Tymczasem w Absurdystanie 181

A więc wojna! Dopiero co o mały włos na dno nie poszła nasza jedyna łódź podwodna. Teraz ostrzelano jeden z naszych myśliwców a niedługo potem w ogniu stanęły dwa polskie czołgi. A do tego jeszcze te ataki hakerskie, w których wykradziono i opublikowano korespondencje jednego z ważniejszych ministrów. Kto nas więc zaatakował? Rosjanie? Białoruś? A może Niemcy albo ta cała, wrogo do nas nastawiona, Unia Europejska? A może to najazd Marsjan?


Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.

Nie. Nam żadni wrogowie do niczego nie są potrzebni. Wszystko załatwiliśmy sobie sami:
– łodź podwodna jest w takim stanie, że boją się nią pływać marynarze po tym, jak w czasie nieudolnego remontu w stoczni doszczętnie spłonęła. Wielu ekspertów mówiło, że nie ma sensu przywracać jej do użytku, ale to nasza jedyna łódź podwodna która mogła na polu walki zdziałać coś więcej niż wrzucona do morza dziurawa beczka, więc sprawa była prestiżowa i rząd próbuje ją przywrócić do użytku.
– ostrzelany polski MiG-29 ostrzelany został przez drugiego polskeigo MiGa-29. Jakiś błąd w czasie ćwiczeń. Są podobno jakieś zabezpieczenia które powinny to uniemożliwić, ale jak widać nie działają.
– czołgi spłonęły po tym, jak wioząca jeden z nich laweta najechała na znajdującą się przed nim drugą lawetę wiozącą drugi czołg podczas przejazdu jedną z autostrad pod Szczecinem.
– i nawet teoria o ruskich hakerach może być nieprawdziwa – Gazeta Wyborcza twierdzi, że e-maile wykradł jeden ze współpracowników ministra.

Ale może to i dobrze, że wykradł? Dzięki temu dowiadujemy się, co knuje rząd. To z tych e-maili dowiedzieliśmy się na przykład, że rozważał wysłanie wojska przeciwko strajkującym kobietom. Co prawda eksperci ostrzegają, że te e-maile to mogą być fałszywki, ale sądząc po tym, jak zaciekle politycy PiSu bronią dyskusji o wyprowadzaniu wojska można przypuszczać, że przynajmniej akurat ten by prawdziwy. Do tego dochodzi jeszcze jedna ciekawa informacja: rządowi albo się nie chce stosować zabezpieczonych skrzynek poczty elektronicznej przygotowanych przez państwowe służby informatyczne, albo im nie ufa i myśli, że poczta na gmailu zapewnia większe bezpieczeństwo.

Zresztą, z tym zaufaniem to też w Polsce coraz gorzej. Doszło już nawet do tego, że sądy przestały ufać Trybunałowi Konstytucyjnemu. Tłumaczą się tym, że według Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasbourgu Trybunał Prostytucyjny Julii Przyłębskiej to nie jest prawdziwy sąd, bo zasiadają w nim sędziowie dublerzy. Stosowanie więc przy orzekaniu decyzji posiedzenia Julii Przyłębskiej i jej kolegów przy ciasteczkach mogłoby naruszać prawa obywatela (który, pomimo tego spostrzeżenia, i tak nie dostanie od myśliwych odszkodowania za zeżarte przez zwierzęta łowne warzywa).

Jeśli jednak w grę wejdą nowe prawa proponowane przez PiS, trybunał w Strasbourgu będzie miał mnóstwo roboty. Na przykład pojawił się pomysł, aby pracodawca nie mógł zwolnić z pracy ojca, lub pracownika spodziewającego się dziecka, pod warunkiem, że ów pozostaje w związku małżeńskim. To nie tylko oczywista dyskryminacja (bo przecież tysiące dzieci przychodzi na świat i wychowuje się w związkach nieformalnych) ale także może doprowadzic do takich absurdów, że te feletony to będę musiał publikować codziennie a nie raz na tydzień. Wyobraźmy sobie na przykład: szef chce mnie zwolnić, ale oświadczam mu że niedawno się kochałem z żoną, więc możemy być w ciąży. Co wtedy? Czy będzie musiała się ona stawić w firmie na inspekcję u firmowego ginekologa, czy wystarczy, jak przyniosę do sekretariatu jej pozytywny test ciążowy? A co, jeśli faktycznie wkrótce urodzi dziecko, ale okaże się, że mnie zdradzała i dziecko nie jest moje? Czy wtedy będę musiał odpowiadać za to, że uniknąłem zwolnienia z pracy niesłusznie?

