Tymczasem w Absurdystanie 5


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


horses-1414889_960_720Poniedziałek 3-go października był dniem #czarnegoprotestu – strajku polskich kobiet. Protestowały one przeciwko proponowanemu radykalnemu zaostrzeniu przepisów antyaborcyjnych, które już dziś są jednymi z ostrzejszych w Europie

Prawicowi dziennikarze jednak nie dali się zwieść. Jak podał “Dziennik Narodowy”, strajk to lesbijski spisek mający na celu doprowadzenie do legalności usuwania ciąż poczętych z in vitro. Nie wszyscy jednak podzielają tą opinię – radny z Lublina twierdzi, że protestujący to po prostu “prostytutki, które się chcą pierdolić bez konsekwencji”. Kobiety jednak nic nie robiły sobie z tego, jak podzielone zdania ma na ten temat prawica i strajk odbył się nie tylko zgodnie z planem, ale i z aprobatą samego ministra Waszczykowskiego. “No niech się bawią” – powiedział on w radiowym wywiadzie – “ Jeśli ktoś uważa, że nie ma większych zmartwień w Polsce w tej chwili, to proszę bardzo”.

Jednak nie wszyscy jego partyjni koledzy podzielają opinię, że walka o prawa kobiet do tego, aby nie były traktowane jak inkubator to błahostka. Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS zwrócił uwagę na brak konsekwencji u ludzi przeciwnych nowemu prawu aborcyjnemu. “Przed chwilą cieszyliśmy się z 39 medali sportowców niepełnosprawnych. A jednocześnie bez zmrużenia oka mówimy, że jeśli dziecko ma podejrzenie jakiejś niepełnosprawności to możemy je zabijać. Czy to nie jest schizofrenia?” – pytał w programie telewizji TVN. Muszę przyznać, że rozumiem że dla pana Kuźmiuka przyszłe sukcesy Polaków w paraolimpiadzie mogą być sprawą wartą wielu poświęceń, ale czy chcąc mieć pewność zdobycia medali nie prościej by było po prostu amputować kończynę albo dwie uznanym dziś pełnosprawnym sportowcom zamiast ryzykować życie matki i jej nienarodzonego dziecka w nadziei, że jeśli owo urodzi się z niepełnosprawnością, to za 20 lat będzie zajmować się sportem?

Niektórzy mówią, że dyskusja o aborcji służy jak zwykle jedynie za zasłonę dymną. Zwracają oni uwagę, że podczas gdy ludzie zajęci są czarnym protestem, politycy próbują przepchnąć tylnymi drzwiami umowy CETA i TTIP. Ale jeśli byłoby to prawdą, czy politycy mieliby czas zajmować się czymś innym? Czy posłowie z Zespołu Przyjaciół Zwierząt mieliby czas debatować nad ustawą w sprawie uhonorowania roli koni w historii Polski honorującą ich udział tak w ekonomicznym rozwoju naszego kraju jak i w jego militarnych zwycięstwach?

Można by o to zapytać polityków, ale okazuje się, że zadawanie pytań w ostatnich czasach to niebezpieczny biznes. Dziennikarzowi, który próbował dowiedzieć się od wiceministra obrony narodowej dlaczego zrezygnowano z nazywania ofiar katastrofy w Smoleńsku “poległymi”, ów zagroził nasłaniem na niego oddziału komandosów.

Prawdopodobnie komandosów na podorędziu ma także Kościół Katolicki, bo jakoś dziwnie żaden z polityków nie śmie zapytać jego funkcjonariuszy dlaczego odmawiają zapłaty swoich rachunków za Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Układ był taki: miasto nieodpłatnie daje budynki – szkoły itp. – w których ulokowani zostają pielgrzymi. Kościół opłaca rachunki za ten okres  – prąd, elektryczność, wywóz smieci itp. Teraz jednak Koścół sugeruje, że ponieważ specustawa zezwala na to, żeby to lokalne władze poniosły te koszta, rachunki opłacone zostały z rezerwy edukacyjnej. Ale co z pieniędzmi, które pielgrzymi – a także wolontariusze – musieli zapłacić za udział w tym wydarzeniu? Szacuje się, że było to grubo ponad sto milionów złotych. Ksiądz Studnicki, rzecznik kurii, tłumaczy, że to nie była opłata a wolna od podatku “składka partycypacyjna”, z czego rzekomo wynika, że nie nie może ona posłużyć do opłacenia kosztów organizacji imprezy. Jezus naprawdę musi kochać naszych katabasów, skoro obdarował ich tak pokaźną nieopodatkowaną sumką, załatwiając przy okazji, że nie może ona posłużyć do opłacenia kościelnych rachunków…

