Tymczasem w Absurdystanie 55


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek

Kliknij tutaj, aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych odcinków


Polska dyplomacja po raz kolejny wstała z kolan. Wstając, potknęła się o własne nogi, zatoczyła i rozbiła głowę o stojący w okolicy stolik. Tym razem udało nam się wkurzyć dosłownie wszystkich – Żydów, Zachód a także obie strony politycznego sporu w kraju. Ale zanim do tego dojdziemy, sprostujmy pewne informacje. 

W izraelskiej gazecie Haaertz ukazał się tekst, który jest albo wyjątkowo kiepskim przykładem dziennikarstwa, albo świadomą nagonką. Sensacyjny tytuł brzmi “Polski sejm przegłosował prawo karające wspominanie o polskich zbrodniach w czasie Holocaustu”. Jest to oczywista bzdura, nowe prawo wspomina tylko o przypisywaniu Polakom zbrodni hitlerowskich – i tu akurat jestem w stanie zrozumieć, dlaczego akurat gazecie Haaertz jest to nie na rękę – wystarczy przeczytać dalszą część artykułu i powiązane materiały, które w najlepszym razie można uznać za półprawdy, w najgorszym za świadomą nagonkę na Polaków.

Ale czy to znaczy, że problemu nie ma? Bynajmniej. Bo problem jest w tym, że to nowo uchwalone prawo jest po prostu kolejnym przypadkiem, kiedy to PiS prawidłowo rozpoznał istnienie problemu, a następnie postanowił zabrać się do jego rozwiązania w stylu wymachującego młotkiem słonia w składzie porcelany. Zjawisko przypisywania Polakom niemieckich zbrodni – czy to świadomie, czy nie – jest faktem, którego chyba najlepszym przykładem jest pojawiające się wciąż zbyt często określenie “polskie obozy koncentracyjne” w kontekście obozów budowanych na naszych okupowanych ziemiach przez Nazistów. To określenie jest zwyczajnie obraźliwe dla setek tysięcy polskich więźniów tych obozów (jak również polskich obywateli, Żydów, którzy znaleźli tam śmierć). Niektórzy twierdzą, że nie ma w tym nic złego, bo te obozy geograficznie znajdowały się w Polsce, ale to tak, jakby twierdzić, że sensowne jest określenie “amerykański atak na WTC”, “japońska bomba zrzucona na Hiroszimę” czy “czechosłowacka inwazja na Czechosłowację w 1968 roku”.

Do tej pory walka o dobre imię Polski prowadzona była łagodnymi kanałami dyplomatycznymi – polskie ambasady uczulały, zwracały uwagę i domagały się sprostowań kiedy nieprawdziwe twierdzenia pojawiały się w zachodnich mediach. Polscy historycy we współpracy z międzynarodowymi ośrodkami zajmującymi się holokaustem także dbały o to, aby nauczać jak było naprawdę. Poza antypolskimi frakcjami żydowskimi oraz tymi, którzy negują niemiecką odpowiedzialność za holokaust, nikt nie miał problemu z tym, że Polska jest uczulona na to niezręczne sformułowanie.

PiSowi to jednak nie wystarczy. Jak PiS coś robi, to nie może to być delikatne, taktowne i zaplanowane na długie lata. Oni znają tylko jeden sposób: hajda na koń, hej szable w dłoń, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie. Dla nich nie ma też odcieni szarości. W ich wizji historii Polacy to wyłącznie ofiary wojny, bohaterowie, którzy walcząc o wolność własnego kraju, wszyscy, jak jeden mąż, pomagali jednocześnie biednym Żydom. Problem w tym, że jest to oczywista bzdura. Owszem, Polska ma największą reprezentację wśród Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata a bohaterowie tacy jak Irena Sendlerowa zasługują na to, aby ich czyny wsławić na świecie. Ale większość Polaków jednak Żydom nie pomagała – właśnie dlatego, że wymagało to odwagi i bohaterstwa, a trudno wymagać, żeby bohaterem był każdy. Większość Polaków była zwyczajnie bierna, mając wystarczająco własnych problemów. Niektórzy natomiast działali ramię w ramię z nazistami, wydając Żydów na śmierć, lub też szantażowali ukrywających się Żydów i pomagających im Polaków. I nie były to tylko indywidua – pogromy takie jak w Jedwabnym nie były, niestety, niczym wyjątkowym. W końcu, gdyby faktycznie wszyscy Polacy pomagali Żydom, to Ryszard Czarnecki nie mógłby obrażać Róży Thun słowem “szmalcownik”, bo takie słowo zwyczajnie by nie istniało, prawda?

