Tymczasem w Absurdystanie 44


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek serii

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


A więc jednak wszyscy są równi wobec prawa! Przynajmniej według sędziego, który skazał Jurka Owsiaka za przeklinanie na scenie festiwalu Przystanek Woodstock. Owsiak bronił się, że brzydkie słowa były częścią jego występu artystycznego, swoistego rapu sprzeciwiającemu się hipokryzji polityków. Nic to nie dało – został upomniany i nałożona na niego została grzywna w wysokości 100 zł. Musiał także zapłacić 30 zł kosztów sądowych. No, ale skoro wszyscy są równi wobec prawa, to z pewnością podobną karę poniesie wkrótce Krystyna Pawłowicz za to, że krzyczała do jednego z posłów “spierdalaj”? A może dostanie się nawet samemu Jarosławowi Kaczyńskiemu za to, co powiedział, kiedy wdarł się na mównicę aby zwyzywać swoich przeciwników politycznych od “zdrajców i kanalii”?

To oczywiście mrzonki. Owsiak, znienawidzony przez polską prawicę, zmuszony został do podróży przez cały kraj nie dlatego, że PiSowi nagle zaczęło zależeć na walce o czystość języka polskiego. To jest po prostu element szerszej strategii gnębienia obywateli gorszego sortu, którzy ośmielają się mieć z PiSem nie po drodze. Teraz będzie ich się ciągać po sądach tylko po to, żeby im dokuczyć i pokazać, kto tu rządzi.

Na przykład aktywistka Czarnego Protestu została oskarżona o “łamanie przepisów dotyczących ochrony środowiska”. Czyżby nagle walczący o prawa kobiet zarazili się szyszkodnictwem? Skądże znowu, po prostu używała ona megafonu podczas protestu. Aktywiści ruchu Obywatele RP także są masowo ciągani po sądach. W dniu pisania tego artykułu dwóch z nich zostało prawomocnie uniewinnionych z zarzutu “naruszenia miru domowego sejmu” po tym, jak przeszli przez trawnik aby protestować na sejmowym parkingu. Kontrolowane przez PiS policja i prokuratura z pewnością zdają sobie świetnie sprawę, że stawiając tak idiotyczne zarzuty osobom protestującym przeciwko rządom PiS nie mają szans na wygranie tych spraw w sądach (przynajmniej póki również i one nie zostaną przejęte przez Zbigniewa Ziobrę). Ale przecież nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko żeby go gonić. Jak się protestujących będzie czołgać po sądach, zmuszając ich do brania wolnego z pracy i podróży przez pół kraju – jak w przypadku Owsiaka – to może im się odechce protestować.

Ale czymże są jacyś protestujący, kiedy sam władca piekieł przypuszcza kolejny atak na naszą ojczyznę! Tym razem w przebraniu wydrążonej dyni. Wzrastająca popularność Halloween, obcego polskiej i chrześcijańskiej kulturze, prowadzi do wzrostu przypadków opętania wśród dzieci – ostrzegają egzorcyści (tak, w ostatnich latach egzorcyzmy stały się w Polsce wyjątkowo modne, istnieje nawet miesięcznik Egzorcysta, według różnych źródeł wypuszczający co miesiąc od 10 000 do 30 000 kopii…). Jak zwykle Kościół Katolicki stwierdził, że jeśli nie jest w stanie z czymś walczyć powinien przerobić to nieco na swoją modłę i włączyć to jako element własnej tradycji, dlatego uczniowie szkół podstawowych są teraz zachęcani, aby zamiast imprez Halloweenowych bawiły się na Balach Wszystkich Świętych. Uczestnicy tych balów przygotowują kostium wybranego świętego katolickiego, dzięki czemu nie flirtują z demonami – nawet jeśli jest to tylko zabawa, może skończyć się wpadnięciem w szpony władcy piekieł. A ja się tylko zastanawiam – czy jakby ktoś na taki bal przyszedł przebrany za jakiegoś katolickiego torturowanego męczennika to czy wpuszczono go by czy nie? I jak to jest, że przebieranie się za diabła w Halloween jest złe, a już rola diabła czy śmierci w korowodzie kolędników jest przez Kościół akceptowana?

Zresztą dla polskiej prawicy kostiumy wydają się być bardzo istotną rzeczą. Jedną z pierwszych decyzji Antoniego Macierewicza (poza zerwaniem kontraktu na śmigłowce dla armii) było stworzenie wzoru munduru galowego dla Żołnierzy Wyklętych. Na tych z kolei wzorowane będą mundury Obrony Terytorialnej. Inne umundurowane formacje także padły ofiarą Dobrej Zmiany. Na przykład Straż Parlamentarna zostanie wyposażona w szable i buty oficerki. Czy to znaczy, że kolejnym razem niesforni protestujący muszą brać pod uwagę nie tylko policyjne pałki?