W innych warunkach można by rządowi napisać, żeby zamiast zajmować się wymyślaniem głupot, skupił się na tym, co robi najlepiej. Ale temu rządowi lepiej tak nie pisac, bo jemu najlepiej wychodzi rozbijanie rządowych limuzyn. Co prawda ostatnio było o tym cicho, ale wygląda na to, że bardzo próbują nadrobić zaległości. Przypadkowy kierowca sfilmował niebezpieczną sytuacją kiedy pod pędzący na złamanie karku, spychający inne samochody z drogi konwój wiozący ministra Sasina postanowił “podczepić się” poseł Suski. W rezultacie na spotkanie partyjne w Przysusze (dlaczego w ogóle minister jeździ na spotkania partyjne służbową limuzyną na bombach) pojechali już razem. Dwukrotnie przekraczając prędkość i zmuszając innych użytkowników do ucieczki na pobocza.

Myślicie, że Suski odpowie za swoją wariacką jazdę? Nie wstrzymywałbym oddechu – PiS ignoruje nawet decyzje sądów i międzynarodowych instytucji jeśli nie są im na rękę, myslicie, że pozwoli żeby jakiś policjant odebrał Suskiemu prawo jazdy?

Katastrofa wokół kopalni w Turowie, która jest dziś centrum sporu między polskim rządem, Unią Europejską i Czechami, jest chyba wzorcowym przykładem PiSowskiego stylu działania. Jeszcze jako dzieciak załapałem się na wycieczkę po elektrowni i już wtedy pamiętam, że oprowadzający nas inżynier, dumny z jakichś tam filtrów, mówił nam jednak, że prędzej czy później trzeba będzie pomyśleć o zakończeniu jej działania. A były to dobrze ponad ćwierć wieku temu! Mimo tego kolejne rządy robiły bardzo niewiele, aby uniezaleznić Polskę od energetyki węglowej, a po objęciu władzy przez PiS dokonano wręcz nawrotki – zmasakrowano branżę energetyki wiatrowej, obiecając w zamian jakieś tam mrzonki o wiatrakach na morzu. Jak tylko można utrudnia się obywatelom wytwarzanie własnego prądu (ostatnio majstrując przy ustawie prosumenckiej). Ucichł także jakoś temat budowy elektrowni atomowej. Zamiast tego postawiono na węgiel. Choć firmy energetyczne broniły się rękami i nogami rząd zmusił je do budowy nowego bloku energetycznego w Ostrołęce, co skończyło się 1.31 milarda złotych w błoto, bo przeciwko tej elektrowni byli nie tylko ekolodzy i większośc społeczeństwa ale także Unia Europejska a co najważniejsze banki, które odmawiały jej finansowania. W tym momencie jednak elektrownia w Turowie stała się jeszcze ważniejsza bo bez niej Polska nie będzie w stanie wyprodukować sobie wystarczającej ilosci elektryczności. Na szczęscie akurat skończyła się jej modernizacja (którą zaczął jeszcze poprzedni rząd i już wtedy miała wątpliwy sens, a dziś w świetle nowej unijnej polityki klimatycznej ta inwestycja jest całkowicie bez sensu, bo nie ma szans, żeby ta elektrownia chodziła jeszcze przez kolejne ćwierć wieku, a więc nowo zainstalowane urządzenia nigdy się nie zwrócą). Jest tylko jeden problem: elektrownia bierze węgiel ze znajdującej się obok kopalni, której koncesja na wydobycie skończyła się w 2020 roku. PiS w jakieś tam właściwe procedury bawić się nie będzie, bo wiadomo, że prezes już zdecydował, więc po co mnożyć niepotrzebnej biurokracji, więc po prostu przedłużył koncesję na działanie kopalni do 2006 roku. Nikt się przeciwko temu specjalnie nie buntował, więc postanowiono iść na całość i wydano nowe pozwolenie – tym razem aż do roku 2044. Decyzję wydano w ekspresowym tempie, bo w życie miały wejść nowe przepisy, utrudniające wydawanie ich bez konsultacji z szerszym gronem zainteresowanych. Nawet jednak wymagane przez stare przepisy konsultacje przeprowadzono po łebkach, a minister w ogóle się nimi nie przejmował o czym świadczy fakt, że podpis pod stosownym dokumentem złożył zanim się jeszcze one na dobre skończyły.

