Tymczasem w Absurdystanie 245 – ODCINEK NA WYBORY

W tą niedziele Polacy idą do urn. Satyryczny rysunek Bartosza Minkiewicza przedstawiający tonącego człowieka desperacko próbującego dosięgnąć swoją kartą do głosowania unoszącej się na wodzie urny bardzo dobrze pokazuyje jaka jest stawka. Ważą się losy naszego kraju: albo Polska zmieni kurs i powoli zacznie wracać na stronę światła – do świata europejskich wartości demokratycznych i rządów prawa – albo będzie dalej dryfować w przeciwnym kierunku i po minięciu Węgier spadnie z wodospadu i znajdzie się tam, gdzie od jakiegoś czasu znajduje się Białoruś. Zróbmy zatem krok wstecz i zamiast szczegółowych opisów poszczególnych elementów chaosu z jakimi Polska boryka się od ośmiu lat, a który tak dobrze znany jest już stałym czytelnikom mojego cyklu, spróbujmy spojrzeć na sytuację z dystansu. 

Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.

Jak wygląda sytuacja przed wyborami?

Po ośmiu latach rządów PiS partia podporządkowała sobie większość przedsiębiorstw państwowych i krajowych instytucji. Te, których funkcją jest kontrolowanie rządu zostały zneutralizowane najszybciej – czy to przez zmianę ich w teatrzyki kukiełkowe Kaczyńskiego (jak zrobiono z Trybunałem Konstytucyjnym), czy to przez zamianę ich w parodię samych siebie (jak na przykład stało się z funkcją Rzecznika Praw Dziecka).

Rząd rozrósł się do wielkosci niespotykanej nie tylko w Polsce ale i w innych krajach Unii Eurpejskiej. Mamy ponad stu ministrów i wiceministrów, co oczywiście wiąze się takze z kosmicznym wzrostem kosztów utrzymania całej tej szopki. Ważni ministrowie (dla PiSu to są głownie resorty siłowe oraz te resorty, w których jest najwięcej pieniędzy do rozdysponowania) obsadzone są przez najwiejszych przydupasów Kaczyńskiego. Te “mniej ważne” – jak ministerstwo zdrowia czy finansów – obsadzone są przez dość przypadkowe osoby z łapanki, nierzadko nie mające wystarczającego doświadczenia, po tym, jak oryginalni ministrowie podali sie do dymisji. A ministerstwem edukacji kieruje tak niekompetentny bałwan, że wielu Polaków wierzy w to, że mianowano go ministrem nie tylko dlatego, że Kaczyński nie przykłada zbyt wielkiej wagi do tego resortu ale wręcz żeby pokazać Polaków, że może z nimi wszystko zrobić – coś jak z koniem, którego cesarz Kaligula zrobił senatorem.

Instytucje rządowe są teraz otorbione warstwą fundacyjek i organizacji założonych przez krewnych-i-znajomych-królika które – wraz z Kościołem oczywiście – zgarniają największe granty i dotację od rządu i ministerstw. Dziennikarze niejednokrotnie wykazywali, że przekazywanie milionowych grantów organizacjom nie mogącym wykazać żadnej liczącej się działalnością w danej dziedzinie to po prostu sposób na wyprowadzanie z budżetu państwowych pieniędzy, ale oczywiście póki prokuraturę kontroluje Zbigniew Ziobro a CBA Mariusz Kamiński nie ma szans na to, żeby wymiar sprawiedliwości przyjrzał się temu bliżej.

Same państwowe instytucje także są zamieniane w maszynki do robienia pieniędzy dla rodzin i przyjaciół. Lasy Państwowe na przykład, przeciwko prywatyzacji których PiS tak protestował przed wyborami w 2015 roku, są dziś praktycznie prywatnym folwarkiem ludzi związanych z Solidarną Polską Zbigniewa Ziobry. Pensje są zupełnie niewspółmierne do wykonywanej (lub nie, jak w przypadku Dariusza Mateckiego) przez zatrudnionych tam z politycznego nadania ludzi pracy, a żeby to wszystko sfinansować drzewa – będące przecież dobrem wspólnym wszystkich Polaków – cięte są na potęge. Innymi słowy ludzie Ziobry dorabiają się na tym, że sprywatyzowali sobie profity z wycinania państwowych lasów. I nie tylko oni – bo i LP chojnie rzucają grantami (głównie w krewnych-i-znajomych królika oraz Kościół).

