Tymczasem w Absurdystanie 48


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


W tym tygodniu chciałbym uchylić Wam rąbka tajemnicy i zdradzić jak wygląda praca nad tym cyklem. Prawie codziennie przeglądam internet w poszukiwaniu co bardziej absurdalnych wiadomości z Polski, wiele materiałów podsyłają mi także przyjaciele i czytelnicy. Jednocześnie staram się być także na bieżąco z “poważnymi wiadomościami”, choć niestety coraz częściej trudno zdecydować które są które. Kiedy wreszcie zasiadam do pisania staram się w humorystyczny sposób z tych absurdalnych klocków stworzyć materiał, który nie tylko obśmieje, ale także da do myślenia, w krzywym zwierciadle pokazując, co dzieje się w naszym kraju. 

Większość “wiadomości z Absurdystanu” jest już sama w sobie tak śmieszna lub absurdalna, że nawet nie muszę nic podkręcać (co w sumie jest jednak trochę smutne), czasem jednak udaje mi się wcisnąć gdzieś jakiś śmieszny tekst od siebie. Z drugiej strony materiałów jest tyle, że większość z nich nawet nie zostaje wspomniana, bo nie starczyłoby na to wszystko miejsca nawet, gdyby te teksty ukazywały się codziennie (a i już teraz te tygodniowe odcinki są stanowczo zbyt długie). Czasem jednak zdarza się że temat, który początkowo pominąłem pojawia się w którymś z kolejnych odcinków po tym, jak nastąpił jakiś zwrot akcji.

Na przykład parę miesięcy temu pisałem o pomyśle Magdaleny Ogórek aby myśliwi stanowili pierwszą linię oporu w ramach wojsk obrony terytorialnej. Wymyśliłem wtedy taki żarcik, że może skoro myśliwi mają robić za żołnierzy to i żołnierze robiliby za myśliwych. Uznałem jednak, że żart jest słaby a Ogórek jeszcze bardziej kiepska i zdecydowałem się usunąć ten fragment z ostatecznej wersji tekstu i tematu nie poruszać… aż do teraz.

Bo teraz mój niedoszły kiepski dowcip w końcu pojawi się w tym cyklu i to na serio: w województwie Mazowieckim żołnierze otrzymają urlopy okolicznościowe i zostaną wysłani na polowanie na dziki. Poważnie, ponieważ myśliwi nie pałają chęcią do realizacji idiotycznych zadań wyznaczonych im przez szyszkodnika, do tematu zaprzęgnięto armię.

Podczas jednak gdy ci niewdzięczni myśliwi ośmielają się nie wychwalać pod niebiosa każdego głupiego pomysłu swojego ministra (niewdzięcznicy, po tym wszystkim co dla nich zrobił!), leśnicy, jako jego bezpośredni podwładni nie mają takiego komfortu. Dlatego muszą brać udział w marszach poparcia rodem z filmów Barei, robiąc z siebie idiotów stojąc z transparentami w rodzaju “SZYSZKO = RÓWNOWAGA W LESIE I PRZYRODZIE” czy wysłuchując prawicowej poezji… a zresztą, sami zobaczcie:

Nie obyło się także bez przemowy ojca Duszkiewicza, pierwszego katabasa wśród myśliwych. Wyjaśnił on zgromadzonym, że w oczach Boga natura jest dla człowieka, który powinien jej używać, i to właśnie robią leśnicy stając się cudownym narzędziach w rękach Boga. Jeśli chodzi zaś o ministra, to inni, nie mogąc znieść tego, że mówi “szczęść Boże” i stawił czoła złu i szatańskiej ideologii, poniżają go, atakują z furią, i wbijają mu szpilki. To nie ludzie, to wilki! Łubu-dubu, łubu dubu!!!

Soczysta ta przemowa szwejkowego pryncypała kapelana myśliwych wzbudziła bojowe nastroje w sercach żołnierzy leśników, do tego stopnia, że ktoś w tłumie wzniósł okrzyk “Precz z Szatanem!”

Religia jest coraz bardziej obecna w polskiej polityce. Podczas obrad komisji sejmowej dotyczącej GMO, zebrani spontanicznie wybuchli religijną pieśnią. Na pytanie komu służą, Bogu czy Mamonie, pani z tylnych rzędów odpowiedziała, że jako jedna z potomków Jaksy z Miechowa, rzymskich cesarzy, Jezusa i Króla Dawida jest Matką Boską, na co ma potwierdzenie księdza. Powyższe dowodzi, że wszystko się sprawdza, i że z Polski wyjdzie ta iskra, to przesłanie.

Szczerze mówiąc zgubiłem się w tym momencie, w którym oznajmiono, że Matka Boska jest potomkiem Jezusa, więc po prostu to tutaj zostawię, bo nie mam zielonego pojęcia jak to skomentować. Dobry żołnierz Szwejk z pewnością ucieszyłby się widząc dzisiejszą Polskę, albowiem jak powszechnie wiadomo sprawiało mu wielką przyjemność, kiedy tak ludzie bałwanieli do kwadratu. A skoro już znowu przy Szwejku jesteśmy, to Policja wypuściła kalendarze z portretem Mariusz Błaszczaka i jego zastępcy. Ciekawe, czy jak na taki kalendarz będą muchy srały to komendanci poszczególnych komisariatów lądować będą w areszcie jak biedny szynkarz Palivec?