Zresztą, to, co działo się w czasie wojny też nie było tylko efektem zajęcia Polski przez Hitlera. Przecież antysemicka nagonka trwała już wcześniej, wielu ludzi na Polskiej prawicy podziwiało Trzecią Rzeszę i marzyło o tym, aby podobne “rozwiązanie kwestii żydowskiej” wprowadzić także i w II Rzeczpospolitej. Jedną z organizacji postulujących rozwiązania na wzór niemiecki był ONR. Dziś jego spadkobiercy maszerują po ulicach z flagami na długich sztorcach, a PiS przymila się do nich jak może, o czym pisałem już w portalu Britske Listy nie raz.

I tu leży sedno problemu. Bo idea takiego aktu prawnego sama w sobie nie jest zła – podobne ustawy obowiązują w wielu innych krajach. Owszem, jak to zwykle w przypadku prawa pisanego przez PiS bywa, można by tą ustawę napisać konkretnie i z głową, a nie bełkotliwie i używając trudno definiowalnych ogólników. Tylko, że PiSowi to i tak bez różnicy. Oni nie takie prawa łamali, nie takie ustawy wykręcali do góry nogami żeby tylko wyszło na ich korzyść. I tą też będą wykorzystywać do tego, żeby podlizać się neonazistom z ONR, niezależnie od prawdy historycznej i zwykłej ludzkiej przyzwoitości. Wystarczy, że przypomnimy sobie jak wiła się w telewizji minister edukacji, kiedy Monika Olejnik postawiła ją pod ścianą, pytając kto zabijał Żydów podczas pogromów w Kielcach czy w Jedwabnem.

Nie da się ukryć – mamy w Polsce poważny problem. Nie znaczy to oczywiście, że druga strona sporu nie ma nic za uszami – w końcu w Izraelu też nierzadko z prawdą historyczną są na bakier. W rezultacie uchwalenie nowej ustawy sprowokowało żydowskich aktywistów do rozpętania wojenki na Twitterze, która zaczęła się od tego, że świadomie używali tagu #polskieobozykoncentracyjne i oskarżali Polskę o współudział w holokauście. Polscy antysemici oczywiście rzucili się odpłacić Żydom pięknym za nadobne, a TVP co bardziej antysemickie Tweety opublikowała na ekranie podczas programu na żywo. Dobra robota, PiS, świetnie wam poszło załagodzenie sytuacji.

Niektórzy sądzą, że być może niedawny reportaż TVN o związkach między neonazistami a polskimi narodowcami, o którym pisałem tydzień temu spowoduje, że PiS się opamięta. Wielu z radością powitało skargi rzecznika ONR, który oskarżył PiS o zdradę i przejście na stronę eurolewacką po tym, jak niektórych z członków jego organizacji spotkały różne nieprzyjemności. Ale czy to naprawdę jest przedsmak tego, że wreszcie ktoś się weźmie za faszyzujących narodowców? Co prawda Patryk Jaki przebąkiwał coś o tym, że możliwa jest delegalizacja, ale już Joachim Brudziński, jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego, twierdzi że cała ta afera z nazistami to tylko kolejny przykład tego, jak Bruksela we współpracy z opozycją próbuje nam przyprawić gębę faszystów tylko po to, aby ukryć “bezprawne działania opozycji” i “ataki na biura posłów partii rządzącej”. Brudziński wspiera także prawicową narrację jakoby faszyzm i nazizm nie miały nic wspólnego z prawicą i były lewackimi ideologiami.

Jak widać PiS na własne życzenie znalazł się między młotem a kowadłem. Boją się podjęcia radykalnych kroków i zerwania z faszyzującą skrajną prawicą, bo jeśli ta poczuje się zdradzona, wycofa swoje poparcie dla PiS i do następnych wyborów pójdzie na własną rękę…

A skoro już wspomnieliśmy o lewicowych organizacjach – znana lewicowa instytucja “Centrum Edukacyjne Powiśle”…