Podczas transformacji po 1989 roku Polsce udało się przejść do ekonomii rynkowej nie tworząc zbyt wielkiej kasty oligarchów, którzy uwłaszczaliby się na przejętych za grosze państwowych instytucjach. PiS postanowił nadrobić te zaniedbanie, łącząc państwowe firmy energetycznew wielki konglomerat pod szyldem Orlenu, na czele którego stoi, z nadania samego prezesa, Daniel Obajtek. Który, oczywiście, robi wszystko aby odźwdzięczyć się Partii Karmicielce za uzyskane w ten sposób osobiste profity – nie tylko szczodrze sypiąc własnymi i firmowymi pieniędzmi na PiS i jego projekty, ale także usługując rządowi w inny sposób – o czym w dalszej częsci tekstu.

Czy wybory będą uczciwe i demokratyczne?

To pytanie zadaliśmy podczas niedawnego wywiadu do naszego podkastu byłemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich Adamowi Bodnarowi. Pan profesor powiedział nam, że Polska jest wciąż demokracją, bo mozemy głosować, kandydować i wszystkie mechanizmy są wciąż na właściwym miejscu.

Ale czy wybory będą uczciwe? Mam co do tego wątpliwości. Już poprzednie wybory nie były uczciwe z powodu nierównowagi w dostępnie do mediów i propagandy w TVP, a od tego czasu zrobiło się w tej dziedzinie jeszcze gorzej.

TVP, Polskie Radio czy nawet PAP to już dziś są na całego propagandowe instytucje porównywalne z tymi w Rosji. Regularni czytelnicy tego cyklu mogą pamiętać, że TVP nie tylko kłamie, ale nawet tworzy fałszywe sytuacje czy ekspertów oraz stosuje przekaz podprogowy.

Oczywiście nie ma tu żadnej równowagi (w momencie, w którym piszę te słowa trwa w TVP jedna z ostatnich dyskusji politycznych przed ciszą wyborczą w której biorą udział trzej reprezentanci opozycji (po jednym z każdej partii poza Konfederacją, której do TVP się nie zaprasza) a na przeciwko nich siedzi trójka (lub czwórka, jeśli wliczymy prowadzącego) reprezentantów PiS. Przed dyskusją mogliśmy obejrzęć specjalne, półtoragodzinne wydanie widomości, które zawierało również głównie pisowską propagandę.

Ale i poza mediami publicznymi brakuje równowagi. Tytuły które nie popierają rządów PiS są głodzone poprzez odcinanie im dostępu do budżetów reklamowych spółek skarbu państwa, a większość mediów lokalnych po przejęciu przez Orlen także dołączyło do stajni pisowskich propagandówek, gdzie artykuły niewygodne dla PiS są cenzurowane. Dziennikarze z tytułów które wciąż stoją na stanowisku są przesladowani przez policję kiedy dotykają niewygodnych tematów (jak na przykład kwestii fikcyjnego zatrudnienia siostry premiera przez jeden z lokalnych samorządów).

Mamy także problem z tym, że głosy wyborców w różnych obwodach nie są warte tyle samo. Obwody wyborcze powinny odpowiadać populacji na danym terenie, ale rząd PiS zignorował rekomendacje PKW i nie zreformował ich granic aby odddać niedawne zmiany w przepływie ludności. Dlaczego? To proste. Dzięki temu głos w dużych miastach (gdzie mieszkają głównie młodsi i lepiej wykształceni Polacy, rzadko głosujący na PiS) wart jest mniej niż głos oddany na prowincji, gdzie głosują głównie osoby starsze i mniej wykształcone – czyli trzon pisowskiego elektoratu. Dodatkowo tym ostatnim głosowanie się ułatwia – pozwalając osobom starszym na głosowanie korespondencyjne czy zobowiązując samorządy do zapewnienia im transportu do lokali wyborczej) a na przykład głosującym za granicą – którzy w znakomitej większości są przeciwko PiS – prawa do głosowania korespondencyjnego odmówiono, dzieki czemu wielu z nich musi podróżować wiele godzin do przepełnionych komisji wyborczych nie wiedząc, czy ich głos będzie się liczył – bo inny przepis mówi o tym, że głosy oddane w komisjach, w których nie udało się policzyć wszystkich głosów w ciągu 24 godzin przepadną.

Co z referendum?

Jak pisałem w poprzednich odcinkach, referendum to tylko taka szopka. Pytania są tendencyjne i nie mogą w żaden sposób formować polityki przyszłego rządu, bo można je wszystkie sprowadzić do prostego “Popierasz PiS, czy jesteś zdrajcą?”. Nawet jesli bojkot referendum, do którego nawołuje opozycja, się nie powiedzie, rezultaty nie będą miały znaczenia.

