Nie pisałem Absurdystanów już od jakiegoś czasu. Prawda jest taka, że niewiele ciekawego dzieje się w Polsce – a już na pewno w porównaniu do tego, co się odp…dala po przeciwnej stronie oceanu. Ale jest też inna kwestia: obiecano nam zmianę, a tymczasem mamy dalej to samo, co już było. Nawet te nieliczne konkretne obietnice które padły nie zostały zrealizowane. I mam na to papiery!
Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.
Ten felieton jest dostępny także w wersji audio:
A raczej ma je sama Platforma. Spójrzcie tutaj, na ich własnej stronie chwalą się stoma konkretami na pierwsze sto dni rządu. Minęło już owych dni rządu, lekko licząc, 750 a nie udało im się zrealizować nawet jednej trzeciej. A te pozaznaczane na zielono to są raczej te łatwiejsze. Redukcja VAT dla branży beauty to dość proste zadanie – wystarczy podpis i parę groszy na załatanie ewentualnych powstałych w ten sposób strat w budżecie (przy założeniu, że faktycznie nie doprowadzi to do boomu wśród polskich przedsiębiorców). Ale już rozwiązanie zaniedbanego przez dekady problemu opiekunów osób z niepełnosprawnością to bardziej skomplikowana sprawa.
Najwyraźniej Donald Tusk do rządzenia przystąpił dość zrelaksowany. Mówiło się nawet o tym wprost – że z „poważniejszymi” sprawami czeka na to, aż z pałacu zniknie Andrzej Duda. Jak już wszyscy wiemy, plan nie wypalił, a Nawrocki jest jeszcze gorszy jeśli chodzi o używanie swojego prawa do veto, a Tusk nie ma w parlamencie wystarczającej większości, żeby nawet pomarzyć o regularnym vet tych odrzucaniu. Wygląda na to, że zanosi się na długotrwały pat.
A, bądźmy szczerzy, te „100 konkretów na pierwszych 100 dni” to miała być taka rozgrzewka. Prawdziwie ważne problemy to te, które wyniosły Tuska do władzy, które spowodowały to, że Polacy tak masowo poszli do wyborów aby odspawać od stołków PiS: prawa kobiet, prawa osób LGBT, problemy w służbie zdrowia, nieludzkie traktowanie uchodźców na granicy z Białorusią… Jeśli chodzi o to ostatnie, to zanotowaliśmy tu nieoczekiwaną zmianę miejsc. Donald Tusk i jego partnerzy koalicyjni jak tylko dorwali się do władzy zaraz zaczęli mówić o tym, jacy to nie będą twardzi wobec imigrantów. I choć akurat tego nie obiecywali, to dobrze im idzie wprowadzanie tego w życie: w 2025 roku deportowano z Polski dwa razy więcej obcokrajowców niż rok wcześniej – a przecież te statystyki nie uwzględniają nielegalnych push-backów na granicy gdzie, jeśli wierzyć aktywistom, mamy do czynienia z żołnierzami małpującymi zachowania amerykańskiego ICE: zamaskowane bandziory porywają, gnębią i biją migrantów. Jak podaje Piotr Czaban, lokalny niezależny dziennikarz zajmujący się monitorowaniem sytuacji na granicy, media głównego nurtu biorą udział w ukrywaniu skali patologii na granicy – portal Onet odmówił publikacji filmu, na którym widać jak żołnierz najpierw z bliskiej odległości strzela gumowymi kulami do uciekających, nieuzbrojonych i nie stwarzających zagrożenia migrantów a następnie uderza jednego z nich kolbą karabinu, łamiąc mu kości czaszki.