To wciskanie wszędzie historycznych referencji prowadzi do totalnych absurdów: kilkudziesięciu strażników Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych otrzymało nowe mundury, które bardziej pasowałyby listonoszowi C.K. Poczty niż nowoczesnej instytucji z XXI wieku. Strażnicy i tutaj otrzymali oficerki (jak wiadomo, jest to najlepszy but jaki można sobie wyobrazić na 12 godzinną zmianę wewnątrz budynku) a strażniczki szpilki (co raczej nie będzie ułatwiać im ewentualnego gonienia złodziei). Najwyraźniej i mentalność cofnęła się o sto lat i strażniczki są tylko po to, żeby wyglądać seksownie. Jakby tego było mało, na rękawach mundurów strażnicy nosić będą biało-czerwone opaski Armii Krajowej z oznaczeniem jednej z jednostek biorących udział w Powstaniu Warszawskim. A cała ta feeria narodowo-patriotycznego kiczu za jedyne 8000 złotych od osoby (dla porównania mundur galowy oficera Marynarki Wojennej można mieć za około 3000 złotych). A ci niewdzięcznicy jeszcze mają czelność narzekać, że nowe mundury są niewygodne!

Ale może to jest właśnie plan? Wróg po przekroczeniu naszych granic padnie ze śmiechu na widok tego, w jaki sposób umundurowane są nasze służby? W końcu Antoni Macierewicz obiecał, że za 10 lat Polska będzie w stanie zatrzymać każdego wroga. A raczej nie zanosi się na to, że czynu tego mielibyśmy dokonywać w klasyczny sposób przy użyciu siły militarnej. Helikoptery naszej armii to dogorywające złomy, czołgi mamy w spadku po Bundeswehrze, duża część wyposażenia naszej armii pamięta jeszcze czasy Układu Warszawskiego i jakoś nie bardzo widzę żeby hucznie zapowiadany program odnowy naszej marynarki miał przynieść w ciągu najbliższej dekady jakiekolwiek efekty. Niekończąca się saga budowy korwety klasy Gawron, która rozpoczęła się w 2001 roku po licznych zwrotach akcji miała zakończyć się oddaniem do służby zbudowanego na bazie kadłuba niedoszłej korwety lekko uzbrojonego statku patrolowego. Miała. W lecie 2016…

Jakoś więc nie widzi mi się realnym zapowiadany przez Macierewicza plan samodzielnej budowy przez polskie stocznie floty łodzi podwodnych (a nawet, można by rzec, podwodnych lotniskowców). Oni nawet nie potrafią przeprowadzić remontu tych starych klonkrów które obecnie są w służbie. Na przykład duma naszej floty, 31-letni ORP Orzeł od 2014 roku przebywa w stoczni gdzie stawił się na mający trwać 9 miesięcy remont. Nie będzie chyba dla nikogo niespodzianką jeśli powiem, że końca remontu nie tylko nie widać, ale w wyniku poważnego pożaru w przedziale akumulatorów powrót jednostki do służby w ogóle stanął pod znakiem zapytania. W tym przypadku cała nasza podwodna flota to kilka pięćdziesięcioletnich zabytków klasy Kobben. W kontekście nowoczesnej wojny podwodnej stawia to naszą marynarkę wojenną jakieś dwa oczka wyżej od miejsca, którym w rankingu siły floty podwodnej mogą cieszyć się Czesi…

Wygląda na to, że jedyną grupą, która nie może narzekać na braki w uzbrojeniu są myśliwi. A do tego mają oni ostatnio wolne moce przerobowe po tym, jak w ostatniej chwili uratowano łosie przez planowaną dla nich przez samego ministra Szyszkę hakatumbą. Biedni myśliwi nie postrzelali sobie także podczas dorocznej masowej rzezi zwanej Hubertusem. Polowanie utrudniali im proekologiczni aktywiści, złośliwie wytykający nieprawidłowości w zabezpieczeniu terenu polowania. Złośliwie też wytykali miłośnikom łowiectwa że ich patron, święty Hubert, stał się świętym dopiero po tym, jak objawił mu się jeleń z gorejącym między rogami krzyżem. W wyniku tego objawienia ten zapalony łowca przestał polować, albowiem zrozumiał, że zwierzęta także są stworzeniami bożymi zdolnymi do cierpienia. Najwyraźniej przyjaciel ministra Szyszki, ksiądz Duszkiewicz, przespał tą lekcję w seminarium i dowiedziawszy się o historii swojego patrona doznał szoku, bo jego reakcja na akcję miłośników przyrody była dość nieprzyjemna…

No, ale nawet pomimo tego, że tegoroczny pokot na Hubertusie nie był tak okazały jak w latach ubiegłych (nie udało się wykafelkować całego trawnika zwłokami zabitych podczas zabawy zwierząt), Minister Szyszko i tak może być zadowolony. Do grona myśliwych dołączyła jego córka, od której osobiście przyjął ślubowanie (tym się w końcu zajmują ministrowie ochrony środowiska, co nie?). A niektórzy z myśliwych nie tylko nie protestują przeciwko jego idiotycznemu pomysłowi masowego zabijania dzików pod idiotycznym pretekstem to jeszcze naprawdę się starają, aby żadnemu z tych prosiaków nie udało się uciec. Jak można zobaczyć na tym filmie nie przestają polować nawet, jak zapędzili się w pogoni za zwierzęciem na trawnik dużego blokowiska w Jaworznie.

