Polska polityka strasznie mnie ostatnio nudzi. Nie mogę się zmusić, żeby ją śledzić tak blisko jak kiedyś. Niektórzy z moich przyjaciół wciąż są na bieżąco i szokuje ich, że Tusk nie okazał się zbawcą na białym koniu na jakiego liczyli, ale ja takich oczekiwań nie miałem, więc mnie akurat nic nie zaskoczyło: Tusk czekał aż się pozbędzie Dudy z pałacu, licząc na to, że wsadzi tam swojego człowieka. Oczywiście spieprzyli to koncertowo, więc teraz mają jeszcze bardziej związane ręce. Ale może to akurat dobrze dla nich, bo nie wygląda na to, żeby specjalnie rwali się do pracy, a tak przynajmniej mają jakąś wymówkę. I tylko jak patrzę w Polskie internety i słucham znajomych czy polskich politycznych podkastów to odnoszę wrażenie, że generalnie Polacy po prostu pogodzili się, że zamiast PiS strong mamy teraz PiS light.
Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.
To, co mnie zaskoczyło, to zmiana na fotelu marszałka sejmu. Nie dlatego, że była nieoczekiwana – wręcz przeciwnie, od początku było wiadomo, zgodnie z zapisami w umowie koalicyjnej, że w połowie kadencji Szymon Hołownia ustąpi ze stołka żeby mógł zasiąść na nim Włodzimierz Czarzasty. Po prostu zaskoczyłem się tym, że to już. Jak ten czas leci!
Ale szczerze mówiąc to akurat już była na to pora. O ile na początku Hołownia stał się nawet internetową sensacją, a jego cięte riposty i zgrabne panowanie nad sejmowym chaosem początku tej kadencji, kiedy PiS próbował siłą wprowadzać na salę obrad posłów kryminalistów którzy utracili swoje mandaty faktycznie były czymś wartym śledzenia, to wygląda na to, że po dwóch latach uleciała z niego para. Nawet jego kampania prezydencka była prowadzona jakby tak niechcący, z rozpędu.
W końcu znaleźliśmy się w punkcie, w którym jego partia – stworzona bądź co bądź wokół jego osobowości – stanęła przed koniecznością wyboru nowego lidera po tym, jak Ojciec Założyciel najwyraźniej znudził się albo zmęczył polityką (albo jedno i drugie). Zorganizowali jakieś głosowanie internetowe, działy się tam jakieś chryje, parę dni jakiejś dramy, coś tam trzeba było powtarzać i w końcu jedna babka wygrała. Albo druga, już nie pamiętam która. I fakt, że nawet nie chce mi się tego sprawdzać pokazuje, jak nikłe ma to znaczenie. Partia Hołowni wydaje się podążać utartym szlakiem „partii trzeciej drogi proponujących nowe rozdanie:
– nowy charyzmatyczny lider wchodzi do polityki
– media pompują to bez umiaru
– organizuje partię, która jest zbieraniną przypadkowych ludzi a mimo tego uzyskuje dobry wynik w wyborach
– okazuje się, że będąc tą trzecią (albo nawet kolejną) partią nic nie są w stanie zdziałać w Warszawie, a w terenie brakuje im struktur
– energia się wypala
– pozostałości rozlewają się po innych partiach.
Taki los miał Ruch Palikota, Nowoczesna Petru, Wiosna Biedronia czy Ruch Kukiza. Partia Hołowni wydaje się już być całkiem zaawansowana na tej trajektorii.
Poza tym w polityce panuje pewien marazm. Owszem, toczą się jakieś gierki między PiS a PO, które tak naprawdę nikogo poza wyznawcami kaczyzmu i tymi spod znaku #silnirazem na Twitterze nie obchodzą. Te lokalne zagrywki stają się coraz mniej istotne, a główną linią podziału staje się stosunek do Donalda Trumpa. Tu oczywiście Lewica – tak rządowa jak i Razem – jest najbardziej krytyczna. Marszałek Czarzasty nawet doprowadził do kryzysiku po tym, jak odmówił podpisania listy poparcia dla przyznania Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla mówiąc, że ów na to nie zasługuje. Zaowocowało to ostrą reakcją amerykańskiej dyplomacji.
“Z dniem dzisiejszym nie będziemy już utrzymywać kontaktów, ani komunikować się z Marszałkiem Sejmu Czarzastym, którego oburzające i nieuzasadnione obelgi pod adresem prezydenta Trumpa stały się poważną przeszkodą dla naszych doskonałych relacji z premierem Tuskiem i jego rządem” – napisał ambasador US w Polsce Tom Rose, dodając, że nie pozwoli na to, aby ktokolwiek obrażał Trumpa który tyle zrobił dla Polski i Polaków. Ciśnięty przez dziennikarzy jednak nie był w stanie powiedzieć jakie dokładnie słowa Czarzastego były dla Trumpa tak obraźliwe. Niestety nikt go nie zapytał co dokładnie takiego zrobił dla Polski Trump.