Cóż, polskie dzieci, uczące się w szkołach po deformie edukacji, raczej odniesień do twórczości Haszka nie wyłapią. Co innego gdybym się odnosił do Biblii, bo tej jest wszędzie pełno. Sprawdźmy na przykład, czy bylibyście w stanie rozwiązać drugie z przedstawionych poniżej zadań z matematyki:

Nie tylko jednak podręczniki szkolne poddawane są przez obywateli ostrej krytyce. Minister Waszczo da Gamoń przegrał w sądzie z organizacją Sieć Obywatelska Watchdog po tym, jak odmówił publikacji ekspertyz, na które się powoływał, twierdząc, że wybór Tuska w słynnej katastrofie 27:1 był wynikiem oszustwa wyborczego. Teraz pan minister ma problem, bo wygląda na to, że żadnych ekspertyz nie było a owe oskarżenie wyciągnął sobie, jak to mówi dzisiejsza młodzież, Z DUPY. Wątpię jednak, żeby się tym przejął, w końcu jego koledzy więcej mają za uszami.

Taka na przykład sędzia Przyłębska, co do legalności wyboru której wątpliwości są akurat jak najbardziej uzasadnione a i ekspertyz zapewne nie brakuje, postanowiła poszczuć dziennikarzy Gazety Wyborczej prokuraturą za obrazę instytucji, którą reprezentuje (czyli atrapy Trybunału Konstytucyjnego). Obraza owa polegała na napisaniu dobrze udokumentowanego artykułu o tym, że jej małżonek był w PRL agentem. Sędzia Przyłębska nie uznała za stosowne wytoczyć sprawę z powództwa cywilnego – podobnie jak wcześniej Macierewicz nie odważył się na stawienie w sądzie czoła oskarżenion Tomasza Piątka – i zamiast tego postanowiła zabawić się kosztem podatnika.

Minister Błaszczak natomiast wysłał swoich podwładnych do roboty. Okazuje się bowiem, że do obowiązków policji należy teraz śledzenie i stręczenie aktywistów opozycji – o czym doniósł mediom policjant, który zdecydował się odejść ze służby nie mogąc wytrzymać już zamieniania służby mającej za zadanie łapać kryminalistów w prywatną policję polityczną PiS. Tymczasem Zbigniew Ziobro wciąż prowadzi swoją prywatną vendettę przeciwko lekarzom którzy leczyli jego zmarłego przed laty ojca. Jego podwładni oskarżają ich nie tylko o błędy w sztuce lekarskiej, ale także o nielegalne eksperymenty medyczne, fałszowanie szpitalnej dokumentacji, trzęsienia ziemi i koklusz. Ok, trochę się zapędziłem z tymi ostatnimi. O to ich akurat Ziobro nie oskarża. JESZCZE.  Sprawa ciągnie się już ponad dekadę, i starszy z oskarżanych lekarzy, światowej sławy chirurg, zdecydował się właśnie przejść na emeryturę nie mogąc już dłużej znieść tego, że nie tylko on sam, ale także jego rodzina i współpracownicy są pod nieustannym ostrzałem Ziobrowych pomagierów.

Ponieważ rodzina Ziobrów znowu przegrała w sądzie, postanowili odwołać się do kolejnego. A że “sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” na wszelki wypadek zmieniono jego prezesa, a biegłych i sędzinę zaangażowanych w poprzedniej instancji na wszelki wypadek także wzięto pod lupę śledczych.

Stanisław Piotrowicz przyłapany przez dziennikarza Onetu na rozprzestrzenianiu zmanipulowanych informacji w ostrej wymianie zdań oskarżył tego ostatniego o to, że działa w interesie Niemców będących właścicielem tego portalu. Pobłażliwie powiedział mu, że nie wini go, bo rozumie, że czasem trzeba tak pracować, jak zwierzchnicy każą. I tu akurat Piotrowiczowi wierzę jak nigdy. Kto jak kto, ale prokurator stanu wojennego który nagle zapałał wielką miłością do dekomunizacji wie jak nikt inny, jak to jest kurwić się za pieniądze.