Takich bohaterów wkrótce może potrzebować nasza ojczyzna. Na Uniwersytecie Jagiellońskim zawita nie kto inny, a sam Belzebub. Przynajmniej według Barbary Nowak, małopolskiego kuratora oświaty. W środowisku ludzi, którzy nie są stuknięci, gość znany jest jako profesor Daniel Dennet, światowej sławy filozof i popularyzator nauki. Barbara Nowak wraz z grupą innych działaczy katolickich wystosowała petycję do UJ, w której argumentuje, że nie przystoi, aby uczelnia, która przyznała doktorat honoris causa samemu Papieżowi Polakowi przyjmowała w swoich podwojach aktywistę tak zwanego nowego ateizmu, który od lat prowadzi fanatyczny, skrajnie nietolerancyjny i obskurancki atak na ludzi wierzących… “Czy w Polsce katolicy mają jeszcze coś do powiedzenia?” dramatyzuje na Twitterze pani kurator. Mój Boże, Wasza Makaronowość czy kto tam patrzy na nas z góry – jeśli którykolwiek z Was istnieje, niech ma w opiece uczniów szkół które nadzoruje pani Nowak…

* * *

A teraz trochę na poważnie.

W ostatnią niedzielę zmarł człowiek, który podpalił się 19 X w proteście przeciwko działaniom rządu PiS. 

Jego czyn nie był pochopnym działaniem. Długo to planował – po sprawdzeniu jego komputera okazało się, że swój manifest zaczął pisać ponad pół roku temu, a całkowity czas edycji dokumenty wynosił ponad 300 godzin. Jest to jedna z najbardziej trafnych ocen dotychczasowych dokonań Jarosława Kaczyńskiego i jego akolitów w dziedzinie łamania Konstytucji i praw obywatelskich. Człowiek ten zrobił wszystko, aby zapewnić swojej rodzinie anonimowość w tym trudnym dla nich czasie, więc znamy tylko jego imię i inicjał nazwiska: Piotr S. A i to tylko dlatego, że jego rodzina sama zdecydowała się na kontakt z prasą.

Piotr S. nie mógł znieść tego, że PiS niszczy wszystko, co Polska osiągnęła od czasu strajków w Stoczni Gdańskiej. I wiedział, co oznacza rezygnacja ze zdobyczy demokracji – w chwili śmierci miał 54 lata, za młodu działał w Solidarności. I choć jego rodzinie trudno zrozumieć, dlaczego zdecydował się na tak drastyczny czyn, wydają się w pełni zgadzać z jego analizą sytuacji, tak jak zgadza się z nią znaczna część Polaków.

Ale czy jego śmierć coś zmieni? PiS już zdążył podsumować go jako człowieka mającego problemy psychiczne (leczył się na depresję), który padł ofiarą prania mózgu przez opozycyjne media. Tak chętni do obarczania Donalda Tuska odpowiedzialnością za podobny desperacki akt w 2011 roku, tym razem sami nie mają sobie nic do zarzucenia. Przeciwnicy PiS uważają manifest samobójcy za niezwykle trafną analizę tego, jak Polska pod rządami PiS dąży w stronę czegoś w rodzaju drugiej Białorusi. Do zwolenników PiS jednak przesłanie Piotra S. nie dociera.

Przed dokonaniem samospalenia, Piotr S. postawił obok siebie głośnik, z którego puścił piosenkę Chłopców z Placu Broni, której refren brzmi “Wolność, kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. Stała się ona nieformalnym hymnem antyrządowych protestów w ostatnim czasie. Jednak jeśli jego celem było wstrząśnienie całym narodem, to wydaje się, że nie udało mu się osiągnąć zamierzonego celu. Polska jest dziś tak głęboko podzielona, że nawet tak dramatyczne działanie nie jest w stanie przebić muru pogardy dzielącego kraj na pół. Jest gorzką ironią, że jego śmierć w pewnym sensie jest jedną z tych, którą gloryfikuje prawicowy poeta Wojciech Wencel: bezsensowna śmierć w imię miłości do ojczyzny, z której nic nie wynika…

Być może historia zapamięta go inaczej. Ryszard Siwiec, który podpalił się w proteście przeciwko inwazji na Czechosłowację czy Walenty Badylak, który dokonał samospalenia na rynku krakowskim w proteście przeciwko zakłamywaniu sprawy Katynia także nie od razu doczekali się swojego miejsca na kartach podręczników historii.

Na razie jednak – spoczywaj w spokoju, Piotrze S. “Tak niewiele miałem, tak niewiele mam, mogę stracić wszystko, mogę zostać sam” – śpiewał lider Chłopców Bogdan Łyszkiewicz. Miejmy nadzieję, że jeszcze nie jest za późno aby obawy Piotra S. nie stały się faktem.


Tekst powstał dla portalu Britske Listy. 
Zdjęcie: Pixabay (royalty free). 

Comments

comments

2 komentarze