Tymczasem w Absurdystanie 35


Kliknij tutaj aby przeczytać poprzedni odcinek serii

Kliknij tutaj aby zobaczyć wszystkie dotychczasowe odcinki


Ku zaskoczeniu wszystkich, prezydent Andrzej Duda w swoim telewizyjnym orędziu rozjechał PiSowskie zakusy na przejęcie sądów w Polsce. Punkt po punkcie wyjaśnił, dlaczego nie powinien podpisywać żadnej z trzech ustaw, które wyprowadziły tysiące Polaków na ulice…. Jednak pomimo tego, że jego argumenty trafnie opisywały każdą z trzech proponowanych ustaw, postanowił zawetować tylko dwie z nich, podpisując tą o sądach powszechnych. Zbita z tropu opozycja nie bardzo wiedziała, czy świętować to jako zwycięstwo, czy jednak porażkę. Skąd taka decyzja prezydenta?

Nagle objawiona u prezydenta Dudy miłość do przestrzegania konstytucji jest dość ciężka do wyjaśnienia. Jeśli zdecydował się wreszcie na to, żeby się urwać Kaczyńskiemu ze smyczy i stać się niezależnym politykiem, to jeśli myśli o tym, aby samodzielnie zdobyć prezydenturę na drugą kadencję, to może już być na to raczej za późno: większość Polaków nie wybaczy mu rozmontowywania państwa prawa, a wiele pracy będzie wymagać również oderwanie się od wizerunku kabaretowego Adriana… A jednocześnie taka decyzja może zaowocować tym, że pociągnie ze sobą część wyborców PiS… A jeśli PiS nie utrzyma się przy władzy, to ktokolwiek będzie miał większość w przyszłym parlamencie prawie na pewno będzie próbował postawić Dudę przed Trybunałem Stanu…

Dlatego najpopularniejszą chyba teorią jest, że była to tylko zagrywka taktyczna: PiS próbował przepchnąć trzy skandaliczne ustawy, prezydent zawetował dwie z nich, nabijając sobie przy okazji punktów za „niezależność” i sugerując, że nie jest bezwolną kukiełką. Opozycja się cieszy pozornym zwycięstwem, tłumy rozchodzą się do domów. Tymczasem za parę tygodni (albo nocy – pamiętajmy, że to PiS), pojawia się nowa wersja zawetowanego prawa, być może nawet wysunięta przez prezydenta, która zostaje tym razem podpisana bez problemu. A ta trzecia ustawa o sądach powszechnych już sobie spokojnie działa od dłuższego czasu.

Tymczasem w cieniu zadymy z sądami i ulicznych protestów, PiS przepchnął kilka innych kontrowersyjnych ustaw:
– całkowicie zmasakrował rynek energii odnawialnej (co ta prawica ma przeciw przyrodzie, to ja nie wiem…);
– dokonał zmian w prawie wodnym które zaowocują podwyżką cen wody dla rolników, przemysłu oraz dla odbiorców indywidualnych (przy czym suweren dostanie po kieszeni dopiero za dwa lata, po kolejnych wyborach, jak już zdąży zagłosować ponownie na Dobrą Zmianę);
– wprowadzono nowy podatek przywiązany do opłat za energię elektryczną, z którego opłacane będą kary unijne za parcie dalej w energetykę węglową;
– spuszczono w kiblu żądanie referendum w sprawie Reformy Edukacji, podpisane przez blisko milion Polaków.
– wprowadzono nowe regulacje rynku mieszkaniowego – pozornie ma to być spełnienie PiSowskich obietnic rozwiązania kryzysu mieszkaniowego, okazuje się jednak, że sposobem na brak mieszkań ma być umożliwienie w szczególnych przypadkach eksmisji na bruk już po kilkumiesięcznym zaleganiu z czynszem, który może spowodowany być bezrobociem lub chorobą…

Tymczasem opozycja otrzymała cios w plecy z najbardziej nieoczekiwanej strony: Sąd Najwyższy, w którego obronie Polacy tłumnie wyszli na ulice, zdecydował się uwzględnić żądanie nielegalnie wybranej prezes pozostałości po Trybunale Konstytucyjnym i zawiesić sprawę Mariusza Kamińskiego do czasu rozwiązania sporu kompetencyjnego.

