec Białowieskiego Parku Narodowego, po tym, kiedy wielkim kosztem zerwał umowę z firmami na przemysłową skalę wycinającymi puszczę i zarządził ochronę przyrody na tym terenie… Jeśli ten człowiek opiera się o pieniek, to o co opierałby się na ewentualnym pomniku dzisiejszy szef tej instytucji?

Koledzy ministra Szyszki także wplątali się w dziwne “nieporozumienie”. Według relacji właściciela stadniny, grupa myśliwych polujących na kaczki wdarła się na jego teren. Oddawali strzały w kierunku zabudowań, fragmenty śrutu utknęły w hełmach jeżdżacych na koniach dziewczynek, zraniono także jego psa. Właściciel terenu wezwał policję, a kiedy przyjechała na miejsce chciał podać im numery rejestracyjne samochodu, którym oddaliła się ta grupa “obrońców przyrody”. Policjanci nie byli jednak zainteresowani, zamiast tego pouczyli właściciela terenu, że jego ranny pies zachowuje się agresywnie.

No ale i tak mu się upiekło – mógł na przykład umrzeć w wyniku “niewydolności krążeniowo oddechowej” po przewiezieniu na komisariat – tak jak Igor Stachowiak z Wrocławia.  Tak właśnie wynika z opini biegłych, według której fakt, że był on torturowany i rażony prądem z tasera nie miał wpływu na jego śmierć na komisariacie.

Zastanawiam się, jak traktowani bedą zatrzymani przez policję działacze opozycji? Bo wygląda na to, że prędzej czy później do tego dojdzie. Na razie są oni tylko szykanowani, tak jak jeden z liderów ruchu Obywatele RP podczas jednej z ostatnich miesięcznic smoleńskich. Został on zatrzymany na ulicy przez licznych policjantów (a może to nie byli policjanci, tylko życzliwi niebiescy ludzie? W końcu takie mundury można sobie kupić w każdym sklepie z policyjnymi mundurami!). Pomimo że uniemożliwiali mu oni odejście, zaprzeczali jakoby był on zatrzymany. Nie chcieli także podać swoich nazwisk i stopni służbowych oraz powodu zatrzymania, choć mają taki obowiązek. Całą sytuację można obejrzeć na tym filmie. A chłopcy Błaszczaka i Ziobry dopiero się rozkręcają, jeśli wierzyć posłowi Mularczykowi który na Twitterze napisał: “Niebawem ruszą sprawy sądowe i prokuratorskie wobec totalnej. Dosyć już arogancji, chamstwa i pomówień.” Sytuacja powoli przestaje być śmieszna…

…w odróżnieniu od Samuela Pereiry, który nie przestaje być pośmiewiskiem. Regularni czytelnicy tej serii mogą pamiętać jego wpadkę podczas wyborów prezydenckich we Francji, kiedy to oglądając debatę kandydatów wziął cyfry na zegarze za liczby wskazujące na rosnące poparcie dla Marii Le Pen.  Cyfry i liczby wydają się wciąż sprawiać mu trudność: ostatnio wrzucił na Twittera wyniki badania opinii publicznej, według którego większość ankietowanych popiera staranie o reparacje wojenne od Niemców. Całkowita liczba respondentów zsumowała się do 103%.

Ale nie martwmy się, to nie jest tak, że polska prawica jedynie domaga się pieniędzy od Niemców. To jest wciąż dialog i pojawiają się różne ciekawe propozycje idące w obu kierunkach. Na przykład Wojciech Cejrowski, prowincjonalny podróżnik i katolicki radykał, a ostatnio ekspert TVP w dowolnym temacie podczas wywiadu udzielonego niemieckiemu reporterowi oświadczył, że on chętnie oddał by Niemcom Szczecin, bo “Szczecin nie jest polskim miastem”. Ja w sumie mam lepszy pomysł – zamiast Szczecina oddajmy Niemcom Cejrowskiego. To by była sprawiedliwa kara za wszystkie występki przeciwko naszemu narodowi których dopuścili się od czasów bitwy pod Cedynią i wreszcie bylibyśmy kwita.

Tymczasem odbył się jednak Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. I to odbył się w Opolu a nie w Kielcach, wbrew uprzednim spekulacjom. Po całym tym zamieszaniu z artystami masowo odmawiającymi udziału w propagandowej imprezie Kurskiego, udało mu się jednak dogadać z miastem i zgromadzić wystarczająco wielu artystów, żeby mieć co pokazać w telewizji. Choć nie było łatwo, na szczęscie jego koledzy z PiSu po godzinach grają w jakichś półamatorskich kapelach i chętnie skorzystali z okazji wystąpienia na tym festiwalu. W końcu, jak wiadomo z jednej ze starszych edycji “śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi gorzej, ale nie o to chodzi jak co komu wychodzi”. Ale nie brakowało też znanych nazwisk – w końcu dla wielu przebrzmiałych gwiazd opolski festiwal to jedyna szansa na wystąpienie przez publicznością szerszą niż na firmowej imprezie integracyjnej czy gminnych dożynkach… Gwiazdą wieczoru uczyniono pisowskiego barda Jana Pietrzaka, i to właśnie dzięki temu mogliśmy obejrzeć (choć oczywiście nie w TVP) jedyną rzecz, która w tegorocznym Opolu wyszła: publiczność.

Eksodus ludzi przed koncertem Pietrzaka

Z relacji świadków wynika, że nawet sam Kurski nie zdzierżył całości koncertu artysty i po tym, jak przez pewien czas znudzony bawił się komórką, wyszedł tak jak inni. Operatorzy kamer mieli naprawdę ciężkie zadanie aby pokazać występ Pietrzaka w taki sposób, żeby widzowie przed telewizorami nie zorientowali się, że występuje on dla niemalże pustych trybun. Nie chciano ryzykować podobnej wpadki w drugim dniu festiwalu, dlatego organizatorzy zapełnili amfiteatr wynajętymi statystami.

Ale kultura to nie jedyna dziedzina, w której PiS próbuje naginać rzeczywistość do swoich potrzeb. Po tym, jak prezydent Gdańska po raz kolejny krytykował PiS (po tym skandalu z harcerzem na Westerplatte – więcej o tym tutaj), partia postanowiła ukarać go w ten sposób, że państwowy Lotos nie przedłużył umowy sponsorskiej z lokalnym klubem siatkarskim Trefl. Dość sprytnie, bo jeśli Trefl wpadnie w kłopoty finansowe, nie będzie w stanie zatrzymać swoich największych gwiazd i spadnie w tabeli, dzięki czemu na prowadzenie mogą wybić się kluby z miast rządzonych przez PiS. A wybory lokalne już niedługo…

PiS ostrzy sobie zęby na przejęcie lokalnych władz w całej Polsce. Ale do tego potrzebni mu będą nowi aktywiści. Więc może dobrze, że udało się sprowadzić z Irlandii tego pijanego kierowcę i chuligana – będzie się on czuł dobrze w towarzystwie, w którym obraca się również znany pirat drogowy Kurski czy słynni na całą europę pijani kierowcy wózków golfowych z Cypru…


Tekst ukazał się w portalu Britske Listy
Fotografia z domeny publicznej

Comments

comments

One Comment

Add a Comment