To oczywiście była chwilowa sensacja w mediach i wszyscy o tym zapomnieli po dwóch dniach. Chyba, że ktoś prowadzi jakiś ranking największych buców w polskim korpusie dyplomatycznym, tam dzięki tej aferze Rose wszedł chyba do pierwszej trójki i znajduje się w doborowym towarzystwie swoich kolegów ambasadorów Rosji i Izraela. Jeśli o mnie chodzi, to mi szkoda było amerykańskich reporterów: wyobraźcie sobie, przy całym tym syfie który dzieje się w Waszym kraju nagle musicie nauczyć się jak się wymawia „marszałek Włodzimierz Czarzasty”…
Jeśli chodzi o Tuska, wygląda na to, że jego stosunki z Trumpem są poprawne – prawdopobnie dlatego, że jest na tyle mądry, żeby trzymać się od tego stetryczałego idioty z daleka, skupiając się zamiast tego na współpracy z europejskimi liderami. W odróżnieniu od takiego na przykład Keira Starmera nie musi podlizywać się Trumpowi osobiście, bo tej funkcji ze szczerym entuzjazmem podejmuje się Nawrocki. Z drugiej strony dla Nawrockiego też jest wygodnie, bo może dużo gadać, chwaląc na przykład pomysły Trumpa takie jak Board of Peace, ale konkretów od niego się nie wymaga, bo nawet w Ameryce wiedzą, że prezydent w Polsce akurat niewiele w kwestii polityki międzynarodowej może.
Nawet na prawicy miłość do Trumpa jakoś wygasa. Konfederacja w końcu zauważyła, że Trumpowi jednak odjechał peron, i położyła uszy po sobie w nadziei, że nie będziemy pamiętali jakimi byli fanboyami MAGA jeszcze ten rok temu. W rezultacie największymi fanami Trumpa są dzisiaj PiSowcy. Dominik Tarczyński jest bardzo aktywny na Twitterze, pompując republikańską propagandę i chwaląc wszystko, co się tam wyprawia, łącznie z morderstwami Renee Good czy Alexa Prettiego, desperacko marząc o tym, że jego tweety znowu poda dalej Elon Musk. Po ostatnim retweecie u Muska, Tarczyński stał się takim go-to Europejczykiem dla amerykańskiej radykalnej prawicy. Jego bzdurne ranty o tym, jak to w jego kraju nie przyjęto ani jednego migranta robią już chyba piętnastą rundkę po internecie. Jest też zapraszany do Londynu gdzie bierze udział w wydarzeniach organizowanych przez radykalną prawicę z kręgów Tommiego Robinsona.
Jak na partię która co rusz wyciera sobie gębę sloganami o niezależności i niepodległości, PiS jest zadziwiająco uległy wobec Amerykanów. Nic dziwnego, że to właśnie do nich na rozmowy przyjeżdżają (podobno) amerykańscy lobbyści, których zadaniem jest wykolejanie europejskich projektów. Ostatnim przykładem wtykania patyka w europejskie szprychy jest weto Nawrockiego przeciwko programowi SAFE – wspólnej inicjatywie mającej zwiększyć fundusze na zbrojenia wśród członków EU. To akurat nie było łatwe, bo tak PiS jak i sam Nawrocki mają gęby pełne sloganów o tym, jak Polska potrzebuje silnej armii. Ale na szczęście PiS ma jeszcze parę asów w rękawie – jednym z nich okazał się Adam Glapiński, któremu zostało jeszcze jakieś dwa lata na stołku prezesa NBP. Glapiński ruszył z odsieczą informując – ku zaskoczeniu wszystkich, bo od dwóch lat mówi rządowi że NBP przynosi straty – że nagle pieniądze wylewają się mu wręcz uszami i dlatego nie ma sensu pakować się w te wspólne europejskie pożyczki. Jego sprytny plan jest taki: mamy dużo złota, które podrożało od czasu kiedy je kupiliśmy, więc mamy teraz więcej pieniędzy niż mieliśmy, więc to za nie kupimy żołnierzom nowe armaty i co tam będą potrzebowali. Prawica momentalnie obwołała go geniuszem ekonomii i prawdziwym mężem stanu, jeśli ktoś jednak ma IQ troszkę wyższe niż opóźniona w rozwoju surykatka z pewnością zauważy że w tym planie są pewne niedociągnięcia.
Wyobraźcie sobie, że mam stugramowa sztabkę złota. Kupiłem ją jakiś czas temu za 50 000 złotych. Teraz jest warta ponad 60 000. To była świetna inwestycja, więc kupię sobie nowy telewizor.
Idę więc do sklepu i mówię „patrzcie, tu jest taka sztabka złota, ona była kiedyś warta 50 000 a teraz jest warta 60 000, dajcie mi tu więc jakąś plazmę za 10 000 złotych”. Oni oczywiście parskają śmiechem i mówią „wróć jak będziesz miał gotówkę” więc idę do jubilera, sprzedaję moją sztabkę złota i wracam z gotówką. 10 000 wydaję na telewizor, resztę chowam do kieszeni.