Tymczasem na froncie Misiewiczowym sprawy nie idą zbyt dobrze. Odkryto ponad dwieście podobnych błyskotliwych karier  – w większości w firmach i instytucjach zależnych od MON-u. Po zmianach w statutach spółek holdingu Polska Grupa Zbrojeniowa, które zniosły wymóg posiadania odpowiednich kwalifikacji, rycerze dobrej zmiany mogą być lokowani na pozycjach całymi batalionami niemalże. Jak podaje portal Oko.press, praktycznie tak właśnie się dzieje – bo wielu nowych “specjalistów” wywodzi się z chóru chłopięcego prowadzonego przez Towarzystwo Śpiewacze Lira. Nic dziwnego, że minister Macierewicz, kóry nie lubi, kiedy ujawnia się jego słabość do młodych chłopców, posłał swoich podwładnych za portalem Oko.press. Na szczęście jak na razie nie byli to komandosi a jedynie wywiad wojskowy, trzeba jednak pamiętać że nieco później dziennikarze “Oka” zostali aresztowani za filmowanie budynku sztabu z ulicy.

Niestety nie każdy doradca może liczyć na taką obronę, jaką zapewnia swojemu padawanowi Antoni Macierewicz. Matthew Tyrmand, Nowojorczyk, któremu nie udało mu się zrobić kariery na Wall Street, zdecydował się wykorzystać fakt, że jest synem znanego pisarza i spróbować szczęścia w kraju ojca jako prawicowy publicysta. Dzięki wychwalaniu Dobrej Zmiany wkrótce zdobył dużą popularność w mediach związanych z PiS. Zaciekle atakuje Annę Applebaum, oskarżając ją o “rozplenianie bezczelnie kłamliwej propagandy służącej jej celom politycznym, osobistym i finansowym“. Można by rzec “przyganiał kocioł garnkowi”, bo sam Tyrmand pracuje dla prawicowej organizacji Atlas Network, która na przykład zajmuje się polemiką z Thomas Pikettym, autorem “Kapitalizmu w XXI wieku”. Jakiś czas temu oferowali nawet granty autorom artykułów, które dyskredytowałyby tego lewicowego ekonomistę. Więc kto wie, czy to właśnie nie w interesie finansowym Matthew Tyrmanda jest głoszenie określonych poglądów politycznych.

Tak czy tak, Tyrmand pozostaje bardzo wartościową postacią dla PiS. Podczas gdy w Polsce może zgrywać rolę bezstronnego obserwatora z zewnątrz, za granicą  występuje w roli zwyczajnego obywatela Polski broniącego PiS swoją nienaganną angielszczyzną. W uznaniu jego zasług i wpływów, minister Waszczykowski uczynił go swoim doradcą jednak Tyrmandowi nie dane było zbyt długo cieszyć się faktem pokrywania jego bliżej nieokreślonych wydatków przez polską ambasadę, albowiem najwyraźniej ktoś zajrzał na jego przypominający rynsztok profil na Twitterze i tym samym Matthew Tyrmand pobił niechlubny rekord Edmunda Janningera w dziedzinie “najkrócej doradzającego doradcy”.

Jednak kiedy jedni mają pod górkę, kariera innych posuwa się jak po maśle. Tudzież innej rzadkiej substancji. Mateusz Morawiecki, minister gospodarki, wydaje się coraz bardziej przypadać Prezesowi. W odpowiedzi na pytanie dziennikarza, premier Beata Szydło powiedziała, że tak ona, jak i Morawiecki są  “pomazańcami Jarosława Kaczyńskiego”. Roman Giertych, były wicepremier w poprzednim rządzie Kaczyńskiego (czyli w tym, w którym ów nie rządził za pomocą marionetek), od razu zaczął domagać się szczegółowych informacji dotyczących procedury pomazania. Wśród innych pytań domaga się ujawnienia, czy pomazany został również Antoni Macierewicz, a jeżeli tak, to czy substancja mazalna zawierała środki halucynogenne. Giertych chciałby także wiedzieć, czy w przypadku Misiewiczów pomazanie zastępuje wykształcenie. Jednak nie spodziewałbym się, że rząd zaszczyci go odpowiedzią. W końcu, jak zauważył były doradca ministra Waszczykowskiego, Giertych to tylko “kurwa bez dyplomu”.


Tekst został opublikowany po czesku w portalu Britské listy.
Fotografia: WolfBlur, Pixabay, na licencji Creative Commons 

Comments

comments

2 Replies to “Tymczasem w Absurdystanie 5”

  1. […] pozycję dotacji Waszczykowskiego utracił też inny amerykański lobbysta Matthew Tyrmand (więcej w piątej części tego cyklu) możemy założyć że już żadni obcy agenci nie wpływają na działanie naszego ministerstwa […]

Komentarze są zamknięte.