Prawdziwy powód dla którego zorganizowano to rererendum to próba obejścia limitów wydatków na kampanię wyborczą. Bo jak można udowodnić czy dany polityk szczujący na emigrantów promuje PiS czy prowadzi kampanię informacyjną dotyczącą referendum? Skąd wiadomo czy dany bilboard jest rządowy czy partyjny, skoro głoszone na nim tezy są zgodne z programem PiS, bo tak zmyślnie opracowano pytania referendalne? I jak powiedzieć ludziom, żeby kampani referendalnej nie brali pod uwagę rozważając na kogo będą głosować?

Jak PiS przygotowuje się do wyborów?

Widać pewną nerwowość. Nie mieli ostatnio zbyt dobrej passy, z tymi wszystkimi skandalami. Poza aferą wizową okazało się na przykład, że kolumna Mateusza Morawieckiego spodowowała kolejny wypadek – tym razem podczas wizyty na Ukrainie. Jeden z jej obywateli został ciężko ranny, a całą sprawę zamieciono pod dywan. Pewnie powinniśmy się cieszyć, że te sukcesy rządu stają się naszym materiałem eksportowym…

PiS próbował także z każdej strony atakować Tuska, ale jego zapędy aby przedstawiać go jako niemieckiego agenta doszły już do takiego absurdu, że raczej nie przekonają nikogo, kto nie jest już fanatycznym wyznawcą PiS. Niektóre z ich prób zresztą przyniosły efekty odwrotne od zamierzonych jak wtedy, kiedy ujawnili tajne plany wojskowe opracowane przez rząd PO według których obrona miałaby polegać na zatrzymaniu inwazji ze wschodu na naturalnych przeszkodach geograficznych dopóki nie pojawiłaby się pomoc z NATO. Skorzystali na tym oczywiście Rosjanie, bo ujawnienie nawet nieaktualnych już strategii wojskowych to zawsze jednak jest wartościowy z punktu widzenia wywiadu wojskowego materiał. PiS oczywiście twierdzi, że oni w takim przypadku nie oddaliby ani piędzi polskiej ziemi, tylko jakoś podczas przeprowadzonych parę lat temu gier wojennych w symulowanej obronie naszego kraju polska armia zostałaby rozgromiona w kilka dni. A do tego jeszcze okazało się, że te plany obrone zatwierdził sam ówczesny zwierchnik sił zbrojnych prezydent Lech Kaczyński…

PiS wyzwał Tuska na pojedynek na ubitej ziemi – ale kontrolowanej przez nich – czyli na debatę w TVP. Ku ich zaskoczeniu Tusk wyzwanie przyjął, w reakcji na co Kaczyński stchórzył i dał dyla, wypychając na swoje miejsce MOrawieckiego. Sama debata była farsą której nie warto wspominać, za to zwróćmy uwagę, że Kaczyński zwiał z Warszawy nie tylko przed debatą – kandyduje z Kielc, gdzie ma większe szanse na uzyskanie dobrego wyniku.

Jeszcze efektowniejszą katastrofą zakończyła się akcja z kiełbasą wyborczą w postaci tanich paliw. PiS próbował przypodobać się Polaków każąc Danielowi Obajtkowi obniżyć ceny paliw na stacjach. Sztucznie obniżone do ok. 6 złotych za litr paliwo (co, według ekspertów, musiało wymagać zaczerpnięcia z zasobów rezerw strategicznych) oczywiście spowodowało to, że wszyscy – wliczając jednego z wiceministrów – zaczęli kupować je na zapas, wypełniając wszystkie bańki i kanistry jakie tylko udało im się znaleźć, bo Polacy głupi nie są i wiedzą, że takie “cuda” nie będą trwać wiecznie. Paliwo było tak tanie, że nawet autobusy miejskie tankowały na Orlenie bo wychodziło to taniej niż kupowanie paliwa w hurcie z dostawą do zajezdni, więc oczywiście skończyło się brakami, które Orlen próbował maskować wywieszając kartki z kłamstwem, że paliwo jest, tylko akurat popsuł się dystrybutor.

Co robi opozycja?

Opozycję można podzielić na trzy grupy.
– PO, Lewica i Trzecia Droga (czyli PSL i Hołownia) zawarły pakt senacki (wystawiają po jednym wspólnym kandydacie do senatu w każdym z okręgów) oraz zadeklarowali wspólne stworzenie rządu koalicyjnego jeśli współnie uzyskają większość po wyborach. Do wyborów do sejmu jednak idą osobno bo nie ma zgody. Zwolennicy PO twierdzą, że tylko wspólna lista zapewniałaby im zwycięstwo, ale z innych prognoz wynika, że danie wyborcom wyboru więcej niż jednej siły opozycyjnej może przynieść lepszy wynik sumaryczny.