No, ale przynajmniej gospodarka ma się dobrze – jeśli wierzyć ministrowi Morawieckiemu, bije wszelkie rekordy i nigdy nie miała się lepiej. Jego przeciwnicy jednak sugerują, że nie jest to zasługa Dobrej Zmiany ale raczej kreatywnej księgowości, opóźniania zwrotów VAT i innych desperackich prób zassania do budżetu pieniędzy z każdego możliwego źródła. Przyjrzyjmy się na przykład przypadkowi firmy Terplast z Sieradza, produkującej sznurki do snopowiązałek i innych maszyn rolniczych. Jako produkt potrzebny w rolnictwie ich produkt obciążony jest niższą stawka VAT i było tak zawsze w 23-letniej historii istnienia firmy. Teraz nagle, pomimo że w prawie nie wystąpiły żadne zmiany, fiskus domaga się od firmy zaświadczeń, że sprzedawany przez nią produkt faktycznie używany jest na potrzeby rolnictwa. Spełnienie tego wymogu jest praktycznie niemożliwe, bo oznaczałoby to, że od każdego z klientów, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat zakupili produkowany przez nią produkt, Terplast musiałby uzyskać doświadczenie, że sznurka nie użyto jako zastępczej sznurówki, nie podwiązano sobie nim spodni ani, broń boże, nie służy on do urozmaicenia życia intymnego rolników na fali popularności serii 50 Twarzy Greya. Jeśli Terplast nie będzie w stanie udowodnić, że jego klienci używają produktu zgodnie z jego przeznaczeniem, spadnie na niego obowiązek opłacenia różnicy między preferencyjną stawką VAT wynoszącą 8% a standardowymi 23%. To oczywiście może doprowadzić nawet do bankructwa firmy, ale kogo to obchodzi, ważne, że będzie na 500+ na parę miesięcy dla jednej gminy…

Tymczasem polska armia ma poważne problemy. Macierewiczowi nie bardzo idzie zbieranie do kupy jego ukochanej Obrony Terytorialnej – jakoś nie widać wystarczającej ilości chętnych. Być może po tym, jak potencjalni kandydaci usłyszeli w TV Trwam, ze polska armia może liczyć na moc Matki Boskiej Fatimskiej uznali, że w tej sytuacji ich wsparcie nie jest już potrzebne? A może powoływanie się na udział sił nadprzyrodzonych w obronności kraju przywiodło im na myśl pewną inną formację wojskową, która także twierdziła, że Gott Mit Uns?

Tak czy tak, to był jeden z powodów, dla których prezydent Duda odmówił Macierewiczowi przyznania sztandarów nowo tworzonym formacjom, choć inni twierdzą, że mogła to być zemsta za to, że doradcy prezydenta odebrano prawa do wglądu w materiały tajne, de facto pozbawiając zwierzchnika sił zbrojnych kontroli nad tym, co dzieje się w armii.

Dla Macierewicza cała ta wojskowa celebra, sztandary, musztra i parady oraz błyszczące guziki w mundurach wydają się być najważniejszymi problemami w armii. Jeśli obserwować oficjalne profile na Twitterze – zarówno samego ministra jak i ministerstwa, którym zawiaduje – można odnieść wrażenie, że wojskowe życie w Polsce kręci się wokół celebrowania rocznic i odnoszenia się do przeszłości (decyzją ministra nawet ustalono, że Obrona Terytorialna „przejmie dziedzictwo Armii Krajowej”, tak jakby takie rzeczy mogły być decydowane za pomocą jakiegoś papierka. Utworzono także wzór mundurów dla Żołnierzy Wyklętych – bo jak wiadomo, dawno zmarli żołnierze nieistniejących formacji są pierwsi w kolejce jeśli chodzi o ich potrzeby mundurowe. Tymczasem naprawdę ważne informacje przedostają się do mediów jakby mimochodem. To z artykułu w niewielkim branżowym portalu dowiedzieliśmy się o tym, że armia pracuje nad systemem umożliwiającym blokowanie lub manipulację internetem. Ale nie tylko nowoczesne technologie się liczą – potrzeby armii to także rakietowy system dystrybucji ulotek.

Skoro już jednak mowa o sprawach z przeszłości to warto nadmienić, że w nieoczekiwanym kontekście powróciło nazwisko Bartłomieja Misiewicza. Otóż jak wyszło na jaw, Ministerstwo Obrony wykonało dla niego pamiątkową monetę imienną. Zwyczaj ten przyszedł do nas z USA, gdzie takimi monetami wymieniają się między sobą ministrowie i najwyższej rangi wojskowi. U nas jak widać do takich zalicza się pupilek ministra…

Szczęście w nieszczęściu Ministerstwo Obrony Narodowej może się bawić swoimi kolorowymi chorągiewkami i błyszczącymi guzikami do woli, bo najgorsze co z tego może przyjść to dalszy upadek wojskowego etosu. W tej chwili przynajmniej nasza armia nie musi stawiać czoła żadnym wrogom poza wyimaginowaną inwazją nachodźców. Ale już taki Jan Szyszko ma przed sobą wroga nie z tej ziemi – i to dosłownie, bo jeśli wierzyć jednemu z jego esejów, naprzeciw jego trosce o przyrodę stoi nie kto inny, a sam Szatan, władca piekieł. Profesor Szyszko pisze, iż nie powinno pozwalać się na to, aby to człowiek zostawał uznany za największe zagrożenie dla przyrody, a jedyną metodą ochrony przyrody było zaprzestanie jej niszczenia. Niestety przewrotnie te tezy głoszone są w Polsce nie tylko przez ludzi o wielkich sercach, choć małych rozumkach, ale również przez organizacje satanistyczne.

