Tymczasem w Absurdystanie 99

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka po raz kolejny pobiła rekord. Podczas 27. finału uzbierano 175 938 717.56 zł – prawie 50 mln więcej niż w zeszłym, również rekordowym roku. Wściekłe ataki prawicy na Owsiaka jak widać przynoszą tylko osobny efekt – na WOŚP wpłaca się nie tylko aby pomóc dzieciom, ale także aby zrobić na złość PiSowi. 

Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij 
TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.

Może Owsiak powinien wziąć się też za ratowanie szkolnictwa? Najwyraźniej szkolnictwo, podobnie jak służba zdrowia, również jest w ruinie, czego dowiódł niedawno poseł Marek Suski z PiS prezentując swoją całkowitą ignorancję w dziedzinie podstawowej arytmetyki. Twierdzi on mianowicie, że pensje nauczycieli są tylko trochę niższe od zarobków posłów. A to jest prawdą tylko jeśli uznamy że 5000 najwyższej możliwej pensji ze wszelkimi możliwymi dodatkami jest tylko troszkę niższe niż 8000 samej podstawy u posłów, którzy mają znacznie większy panel diet i dodatków do dyspozycji (nie mówiąc o 10-krotnie większej kwocie wolnej od podatku). Ale może on chciał tylko przewrotnie pokazać, że proponowane lekcje z tego, jak rozpoznawać fake newsy są potrzebne, a swoją wiedzę zaczerpnął z kłamliwej akcji propagandowej MEN, które za 64000 złotych opublikowało reklamy w prasie, w których zachwala jak to nauczyciele pod rządami PiS mają jak pączki w maśle…

Dostęp do edukacji wyższej także staje się coraz trudniejszy. Nawet na podrzędne uczelnie – takie jak szkółka Ojca Rydzyka w Toruniu – nie jest łatwo się dostać. Jeden z niedoszłych studentów właśnie sądzi się o to, że nie pozwolono mu studiować na kierunku Polityka Ochrony Środowiska – opłacanego z budżetu państwa – po tym, jak nie dostarczył wymaganego przez uczelnię zaświadczenia od proboszcza. Ale może po prostu PiS liczy na to, że ludzie będą zdobywać wiedzę w praktyce? O tym świadczyłby fakt, że niedawno powołowano na stanowisko prezesa sądu pomimo tego, że został mianowany sędzią tylko trzy tygodnie wcześniej…

Wielu Polaków oczekuje od instytucji państwa, że zajmie się sprawami moralności. Niedawno na przykład jeden z obywateli wezwał policję do parku wodnego skarżąc się, że w jego saunie jest goła baba. Nowo wybrany prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski z kolei zadeklarował się, że będzie dbał o to, aby w szkołach poruszano kwestie LBGT zgodnie z wytycznymi WHO – uczniowie będą uczeni tolerancji i uczulani na ksenofobię – co zaowocowało histerią na prawicy. Podobno prowadzi to wprost do “seksualizacji dzieci” – jeszcze trochę, a uczniowie na lekcjach będą się uczyć masturbacji (albo, jak to ładnie nazywa episkopat, “zachowań samotniczo-ipsacyjnych”). Czy te cholerne lewaki nie rozumieją, że seksualizacja dzieci jest akceptowalna tylko, jeśli tłumaczy się dzieciom w wieku komunijnym co to jest “niepokalane poczęcie” i na czym polega grzech cudzołóstwa? Nauczanie ich o ich ciele, o tym, że bycie gejem to nie koniec świata i żeby potrafiły zareagować, kiedy dobiera się do nich jakiś pedofil to zło (przy czym w kontekście Kościoła Katolickiego jestem w stanie zrozumieć, dlaczego szczególnie to ostatnie może być im nie na rękę). Zabawnym jest, że masturbacja jest tak istotnym problemem szczególnie dla księży i biskupów, starych kawalerów jak Kaczyński czy starych panien jak Pawłowicz… Z drugiej strony trzeba przyznać, że to w PiS akurat można znaleźć prawdziwych ekspertów – były asystent Mariusza Kamińskiego i rzecznik CBA został parę lat temu skazany na pięć dni aresztu za publiczne obnażanie się i masturbację właśnie… 

O dziwo o sprawie nie dowiedzieliśmy się od dziennikarzy TVP. Ale to oczywiście nie znaczy, że kwestie moralności publicznej nie są dla nich istotne. Np. ostatnio z chęcią podjęli temat tego, że Aleksandra Dulkiewicz, nowowybrana prezydent Gdańska, kupiła w Biedronce wódkę i colę. “Wiadomości” nawet użyły nagrań z kamer przemysłowych sklepu jako argumentu za tym, że opozycja nie ma żadnego programu (nie pytajcie mnie, co ma piernik do wiatraka).