– Konfederacja prowadziła bardzo aktywną kampanię, której trzonem był ogólnokrajowy tour Sławomira Mentzena, który przedstawiał swoją partię jako partię zdrowego rozsądku, gotową przełamać duopol PiS i PO. Ta narracja jednak sypnęła się kiedy opublikowano listę kandydatów i okazało się, że na listach konfederacji pełno jest nie tylko prawicowych ekstremistów ale także totalnych szurów w rodzaju antyszczepionkowców, płaskoziemców czy bojących się szkodliwości promieniowania 5G. A tym, który wywrócił stolik okazał się jak zwykle Korwin który tym razem wyskoczył z obroną pedofilów, co oczywiście bardzo odbiło się na wynikach rankingów.

– Kolejną siłą byli Bezpartyjni Samorządowcy, których liderem był bohater jednych z moich pierwszych śledztw dziennikarskich: 20 lat temu dla mediów studenckich opisywałem jak prowadzona przez niego i jego kolegów organizacja Planeta Młodych działająca na styku samorządów studenckich i prywatnych biznesów służyła do wyprowadzania pieniędzy z uniwersytetów. Już wtedy mówiłem, że z działaczy Planety Młodych wyrosną kiedyś politycy i – jak widać – nie myliłem się.

Bezpartyjni Samorządowcy odnieśli dość znaczący wynik w niedawnych wyborach samorządowych, po których oczywiście zaraz zaczęli układać się z PiSem, do tego stopnia, że przylgnęło do nich przezwisko “bezpartyjni pisowcy”. Do wyborów krajowych wystartowali późno i jak twierdzą niektóre źródła byli wspierani przez PiS (co wyjaśniałoby rekordowy czas zbierania przez organizację mającą bardzo wątłe struktury podposów czy to, że niektóre z ich materiałów propagandowych były opłacane przez PiS). Moim prywatnym zdaniem chodziło o to, żeby dać wyborcom możliwość głosowania na partię nie będącą PiSem, która i tak nie dostałaby się do parlamentu, w rezultacie czego wzmocniłoby to partię która dostawałaby najwięcej głósów – czyli PiS właśnie. A Bezpartyjni Samorządowcy jeśli dobrze by się spisali i dostali te kilka procent mogliby liczyć na dotację z budżetu aż do następnych wyborów.

Jakie są prognozy?

Pewności nie ma. Najprawdopodobniej PiS zbierze największą ilość głosów ale nie wystarczająco aby samodzielnie stworzyć rząd, nawet jesli dogadaliby się z Konfederacją. Ponieważ Bezpartyjni Samorządowcy raczej się nie oiczą, najprawdopodobniej to koalicja PO-PSL-Hołownia-Lewica zdobędzie w nowym parlamencie większośc.

Prezydent Duda jednak już ogłosił, że misję tworzenia rządu powierzy kandydatowi partii która zbierze najwięcej głosów, więc jeśli zgodnie z przewidywaniami będzie to PiS, zmiana będzie musiała trochę poczekać, bo przez następne kilka miesięcy będziemy obserwować grę na czas podczas której Morawiecki będzie udawał, że próbuje stworzyć rząd większościowy podczas gdy jego partia będzie robiła wszystko żeby przyspawać swoich ludzi gdzie tylko się da i wyprowadzić jak najwięcej pieniędzy z budżetu. Ale nawet kiedy wreszcie do władzy dojdzie rząd pod przywództwem PO czekają nas ciężkie czasy, bo Duda oczywiście będzie wetował wszystko jak leci, a kontrolowane przez PiS instytucje też nie będą siedziały z założonymi rękami.

Należy także wspomnieć że tuż przed wyborami dwóch z trzech najważniejszych generałów polskiej armii podało się do dymisji. Niektóre źródła sugerują, że zrobili to w proteście przeciwko pojawiających się planom aby armia “przejęła kontrolę nad sytuacją”. Są to zaowalowane sugestie, że PiS w razie przegranej planuje zamach stanu. Jeszcze parę lat temu odrzuciłbym takie plotki jako całkowicie absurdalne, ale jeśli 8 lat rządów PiS czegoś mnie nauczyło to jest to to, że niczego nie można odrzucać jako nierealne.

Tak czy tak, są to bez wątpienia najważniejsze wybory w Polsce od 1989 roku. Jeśli PiS wygra, Polska pogrąży się w ciemności na długie, długie lata. Ale jesli PiS wreszcie będzie musiał oddać władzę nie czas jeszcze otwierać szampana – odkręcanie zniszczeń których dokonali podczas swoich rządów także może potrwać dekady.


Tekst opublikował portal Britske Listy

Ilustracja: Vectorportal.com 

Comments

comments

Dodaj komentarz