Ok, bądźmy poważni. Prawicowy klub dyskusyjny w Warszawie zorganizował wykład, podczas którego szef klubu Krzysztof Mossakowski wraz z zaproszonym gościem wielbili HItlera. Według nich, Polakom było w Niemczech lepiej za Hitlera niż dziś za Merkelowej, Hitlera Niemcy kochali bo zlikwidował bezrobocie i sprawił, że żyło im się lepiej. Podobnym uwielbieniem wśród mieszkańców okupowanych Czech cieszył się SS-Obergruppenführer Reinhard Heydrich. Partnerem Mossakowskiego podczas tego wykładu był Andrzej Ryba, wydawca odpowiedzialny za wydanie w Polsce książki Leona Degrelle “Wiek Hitlera”. Jeśli nie wiecie kto to był Leon Degrelle, to był on belgijskim nazistą, członkiem Waffen-SS. Lub też, jeśli wolimy usłyszeć zdanie polskiego patrioty z ONR, “ideałem katolika, żołnierza, męża stanu i rycerza stojącego u bram swych przekonań i wartości, za które był gotów przelać krew swoją i wrogów. Z perspektywy człowieka urodzonego w XXI wieku, 63 lata od rozpoczęcia i 57 lat po zakończeniu drugiej wojny światowej mogę jasno i dumnie nazwać Leona Degrella moim ideałem, bohaterem i wzorem, który chcę naśladować”. Tak, prosimy nie regulować odbiorników. To podsumowanie hagiografii Degrelle’a która ukazała się na stronach łodzkiego oddziału ONR...

Kurczę, no tom narobił. Obawiam się, że teraz Britske Listy mogą spodziewać się pozwu. W końcu organizatorzy festiwalu Orle Gniazdo, podczas którego – jak widzieliśmy w reportażu TVN – wytatuowani w swastyki skinheadzi wyciągali ręce w hitlerowskim pozdrowieniu skandując Sieg Heil a wykonawcy ze sceny w wulgarnych słowach obrażali Donalda Tuska i nawoływali do agresji wobec niego, domagają się miliona złotych odszkodowania. Według nich reportaż, w którym pokazano, ze są nazistami, jest dla nich obraźliwy. Bo oni przecież wcale nie są nazistami.

No, ale wróćmy jeszcze na chwilę do tych nazistów z Belgii. Kiedy Guy Verhofstadt wyraził swoje oburzenie na temat, tego, że tegoroczny Marsz Niepodległości był mocno polany nazistowskim sosem, w odpowiedzi prawica masowo zaczęła wypominać mu 10 000 belgijskich członków Waffen-SS. A teraz dowiaduję się ze stron polskiej patriotycznej organizacji ONR, że najbardziej znany z nich, Leon Degrelle, był bohaterem i wzorem do naśladowania. Więc właściwie dlaczego temat został użyty jako atak na Verhofstadta? Faszyści z ONR mają mu za złe, że nie wychwala ich pod niebiosa tak, jak oni, czy co?

* * *

Oczywiście w Polsce działo się nie tylko w temacie skrajnej prawicy. Trochę szumu narobiły też dziewczyny z lewicowej Krytyki Politycznej – opublikowały parodię programu publicystycznego, w którym 5 kobiet dyskutowało na temat tego, czy Viagra powinna być na receptę. Używano równie bzdurnych argumentów jakie pojawiają się w dyskusjach, w których pięciu panów dyskutuje kwestie aborcji i praw kobiet. Pojawiały się pytania takie, jak to, czy erekcja jest darem od Boga, albo czy można dopuścić pro-erekcyjne lobby do tego, aby rozmieniła tę piękną sprawę na drobne. Celność tej parodii docenili nawet co inteligentniejsi prawicowcy (bo ci nieco głupsi wzięli to na poważnie i wylali tony śliny w internetowych komentarzach, w ten sposób jeszcze pogłębiając zamierzony przez Krytykę Polityczną przekaz).

Tymczasem po przeciwnej stronie sceny medialnej, TVP podjęło próbę wykorzystania popularnego serialu telewizyjnego w celu straszenia Polaków uchodźcami. Serial “Ojciec Mateusz” to historia o przestępczości nękającej Sandomierz, z którą walczy bohaterski ksiądz jeżdżący na rowerze (na rowerze? Poważnie? To oni tam nie mają bezdomnych?). Gazeta Wyborcza dotarła do aktora, który odmówił przyjęcia roli w serialu po tym, jak okazało się, że jego bohater ma być muzułmańskim uchodźcą, który podkłada bombę na placu zabaw. TVP natychmiast odcięła się od tych kłamliwych oskarżeń, a dla udowodnienia swoich racji przyśpieszyła emisję kontrowersyjnego odcinka. I faktycznie, nie było w nim nic o żadnych muzułmańskich terrorystach. Co prawda, w rezultacie przeprowadzonych na chybcika cięć z oryginalnego scenariusza odcinka niewiele zostało, przez co akcja kompletnie nie trzyma się kupy, ale co tam jakiś serial, ważne, że po raz kolejny pokazaliśmy, że Wyborcza kłamie, co nie?