Z kolei PiSowi nagle idea uchodźców bardzo się spodobała. Oczywiście tak długo, jak to oni tymi uchodźcami mogą być. Zbigniew Ziobro, który jakiś czas temu zamelinował się na Węgrzech i stamtąd buńczucznie pokrzykiwał, że nie zamierza iść w ślady swojego byłego zastępcy który poprosił tam o azyl, bo nie jest przecież tchórzem, poprosił tam o azyl. Ale według swojego oświadczenia to nie jest tchórzliwa ucieczka. Zdecydował się przyjąć ofertę Orbana aby kontynuować swą bohaterską walkę ze „stalinowskim reżimem Tuska” ze strategicznej pozycji, w której nie grozi mu to, że będą go próbować uciszyć (cały ten wykwit pisowskiego bełkotu i hipokryzji możecie przeczytać sobie na nazistowsko-pedofilskiej stronie znanej kiedyś jako Twitter).
Jeśli coś łączy polską prawicę i ruch MAGA zza oceanu (poza tym, że obie strony zachwycone są morderstwem Renee Good, tak jak największy psychofan Trumpa i kolega Tommiego Robinsona Dominik Tarczyński tutaj) to to, że z pewnością czytali Orwella. Tylko uznali go za instrukcję, nie za przestrogę. I tak słowa „Partia nakazała Ci odrzucić świadectwo własnych oczu i uszu. To było jej ostatnie, najważniejsze przykazanie” wydaje się być zasadą, którą postanowili stosować na co dzień. Tak jak w tym cytowanym wyżej bełkocie Ziobry, gdzie nie tylko bezczelnie kłamie, ale całkowicie ignoruje fakt, że będąc ministrem sprawiedliwości sam robił wszystko to, o co oskarża dziś rząd Tuska i jeszcze więcej (w końcu poszukiwany jest pod 26 zarzutami a nie wszystkie dotyczą kradzieży publicznych pieniędzy, są też nadużycia władzy). Podobnie Morawiecki, który ma czelność nagrywać tiktoczki, na których wstawia się za biednymi, strajkującymi rolnikami i krytykuje Donalda Tuska za to, że wchodzi właśnie umowa handlowa z krajami Mercosuru, ignorując kompletnie fakt, że to przecież za jego rządów Unia Europejska pertraktowała szczegóły tego układu.
Ale wygląda na to, że nagrywanie tiktoczków to jedyne co pozostaje nie tylko politykom z opozycji. Wspominałem już, że nic nowego się nie dzieje? Jesienią 2024 Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zalewała swoje media społecznościowe informacją o wielkim sukcesie jaki odniosła – Polacy będą mieli wolną wigilię. Minął rok, a ona dalej nagrywa tiktoczki o tym samym… Dlaczego? Bo Lewica – w sensie partia która wciąż godzi się na bycie przystawką Koalicji Obywatelskiej – chciałaby zrobić coś, co obiecała swoim wyborcom. Zadbać o prawa pracownicze na przykład zabezpieczając prawa whistleblowerów czy dając Państwowej Inspekcji Pracy jakieś uprawnienia i pieniądze, żeby nie była tylko wydmuszką markującą swoje działanie. Ale za każdym razem Donald Tusk ukręca takim pomysłom głowę, zamiast tego rzucając Lewicy jakiś ochłap – takim jest własnie wolna wigilia, która nawet nie kosztowała go zbyt wiele, bo Polakom się podoba, a pracownicy handlu w zamian dostali jedną niedzielę handlową w grudniu więcej, więc liczba przepracowanych przez nich dni i tak się zgadza. Więc nawet do walenia w konkurencję – czyli będące w opozycji Razem – i gadania o tym, że jest to kanapowa partyjka, której brakuje sprawczości, średnio działa. Dlaczego?