Tylko, że ta sztabka złota to miała być moja rezerwa na czarną godzinę. Jeśli znowu chcę trzymać moje oszczędności w złocie, to muszę teraz albo kupić sobie mniejszą sztabkę, albo zacisnąć pasa i zacząć oszczędzać, bo przecież dziś nikt mi nie sprzeda sztabki wartej 60 000 złotych po cenie sprzed kilku lat. Jak będę miał szczęscie, to może uda mi się oszczędzać szybciej niż rośnie wartość złota, ale gwarancji nie ma…
To oczywiście jest uproszczona analogia, ale jak się zagłębimy w szczegóły, to plan Glapińskiego jest jeszcze głupszy. A jeśli mimo wszystko wprowadzilibyśmy go w życie, to sam koszt sprzedawania i kupowania tego złota wyjdzie pewnie więcej niż procenty, które zapłacilibyśmy za pożyczkę z projektu SAFE. Niektórzy mówią, że NBP może po prostu dodrukować pieniędzy, ale tu akurat chyba nawet nie trzeba tłumaczyć, dlaczego jest to głupi pomysł – nawet, jeśli byłoby to legalne.
Nic więc dziwnego, że rząd nie chciał się bawić w tą grę i od razu zawołał „sprawdzam” mówiąc „Ok, to super, bo tak się składa, że potrzeby mamy duże, więc kupujmy jedne rzeczy z SAFE a inne z tych pieniędzy z rezerw złota”. Na nic, Nawrocki podpisał veto, bo wlazł już w ten debilizm za głęboko żeby móc wycofać się z twarzą. Rząd szuka teraz możliwości aby pomimo tego weta być w stanie uzyskać choć część tych funduszy, na wieść o czym w PiSie już zaczynają się wrzaski oburzenia.
Według niektórych veto w sprawie SAFE od razu było do przewidzenia, bo program ten priorytyzuje zakupy u europejskich producentów uzbrojenia, co oczywiście byłoby ze szkoda dla amerykańskich firm zbrojeniowych, a na to usłużny wobec Amerykanów PiS pozwolić nie mógł. Ale oczywiście do tego się nie przyznają, zamiast tego ubierając swoją decyzję w szatki swojej antyniemieckiej obsesji, co bardzo jaskrawo pokazały nowe osiągnięcia paskowych w republice, grzmiących wielkimi literami: “DER SAFE FÜR DEUTSCHLAND KAPUTT” (nie, nie żartuję, mamy nawet screena – w nagłówku)
Według tej narracji cały plan to był spisek Brukseli mający napędzić klientów Niemcom. Bo wiadomo, jak się nie da kupować w Ameryce to jedyną opcją są Niemcy. To pokazuje tylko jak lekce poważają ci samozwańczy patrioci polski przemysł zbrojeniowy – a tu akurat dzieje się dużo:
– Słowacy rozważają zakup naszych transporterów opancerzonych.
– nowa fabryka pocisków artyleryjskich otwarła się niedawno w Pionkach, dzięki czemu możliwości produkcyjne fabryki wzrosły pięciokrotnie
– nowa spółka joint-venture planuje produkować w Polsce ukraińskie haubice Bohdan
– inna spółka pracuje wraz z Turkami nad opracowaniem nowych bezzałogowców. Armia Turecka wyraziła zainteresowanie zakupem wyników ich współpracy
– producent cięzarówek wojskowych Jelcz otrzymał właśnie zastrzyk pond 750 000 000 złotych w wyniku czego znacznie wzrosną jego możliwości produkcyjne
Można by pomysleć, że taki SAFE to świetna okazja aby nasz wstający z kolan przemysł zbrojeniowy znalazł sobie nowych klientów. Ale dla pisopatriotów ważniejsze jest aby uwalić ich wyimaginowany proniemiecki spisek. „Na złość babci odmrożę sobie uszy”.
To radykalne anty-europejskie stanowisko, nawet za cenę robienia sobie samemu krzywdy, staje się powoli nowym kierunkiem, w którym podąża partia Kaczyńskiego. Świadczy o tym również ogłoszenie ich kandydata na premiera po wygranych – na co liczą – za dwa lata wyborach, którym został Przemysław „skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją” Czarnek, były minister edukacji. Rozpoczął on swoją kampanię z przytupem, ogłaszając że zamiast OZE-sroze Polska powinna oprzeć swoją gospodarkę energetyczną na węglu. Ale oczywiście Czarnek jest PiSowcem z krwi i kości, więc długo nie zajęło, żeby ktoś mu wytknął że na domu w którym mieszka (który formalnie nie należy do niego) zainstalował (dzięki unijnym dotacjom) panele słoneczne…
I tak to się żyje w tym kraju. I tylko jakoś, jak się wydaje, wszyscy zapomnieli o tym, co było iskrą która doprowadziła do zmiany władzy: o prawach kobiet.
Tekst powstał dla portalu Britské Listy
Screen: TV Republika