Szyszko nie jest jedynym, który zauważył nowego wroga. Po tym, jak Kaczyński stracił nad sobą
panowanie w sejmie, musiał zadbać o poprawę swojego wizerunku i dlatego postanowił udzielić paru wywiadów mediom ojca Rydzyka. W jednym z nich, zapytany o postępującą sekularyzację Europy powiedział, że choć nie chce wchodzić w księżowskie buty, to jest przekonany, że odpowiada za to Szatan chodzący po Ziemi.

Ale czas rozprawienia się z Panem Piekieł w stylu Twardowskiego jeszcze przyjdzie. Na razie PiS musi uporać się z wrogami pomniejszymi – na przykład organizacjami pozarządowymi. Jarosław Kurski i jego podwładni z TVP wychodzą sami z siebie, prześcigając się w propagandowych idiotyzmach, co stało się niestrawne nawet dla ich kolegów po fachu, takich jak prawicowi propagandyści z Gazety Polskiej. Jeden z tych ostatnich zaapelował do kolegów z TVP na Twitterze “Kurwa, no nie manipulujcie aż tak”. A pamiętajmy, że to jest koleś, który pracuje dla gazety, której okładek nie powstydziłby się “Der Stürmer”:

A skoro już wspomnieliśmy o faszystowskiej propagandzie, to polski antysemityzm miał ostatnio niespodziewany come back. Podczas parlamentarnych wakacji, podobnie jak inni Polacy, posłowie szukają sobie różnych sposobów na zabicie nudy. Niektórzy na przykład próbują samodzielnie myśleć. Taką próbę podjął poseł Rzońca z PiS, który późnym wieczorem podzielił się na swoim Twitterze pewną refleksją: zastanowiło go, skąd wśród aborcjonistów jest tylu Żydów.

Nie był on jedyny którego myślenie porusza się tymi dawno zarośniętymi koleinami. Pamiętacie Magdalenę Ogórek, kobietę znikąd, za której pomocą SLD postanowiło popełnić spektakularne harakiri kreując ją na „lwicę lewicy” i wystawiając jako swoją kandydatkę w wyścigu do prezydenckiego fotela? Od czasu wygranych przez Dudę wyborów, pani Ogórek wydaje się realizować nową życiową misję polegającą na udowodnieniu na własnym przykładzie, że dowcipy o głupich blondynkach są jak najbardziej słuszne. W toku tych działań stała się gorącą zwolenniczką PiS a w internetowej rozmowie z Markiem Borowskim zasugerowała, że jego prawdziwe nazwisko brzmi Berman. Chciałbym zobaczyć minę człowieka, który wpadł na pomysł, że ta kobieta będzie się idealnie nadawać na twarz lewicowej partii kiedy widzi jak pani Ogórek bije kolejne rekordy w głębokości zakopywania się w leżącym na dnie mule…

Ten wzrost antysemickich zachowań jest jeszcze bardziej przerażający w kontekście tego, że wszystko to dzieje się w okolicach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Rocznica ta z roku na rok obchodzona jest coraz hucznej, niestety jednak zaczynają się pojawiać z tej okazji wydarzenia takie jak marsze nacjonalistów i neonazistowskie symbole. W tym roku policja już nie kryła się z tym, że po prostu chroni nacjonalistów nie reagując nawet, kiedy wbrew zakazowi używali materiałów pirotechnicznych, wykrzykiwali hasła nawołujące do nienawiści czy zachowywali się agresywnie wobec ludzi nie podzielających ich poglądów:

Coraz mniej ludzi w Polsce wierzy w to, że uda się scalić przepołowiony naród. Ci, który są wystarczająco naiwni aby mieć na to wciąż nadzieję (jak urodzony w USA Jeremy Sypniewski, który przeprowadził się do kraju dopiero 5 lat temu i podczas niedawnych protestów wdał się w dyskusję z agresywnym nacjonalistą, co skończyło się nawet przytuleniem przeciwnika politycznego) raczej szybko stracą swoje różowe okulary (Sypniewski podobno został zaatakowany przez nacjonalistów podczas obchodów rocznicy godziny „W”. Według jego relacji wyrwano mu z rąk konstytucję, która następnie została podarta i zdeptana a następnie zaatakowano fizycznie jego samego).