Ano na przykład ostatnio Donald Tusk uwalił projekt Lewicy dotyczący reformy Państwowej Inspekcji Pracy właśnie, który miał na celu rozprawienie się wreszcie z patologią umów śmieciowych. Polska, w której pracownicy z dołu drabiny są wypychani przez swoich pracodawców na fałszywe samozatrudnienia, dzięki czemu pracodawca nie musi przestrzegać żadnych praw pracowniczych, a ci najlepiej zarabiający przenoszą się na umowy B2B aby uniknąć uczciwego płacenia podatków, jest w czołówce najmniej przestrzegających praw pracowniczych krajów w Europie. Nie zapominajmy, że wszystko zaczęło się od Donalda Tuska, który „tymczasowo” poluzował zasady regulujące rynek pracy aby w 2008 roku przeciwdziałać skutkom światowego kryzysu. Dziś sprawy mają się tak źle, że ogarnięcie tego problemu było jednym z warunków, jakie postawiła Polsce Unia Europejska kiedy odmrażała dla nas fundusze z KPO. Najwyraźniej jednak Polska tych pieniędzy nie potrzebuje – bo ile w końcu można kupić sobie jachtów i ekspresów do kawy – a od oczekiwań własnych koalicjantów i większości Polaków borykających się z patologiami na rynku pracy dla Tuska ważniejsze są oczekiwania potencjalnych koalicjantów – bo jak sprawy dalej będą się toczyć w tym kierunku, po kolejnych wyborach będzie musiał układać się z Konfederacją, a ta jak wiadomo, jest przeciwna „nadmiernej ingerencji państwa w gospodarkę” i kocha „wolność zawierania umów”.
W kategorii sprawczość można więc argumentować, że – przy zachowaniu proporcji – Razem idzie znacznie lepiej. Nie mając ograniczeń wynikających z bycia częścią koalicji rządowej, nie muszą powstrzymywać się przed krytyką – a krytykują celnie. Do tego udało im się wziąć na warsztat parę pomniejszych – ale ważnych albo przynajmniej widocznych – kwestii i tak długo walili w nie jak w bęben, że nie dało się już dalej odwlekać ich rozwiązania. I tak okazało się po wielu dekadach że można wreszcie ograniczyć sprzedaż alkoholu w sejmowej restauracji czy uczciwie rozliczać kilometrówki.
W świetle jednak ogólnego braku sprawczości całej koalicji rządowej, coraz większe rzesze Polaków mają dość polityki. Pompowany od lat przez Konfederację slogan „PiS, PO, jedno zło” wygląda coraz bardziej prawdziwie. Z tych, którzy wciąż deklarują chęć głosowania, coraz większa ilość rozważa oddanie głosów na opozycję – nieliczni na Razem, wielu na Konfederację i wypączkowane z niej ugrupowanie Brauna. Te ostatnie ugrupowania mają wiernego sojusznika na wschodzie, bo rosyjska propaganda coraz sprawniej wpływa na przekonania Polaków. Widoczna jest radykalna zmiana nastawienia do Ukraińców, ale coraz silniejsze są także nastroje anty-europejskie. Niedawno TikToka zalały wygenerowane przez AI filmiki młodych patriotek, mówiących z pasją o tym, jak Polska powinna wreszcie wyzwolić się z brukselskich okowów. Oczywiście nie pykło, bo była to zbyt oczywista fałszywka, ale trudno nie zastanawiać się, ile nieco bardziej subtelnych projektów manipulacji masami przechodzi niezauważonych?