Zresztą, kogo obchodzi jakiś Onet. Przecież wiadomo, że wiarygodne są tylko Media Narodowe. Dla PiSu. Bo dla wszystkich innych wiarygodne są one mniej więcej tak jak rosyjska telewizja relacjonująca inwazję na Krym: nawet mają swoją kobietę gotową wystąpić w każdej roli. Poznajcie, oto paniAnita Zapładka vel Magda Bąk

Ale przynajmniej prezes Kurski ma jedno zmartwienie mniej. W zaskakującym zwrocie akcji biegły sądowy za wypadek, w którym uczestniczyła wracająca z Opola limuzyną Kurskiego obwinił innego kierowcę.  Okazuje się bowiem, że jeśli szofer pana Kurskiego zdecyduje się na zawrócenie w niespodziewanym miejscu, to obowiązek ustąpienia pierwszeństwa innym uczestnikom ruchu go nie dotyczy jeśli miał włączony kierunkowskaz…

No ale taki kierunkowskaz, nawet włączony, to trudno zauważyć. Co innego baner na noclegowni prowadzonej przez skazanego wyrokiem sądowym antysemitę Piotra Rybaka, ten zauważono na całym świecie. W końcu nie na co dzień pensjonaty witają potencjalnych gości zawieszoną na bramie szmatą z napisem:
DOM POLSKI: ZAKAZ WSTĘPU ŻYDOM, KOMUCHOM I WSZYSTKIM ZŁODZIEJOM I ZDRAJCOM POLSKI.

Jakoś tylko policja nie bardzo zauważyła ten baner, podobnie jak ich pilnej uwadze umknęły szubienice, na których powieszono portrety europarlamentarzystów głosujących za rezolucją potępiającą łamanie prawa przez PiS.  Może gdyby wprowadzić w życie pomysł jednego z pisowskich radnych i umieścić obok więcej szubienic, na kórych powieszono by całe PO, stojący obok policjanci wreszcie coś by zauważyli? W końcu Zbigniew Ziobro nie stał pięć metrów od tych szubienic a zauważył, choć coś mu się popierniczyło i  za całą sprawę obwinia opozycję. Skofundowani tym twierdzeniem jego podwładni na wszelki wypadek zwrócili sprawę do prokuatury, oczekując zapewne na wytyczne wyjaśniające, czy jeśli za coś odpowiada opozycja, ale teraz robią to “nasi” to należy ich za to ścigać, czy nie?

Z drugiej strony nie wszyscy policjanci mają jednak problemy ze wzrokiem. Niewielką nalepkę z cytatem z Szarego Człowieka, którą ktoś nalepił na jedno z aut TVP spostrzeżono błyskawicznie i dwóch bohaterskich funkcjonariuszy własnym ciałem osłaniało ją przed wzrokiem ciekawskich… 

Ludzi o tak sokolim wzroku można by użyć także do recenzowania patriotycznych monideł. Może wtedy ktoś zauważyłby że na muralu, który niedawno powstał w Łomiankach, rzekomi Powstańcy Warszawscy wyglądają jakoś dziwnie. Okazuje się bowiem, że w celu uzyskania wzorca do stworzenia takiego malowidła potrzeba więcej przygotowania niż wpisanie w google images “żołnierze Powstanie Warszawskie”, bo zbrodniarze wojenni z niesławnej SS-Sturmbrigade “Dirlewanger” wyglądają dość głupio w roli dzielnych powstańców, nawet jeśli domaluje się im na ramionach biało-czerwone opaski.

No ale przynajmniej Anja Rubik wreszcie usłyszała coś miłego (?) z prawej strony w sprawie jej projektu edukacji seksualnej. Bronisław Wildstein stwierdził, że może ona się do roli edukatorki seksualnej świetnie nadawać, albowiem kobietą jest powabną, a zatem zapewne doświadczenie w temacie ma bogate. W brunatnym umyśle Wildsteina najwyraźniej każda modelka jest prostytutką i nawet ubranie tego w ładne słowa i formę felietonu nie będzie w stanie ukryć tej wiodącej myśli. I pomyśleć, że ten cham otrzymał od prezydenta Dudy Order Orła Białego…

Jeszcze smutniejsze jest jednak to, że PiS w końcu idzie na całość w kwestii podporządkowania sobie systemu sądownictwa. Prezydenckie veto niewiele tu zmieniło (jeśli w ogóle było przeszkodą, a nie z góry ukartowanym zagraniem) i teraz parlament obraduje nad projektami ustaw jeszcze gorszych niż te, które zawetował dzielny Adrian. Tym razem jednak zasłonę dymną postanowił zorganizować sam Kaczyński, ostentacyjnie czytając w trakcie ważnych obrad “Atlas kotów”. Zadziałało to wyśmienicie:
– po pierwsze, w ten sposób udało się napluć w twarz wszystkim posłom opozycji, którzy wciąż naiwnie liczyli na merytoryczną dyskusję.
– po drugie, dzięki temu sprytnemu trickowi uwaga mediów skupiła się na słodkich kotkach a nikt nie zajmował się tym, co było naprawdę ważne. Nawet desperacka próba posła PO zwrócenia na sprawę uwagi przez rzucanie w PiS (w zamyśle, wyszło w protokolantkę) jego projektami ustaw niewiele dała.
– po trzecie, po całej akcji książkę zlicytowano na cele charytatywne, co pozwoliło ocieplić nieco wizerunek prezesa.

Jak (a raczej, niestety, kiedy) to przejdzie, to leżymy. Polska będzie równie demokratyczna jak Białoruś.


Tekst został opublikowany w portalu Britske Listy. 
Zdjęcie: Bundesarchiv CC 3.0 

Comments

comments