Tymczasem PiS uznał rocznicę wybuchu powstania za świetny moment na rozpętanie kolejnej wojenki – tym razem ponownie z Niemcami. Pierwsze natarcie przeprowadził wiceminister obrony Bartosz Kownacki, który podczas okolicznościowego koncertu w Bydgoszczy oznajmił, że Naziści to dzicz mordująca kobiety i dzieci a potem wracająca do domu jakby nigdy nic, a zatem Niemcy stracili moralne prawo, aby synowie i wnukowie wyżej wymienionych pouczali nas o tym, jak działa demokracja.

Ta narracja została szybko podchwycona przez stadionowych chuliganów którzy “udekorowali” stadion wielką flagą przypominającą o niemieckich zbrodniach, a następnie po meczu zaatakowali żydowskich piłkarzy, co nieco popsuło siłę owego przesłania. Tymczasem podczas festiwalu Woodstock odmówiono prawa wjazdu do polski niemieckim służbom porządkowym i ratowniczym, które od 13 lat współpracowały z Polakami, dzięki czemu jest to jeden z najbezpieczniejszych festiwali tego rodzaju na świecie. Jako pretekst podano, że Woodstock to impreza podwyższonego ryzyka.

Skąd ten pomysł? Cóż, Woodstock organizuje Owsiak, który miał czelność pomagać chorym dzieciom wbrew prawicy i stworzył wielką organizację charytatywną ściągającą z rynku grube miliony, które w rojeniach prawicowych aktywistów powinny zasilać kasę Caritasu i innych kościelnych organizacji. Według Owsiaka, jest to po prostu kolejna próba sabotowania jego festiwalu przez PiS, ale przy okazji jest to także naplucie w twarz Niemcom, którzy jako nasi partnerzy od lat pomagają nam w obsłudze tego wielkiego wydarzenia.

Tymczasem TVP nadała przesłanie do Niemców:

A było to jedynie preludium do ogłoszenia polskich żądań. Otóż PiS będzie domagał się od Niemców 5 bilionów dolarów wojennych reparacji. Najwyraźniej za mało mamy europejskich partnerów, których zdążyliśmy wkurzyć. Niektórzy mówią, że jest to część większego planu, według którego PiS, świadomy faktu, że Polacy są zwolennikami UE, wie, że nie ma szans na PolExit, który marzy się wielu na prawicy. Postanowili zatem Polakom Unię Europejską obrzydzić – psując stosunki ze wszystkimi naszymi partnerami w Europie, narażają Polskę na konsekwencje, które potem będzie można użyć jako argument „patrzcie, jak ta Unia nas traktuje”. Po kilku latach Bruksela albo sama nas wyrzuci, albo Polacy będą gotowi na to, aby w referendum zagłosować po myśli PiS. Absurd? Pamiętajmy, że wystarczyło dosłownie kilka lat, aby wzbudzić w Polakach irracjonalny strach przed uchodźcami, choć jeszcze kilkanaście lat temu nawet dzisiejsi pierwszoplanowi aktorzy w PiS mówili o tym, jak bardzo należy pomagać uchodźcom, szczególnie w kontekście naszej historii (tu: poseł Kamiński). Dziś ponad połowa Polaków raczej wystąpiłaby z UE niż zaakceptowała nawet niewielką ilość uchodźców.

Niedawna decyzja ministra Szyszkodnika aby wbrew poleceniu najwyższego sądu europejskiego kontynuować kontrowersyjną wycinkę Puszczy Białowieskiej jest wydarzeniem bez precedensu, które na myśl przywodzi jednak pewne oczywiste pytania: jeśli nasz rząd uważa, że nie musi stosować się do decyzji europejskich instytucji, to co zrobimy, jeśli inne kraje EU oleją decyzje, które ważne są dla naszych interesów – takie jak np. dotyczące ropociągów na dnie Bałtyku czy rynku przewozów drogowych, na którym z zalewem polskim przewoźników w kontrowersyjny sposób próbują walczyć Francja czy Niemcy. Czy Polski rząd oszalał? Czy faktycznie jest to część planu aby wbić klina między Polską a resztą Europy? Wychodzi na to, że jedyną rzeczą, którą Kaczyński potrafi robić dobrze to tworzyć podziały i skłócać. A wszystko pod płaszczykiem obrony chrześcijańskich wartości.

Jeśli to prawda, to zamiast reparacji wojennych od Niemiec, powinniśmy chyba starać się o odszkodowanie od Czechów, za to, że przywieźli do Polski chrześcijaństwo…


Tekst ukazał się w portalu Britske Listy
F
otografia: “Ogorek” by Vom2 CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons.

 

Comments

comments

3 komentarze

Add a Comment