A na przeciwdziałanie ze strony rządu nie ma co liczyć. Jeśli chodzi o aktywność w internecie, Koalicja Obywatelska jest jakieś, lekko licząc, 20 lat w plecy – o czym świadczy szeroko wyśmiewana grafika z Tuskiem zachęcająca do uczynienia subskrypcji do social mediów Koalicji Obywatelskiej swoim postanowieniem noworocznym. Optymizmem nie napawa również fakt, że również ten rząd nie widzi potrzeby zadbania o finansowanie badań nad nowoczesną technologią i szerzej rozumianej nauki – kilka miesięcy temu przez media przetoczyła się sprawa braku funduszy na działanie największego w Polsce radioteleskopu – 32-metrowej czaszy mieszczącej się w obserwatorium UMK w Piwnicach pod Toruniem. Wygląda na to, że brak chleba dla naukowców rząd stara się przyćmić igrzyskami – stąd wydanie grubych milionów na lot w kosmos Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego, która to kosmiczna wyprawa być może nie przyniosła jakichś nowych odkryć naukowych, za to wielu Polaków odkryło, że jest on mężem najmłodszej posłanki PO, o której mówi się, że dostała biorące miejsce na liście tylko dzięki szczodrości jej ojca, jednego z najbogatszych Polaków. Oczywiście nie jestem w stanie potwierdzić tych oskarżeń, sama zainteresowana też przekonuje, że dostała się do Sejmu tylko dzięki swoim bajkowym niemalże osiągnięciom, piszę jednak o tym, bo jest to istotny ciężar dla wizerunku partii rządzącej, oskarżanej z każdej strony (często akurat słusznie) o nepotyzm. Wygląda na to, że choć w tej kwestii również obiecano nam zmianę, jedyną zmianą którą dostaliśmy jest to, kto dzisiaj rozdaje pieniądze i stołki znajomkom.
Ale to nie tak, że nie dzieje się nic nowego. Kilka dni temu prezydent Karol Nawrocki wziął udział w pielgrzymce kiboli na Jasną Górę. Podczas tego wydarzenia spotkał się z – najwyraźniej – swoim dobrym znajomym, niejakim Tomaszem P. P., bo jest on właśnie w trakcie apelacji od nieprawomocnego wyroku sześciu lat więzienia który otrzymał za kierowanie grupą przestępczą oraz propagowanie ideologii nazistowskiej. Zgaduję, że z Nawrockim znają się z ustawek, które P. organizował, a Nawrocki brał w nich udział.
W momencie, w którym piszę te słowa, Nawrocki przebywa z oficjalną wizytą w Londynie, gdzie udało mu się spotkać na chwilkę z Keirem Starmerem. Jakub Krupa, polonijny dziennikarz, chwali prezydenta za to, że znalazł też aż 90 minut dodatkowego czasu aby poza protokołem porozmawiać z reprezentacją brytyjskiej Polonii, zwracając uwagę, że takie rzeczy się nie zdarzają. Zaryzykowałbym jednak twierdzenie, że takie rzeczy nie zdarzają się, bo zwykle prezydenci na zagranicznych wizytach mają dość napięty plan. A Nawrocki nie jest dla nikogo ciekawym partnerem do rozmów – również zagraniczni politycy świadomi są sytuacji politycznej u nas w kraju, o tym, że jesteśmy w impasie, i dialog z prezydentem, którego sprawczość ogranicza się do wsadzania kijów szprychy Tuskowi kiedy ten próbuje pchać wózek do przodu nie jest jakoś wyjątkowo interesujący. Szczególnie, że jak ustaliliśmy, Tusk z tym pchaniem wózka też się nie przemęcza.
Muszę przyznać, że nie jestem optymistą. Tusk popełnił fatalny błąd stawiając wszystko na jedną kartę – zmianę personalną w pałacu – a następnie pozwalając swoim współpracownikom po raz kolejny koncertowo przerżnąć wybory. Z Nawrockim w pałacu nie ma już żadnego ruchu. A tymczasem w dzisiejszych czasach Polska (i Europa) potrzebuje działań, szybkich i zdecydowanych. A na to nie ma szans – politycy są zwarci w klinczu, a po kostkach podgryza ich rosyjska propaganda, odbierając im w ten sposób poparcie wyborców. A z boku czeka już tylko skrajna prawica, która jak dorwie się do władzy, to spełni najskrytsze nawet marzenia wygenerowanych przez AI na jakimś ruskim serwerze Prawilnych Polek z TikToka. A wtedy – dokładnie tak, jak przewidywał już lata temu Jerzy Urban – zatęsknimy do czasów, w których krajem rządził demokratyczny, przewidywalny i odpowiedzialny rząd PiS.
Tekst powstał dla portalu Britské Listy
Mem: autor nieznany