Wygląda na to, że jakiekolwiek związki z zamordowanym Adamowiczem mogą ściągnąć ataki ze strony PiS. Jednej z gdańskich sędzi grozi na przykład postępowanie dyscyplinarne za to, że przyjęła od niego Gdańską Nagrodę Równości, którą chciano uhonorować to, że promuje równość i poszanowanie praw człowieka oraz przybliża środowisku sędziowskiemu zwykłego obywatela. Najwyraźniej przyjęcie tej nagrody “uchybia godności urzędu”. Miejmy nadzieję, że jak do tego dojdzie, to przynajmniej będzie jej dane uczestniczenie w posiedzeniach sądu dyscyplinarnego w swojej kwestii. Bo wcale nie jest powiedziane, że tak musi być: prokurator z Legnicy, który ma postępowanie dyscyplinarne za uczestnictwo w proteście przeciwko zawłaszczaniu sądów, pomimo stawienia się 30 minut przed planowym rozpoczęciem sprawy, przez ponad godzinę nie był wpuszczony do budynku. Tymczasem sąd dyscyplinarny rozpoczął posiedzenie planowo pod jego nieobecność. Co więcej, wbrew zapewnieniu samego ministra Ziobry, że tego rodzaju postępowania mają być jawne, nie zezwolono mediom na nagrywanie rozprawy. Być może minister Ziobro woli informować społeczeństwo o tym co się dzieje w jego resorcie w inny sposób? Na twitterowym profilu @KastaWatch publikowane są dokumenty, które muszą być wynoszone z ministerstwa przez jego wysoko postawionych urzędników… 

No, ale przynajmniej w sprawie tego prokuratora rozprawa się odbyła. W innych przypadkach nie jest tak prosto. Prokuratorka zajmująca się sprawą znana z taśm Kaczyńskiego staje na głowie, żeby przypadkiem nie rozpocząć śledztwa zbyt szybko. Ostatnio ogłosili że tłumaczenie zeznań kluczowego świadka z niemieckiego zajmie ponad miesiąc. Może gdyby nie maltretowano go przez ponad 50 godzin, w kółko pytając go o to samo, tłumacze nie mieliby aż tyle pracy? Tak czy tak, nic dziwnego, że polski wydział sprawiedliwości coraz częściej uważany jest za niegodny zaufania. Już nawet obywatel Najwspanialszej z Korei skarżący się na to, ze zatrudniająca go w polskiej stoczni firma naruszyła jego prawa pracownika, wolał dochodzić swoich spraw przed sądem holenderskim… 

No, ale przynajmniej kierowcy SOP nadgonili zaległości. W poprzednim tygodniu nie było żadnego wypadku, a w zeszłym aż dwa: piątego marca w Warszawie rządowa Škoda wjechała w tył innego samochodu. Trzy dni później kierowcy SOP spowodowali kolejny wypadek pod Krakowem. Może bezpieczniej by było, żeby kierowców SOP zastąpiły przypadkowe osoby? Niektórzy obywatele już biorą kwestie transportu w swoje ręce: w Ostrołęce pijany 29-latek ukradł z zajezdni autobus, którym pojechał do domu i miał tylko niegroźną obcierkę przy parkowaniu. Z kolei w Szczecinie jeden z pasażerów zorientowawszy się że wsiadł do nie tego autobusu co trzeba, próbował przejąć kontrolę nad kierownicą w czasie jazdy. Tu również nie doszło do żadnej groźnej sytuacji. Wygląda więc nawet, że nawet pijani złodzieje autobusów mogą lepiej nadawać się na kierowców rządowych niż funkcjonariusze SOP…  Ciekaw też jestem jaka była prawdziwa przyczyna tego, że policjantki nie bardzo chciały jechać na imprezę z okazji Dnia Kobiet zorganizowaną przez znanego już nam wiceministra Zielińskiego? Zwyczajnie nie chciały brać udziału w partyjnej imprezie propagandowej, czy może bały się jechać wysłanymi po nie radiowozami? Bądź co bądź radiowóz to też rządowe auto…

Jeśli chodzi o kraksy to są też dobre wiadomości. Ujawniono winnych tego, że co chwila rozbijają się myśliwce wojskowe. Tak, zgadliście, to wina poprzedniego rządu! Tymczasem katastrofa grozi też finansom jednej z “dam dworu” w NBP. Musiała wystąpić do swojego szefa o obniżkę pensji, i teraz zarabiać bedzie jedyne 23 000 zł podstawy. To z pewnością zapewni jej spokój i media się już jej nie będą czepiać. Choć może dziennikarze będę się bali poruszyć tą sprawę po tym, jak za zadawanie pytań o nią zwolniono z pracy dziennikarza Polskiego Radia? 