Niektóre stare sprawy powoli się rozwiązują. Przypadek skóry rysia znalezionej w daczy ministra Szyszki na przykład. Rysie są w Polsce pod ścisłą ochroną, dlatego nawet posiadanie takiej skóry jest ściśle kontrolowane, nic więc dziwnego, że służby postanowiły sprawdzić, czy Jan Szyszko ma prawo trzymać w domu takie trofeum i czy rysia przypadkiem nie zabito nielegalnie. Na szczęście Jan Szyszko ponad wszelką wątpliwość udowodnił, że żadne prawo nie zostało złamane. Oświadczył on bowiem, że skórę dostał od przyjaciela, który niestety wkrótce potem zmarł, nie zdążywszy przekazać mu powiązanej z nią dokumentacji. Czy byłoby możliwe, że ów przyjaciel to ten sam bezdomny Stanisław, który Ojcu Rydzykowi ofiarował tuż przed śmiercią dwie luksusowe limuzyny? Tak czy tak, również i w tym przypadku sprawę uznano za zakończoną, a Szyszko otrzymał jedynie upomnienie od policji.

Sprawa śledztwa dotyczącego wypadku Beaty Szydło jest nieco bardziej skomplikowana. Wyszło na jaw, że wiarygodność świadków oceniana jest przez biegłą psycholog, która, tak się dziwnie składa, jest jednocześnie żoną kolegi Szydło z list wyborczych. Z trzydziestu dostępnych ekspertów akurat jej trafiło się to zlecenie, no kto by się spodziewał?

Dobrze natomiast ma się budowanie kultu jednostki. Premier Morawiecki złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą wizytę prezydenta Kaczyńskiego w Ostrołęce w celu złożenia kwiatów pod pomnikiem Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Zastanawiam się, jak głęboko oni są w stanie w to zabrnąć zanim dotrze do nich, że robią się śmieszni? Czy jeśli PiS utrzyma się u władzy przez 10 lat to za dekadę będziemy w telewizji oglądać transmisję z tego, jak premier Jaki składa kwiaty pod tablicą upamiętniającą wizytę prezydenta Ziobry w celu złożenia kwiatów pod tablicą upamiętniającą wizytę premiera Brudzińskiego w celu złożenia kwiatów pod tablicą upamiętniającą wizytę prezydenta Dudy w celu złożenia kwiatów pod tablicą upamiętniającą wizytę premiera Morawieckiego w celu złożenia kwiatów pod tablicą upamiętniającą wizytę prezydenta Kaczyńskiego w celu złożenia kwiatów pod pomnikiem Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce? Znając PiS, jestem w stanie sobie to całkiem poważnie wyobrazić.

Niektórzy mają już jednak tego dosyć. Jak podał portal Wirtualna Polska, w filii jednej z międzynarodowych korporacji doszło do buntu po tym, jak ulicę, przy której stał jej biurowiec przemianowano z Armii Ludowej na Lecha Kaczyńskiego. Na początku pracownicy chcieli się przeprowadzić, ale kiedy z powodów finansowych zarzucono ten pomysł, zaproponowali, aby głównym wejściem do budynku uczynić dotychczasowe wejście od tyłu, dzięki czemu można by było uniknąć umieszczania imienia Lecha Kaczyńskiego na firmowych dokumentach… Niestety dla zaangażowanych, międzynarodowy management firmy odmówił, nie chcąc dać się uwikłać w takie polityczne demonstracje.

To może jednak rzucić nowe światło na przypadek, który przewinął się przez media na całym świecie. Chodzi tu o krowę, która wybrała wolność i przyłączyła się do stada żubrów w Puszczy Białowieskiej. Może ona też nie wytrzymała po tym, jak jej obora otrzymała imię Lecha Kaczyńskiego? Znając pęd PiSu do nazywania tym imieniem wszystkiego jak leci, wcale bym się nie zdziwił.


Tekst powstał dla portalu Britske Listy
Ilustracja: Screenshot ze strony ONR Łódź 

Comments

comments