No bo co mogło pójść źle? PiS działa tak od kiedy przejął władzę i rzadko kiedy coś idzie nie po jego myśli. Owszem, czasem Polacy wyjdą na ulicę, coś tam pokrzyczą, napiszą jakieś śmieszne haseła na kartonach a potem dostaną pałą przez łeb i trochę im przechodzi, zresztą zaraz pojawia się nowy skandal i o starej sprawie mało kto pamięta. Tyle że tym razem to się nie udało: PiS zapomniał, że kopalnia Turów leży dosłownie kilkaset metrów od granic dwóch sąsiednich państw. Które nie są jeszcze kukiełkowymi teatrzykami Kaczyńskiego jak mające zapewniać kontrolę nad rządem i dbałość o prawa obywateli instytucje w Polsce. Czechy, Niemcy czy Unia Europejska mogą znacznie więcej niż tylko pokrzykiwać i protestować. I korzystają ze swojego arsenału możliwosci w pełni. PiS zapędził się w kozi róg, z którego nie ma teraz wyjścia. I teraz to jemu pozostaje tylko krzyczeć. I krzyczy, aż uszy bolą. Jeśli cierpieliście na niedosyt gadania o tym, jaka zła jest Unia Europejska i jak próbuje pozbawić nas naszej suwerenności, to teraz w takich tekstach możecie się pławić o każdej porze dnia i nocy.

Moja dziewczyna nie chce już czytać moich felietonów. “Po prostu nie mogę” – mówi – “Kiedy 8 lat temu wyjeżdżałam z Polski, byliśmy wschodzącą gwiazdą w Europie. To był normalny kraj, dzięki niedawnemu Euro skupione na nas były oczy całej Europy. Widziano nas jako kraj otwarty, nowoczesny, przyjazny… Nie mogę patrzeć na to, co PiS zrobił z tym krajem przez te kilka lat”.

Można by się zastanawiać, kto za to odpowiada. Niektórzy, być może, szukać będą porady u swoich liderów duchowych. I taką bez problemu znajdą. Arcybiskup Jędraszewski nie pozostawia żadnych wątpliwości:

And if one wonders, whom should we thank for all those changes, one might want to consult a spiritual leader. Archbishop Jędraszewski makes it clear: “My wszyscy jako wspólnota, wspólnota Kościoła, żyjąca nauką Chrystusa, mamy prawo, by dziękować za to życie śp. pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego i pana prezesa w kategoriach ludu Bożego, który cieszy się, że w nim od tylu lat są, żyją takie osoby. To nasz obowiązek dziękować Panu Bogu za nich. Mamy także obowiązek dziękowania za dar ich życia dla Polski ” – powiedział w jednym ze swoich kazań.

Być może ma rację. Może faktycznie powinniśmy dziękować Bogu za Kaczyńskich. Za to, że pokarał nas tylko dwoma. To jednak chyba wciąż lepiej niż 10 plag egipskich?


Tekst powstał dla portalu Britské Listy
Zdjęcie:
Werni1 via Wikipedia, CC 4.0

Comments

comments

Dodaj komentarz