Tymczasem afer nie brakuje. Portal onet.pl ujawnił skandal w ARiMR, która zamieszana była w pompowanie funduszy europejskich wspomagających rybołówstwo i przetwórstwo rybne do podstawionych firm. A skoro już jesteśmy na Pomorzu to warto wspomnieć, że dokonano “niespodziewanego” odkrycia. Otóż okazuje się, że na Mierzei Wiślanej, akurat tam, gdzie ma być kopany kanał do Elbląga, znajdują się złoża bursztynu warte 900 000 000 zł. Jakie to szczęście, że akurat w tym miejscu i tak musimy kopać ten jakże potrzebny nam kanał, bo inaczej nie można by było tego bursztynu wydobywać, bo teren jest chroniony programem Natura 2000. A w Polsce przecież o przestrzeganie prawa się dba, o czym może zaświadczyć 9-letni Bartek, któremu NFZ odmówił elektrycznego wózka inwalidzkiego. Dlaczego? Bo wózki należą się ludziom, którzy mają porażenie lub niedowład trzech lub więcej kończyn, a Bartek urodził się całkowicie bez rąk, więc ma niedowład jedynie dwóch nóg. Dura lex, sed lex: nie ma rączek, nie ma wózka!

No ale przynajmniej Bartek mieszkając w Polsce nie jest dręczony przez imigrantów tak jak biedny Jerzy Grunwald, który mieszka w Szwecji. W okładkowym materiale niedawnego Do Rzeczy skarży się on na to, że emigranci w Szwecji nie dają mu (także emigrantowi – jest w tym pewna ironia) żyć i zdecydował się na ucieczkę do Polski:

Najwyraźniej jednak bycie uchodźcą to nie taka łatwa sprawa, bo jeśli wierzyć prawicowym mediom, Grunwald ucieka z tej Szwecji co najmniej od kwietnia 2017:

W Polsce sprawa z imigrantami działa w przeciwną stronę. U nas to imigrantów się gnębi. Przekonał się o tym niedawno kierowca Ubera z Ukrainy, którego zaatakowali pasażerowie po tym, jak nie puścił im w czasie jazdy Disco Polo. Ten gatunek muzyki, mającej swoje korzenie w Italo Disco, rosyjskim popie lat 80-tych i podlegającym wpływom popularnego w latach 90-tych Eurodance, przeżywa w naszym kraju długą młodość. Dość powiedzieć, że “Ona tańczy dla mnie” to najpopularniejszy polski filmik na Youtube:

Zastanawiam się, czy chociaż częściowo za popularność Disco Polo odpowiada dobra zmiana? Po tym, jak TVP pokłóciło się praktycznie całą polską sceną pop o Opole (czytaj tutaj), wciaż potrzebują jakichś młodych artystów do promowania. A twórcy muzyki Disco Polo przez lata ignorowani przez media głównego nurtu z chęcią skorzystają z nadarzającej się okazji. Jednocześnie PiS będzie mógł pokazać suwerenowi, że nie jest jakąś oderwaną od życia elitą, mówiącą Polakom co jest dobre a co złe. “Patrzcie, jesteśmy tacy jak Wy, lubimy tą samą muzykę, zobaczcie jak do ‘tych oczu zielonych’ tańcuje sam prezes Kurski!” – mówi TVP. I tak nawet niezatapialna Maryla Rodowicz zostaje zredukowana do bycia przydupasem Zenka Martyniuka:

Tymczasem inne legendarne gwiazdy nie mogą liczyć na TVP. Skaldowie na przykład wydają się być na czarnej liście po tym, jak Andrzej Zieliński ośmielił się protestować przeciwko wykorzystaniu jego piosenki na wiecu PiS. Tak więc usłużna Maryla Rodowicz tak, ale o ambitnych piosenkach w rodzaju “Uciekaj, uciekaj” widzowie TVP mogą zapomnieć:

Nie ma już miejsca na prog-rock inspirowany folklorem. Dziś muzyką dla ludu jest Zenek Martyniuk albo Sławomir:

Okazuje sie, że polityka może mieć wpływ nawet na to, co dzieje się w muzyce popularnej.


Tekst napisany dla portalu Britské listy
Ilustracja: Pixabay

Comments

comments

Dodaj komentarz