“Na ziemię, kurwa!” – czyli policja kontra obywatel

Opublikowany niedawno w internecie film, na którym dwoje młodych policjantów usiłuje dokonać zatrzymania, na stawiającym bierny opór i pytającym „o co chodzi” facecie, odbił się szerokim echem.

Już ponad półtora miliona internautów oglądało scenę w której przez blisko pięć minut mundurowi nie potrafią przewrócić starszego od nich o pokolenie mężczyzny. Nie pomagało szarpanie go za koszulkę, niezdarne próby podkładania mu nogi, psikanie jemu i jego żonie (a także sobie nawzajem) gazem po oczach i wrzaski „na ziemię, kurwa!”.

Komentujący film internauci niezależnie od zdania na temat winy zatrzymywanego zgodnie wyśmiewali profesjonalizm stróżów prawa. Nie zmąciło to jednak samozadowolenia ich zwierzchników.

Wypowiadający się dla prasy oficerowie policji przyznają, że może faktycznie nie cały proces zatrzymania był przeprowadzony sprawnie ale generalnie zatrzymanie było słuszne, o czym świadczy fakt, że zatrzymany po konsultacji z prawnikiem zapłacił nałożoną na niego grzywnę, zamiast iść do sądu. Widać, jak daleko od codziennego życia odjechali nasi stróżowie prawa, skoro wydaje im się, że każdy, kto nie zgadza się ze zdaniem policji jest gotów spędzić kolejne kilka lat na wizytach w sądzie, gdzie jego kosztujący fortunę prawnik będzie próbował dociec prawdy, wobec wzajemnie kryjących się mundurowych…

Moją uwagę przykuł jednak nieco inny aspekt sprawy. Widoczny na filmie kierowca nie jest agresywny, chce rozmawiać a opór wydaje się stawiać wyłącznie dlatego, że nie widzi potrzeby kładzenia się w ubraniu na brudną ziemię. Mundurowi jednak z furiackim zapałem wciąż starają się go rzucić na glebę. Na podstawie własnych doświadczeń z polską policją jestem w stanie wyobrazić sobie, gdzie mógł leżeć problem. Otóż: Pani Władza kazała mężczyźnie położyć się na ziemię, a on chciał po prostu porozmawiać. Bezczelnie ośmielił się nie wykonać polecenia Pani Władzy…

Na tym polega właśnie problem z polskimi służbami mundurowymi. Tymczasem na Zachodzie policjanci wiedzą, że ich zadaniem jest służba społeczeństwu i widać to po tym, jak rozwiązują podbramkowe sytuacje (co miałem okazję obserwować, kiedy przez pewien czas pracowałem jako tłumacz dla szkockiej policji). Dla policjanta szkockiego pierwszoplanowym celem jest uniknięcie eskalacji przemocy i emocji. Nie jest dla niego żadnym dyshonorem wycofać się z wydanego polecenia, jeśli widzi, że to małe ustępstwo potrafi uratować sytuację. Jak widać na filmie, polska policja ma inne priorytety. Tu najpierw należy pokazać plebsowi kto tu rządzi, a dopiero potem będzie czas na rozmowy.

Jest to tylko fragment szerszego zjawiska. Wielu policjantów czuje, że znajdują się ponad prawem i wykorzystują to wobec szarego obywatela, gdyż, cytując klasyków z kabaretu Dudek, ów może im skoczyć tam, gdzie klient pana majstra „może go w dupę pocałować”. I dlatego często ich działania odznaczają się całkowitym brakiem szacunku dla obywatela i przedkładaniem swojej wygody i interesów nad potrzebę służby społeczeństwu. Ja, zwyczajny człowiek, z moich kontaktów z policją polską zapamiętałem takie sytuacje:

– policja wezwana do miejscowych osiłków, próbujących pobrać haracz od turystów, spędzających noc w górskiej chacie grożąc im pobiciem okazuje się być świetnymi kolegami napastników. Pogroziwszy im palcem, pozostawia turystów na ich pastwę, co kończy się (z braku innej możliwości) siłowym odparciem napastników (na szczęście niedoszacowali liczby nocującej w chatce osób). Owi w zemście zdemolowali zaparkowane nieopodal samochody, co z bezpiecznej odległości obserwowała część turystów. Lokalny komisariat robi wszystko, aby nie przyjąć zgłoszenia. Dopiero kiedy podczas negocjacji z oficerem dyżurnym do komisariatu wracają policjanci, którzy byli na interwencji i nie robiąc sobie nic z obecności turystów ze śmiechem opowiadają kolegom przebieg zdarzenia, policjanci nie mają wyjścia jak zasiąść do spisywania zeznań wszystkich świadków. Sprawa zostaje jednak umorzona po kilku miesiącach z powodu niewykrycia sprawców.

– załoga zaparkowanego na ścieżce rowerowej radiowozu oddawała się konsumpcji kanapek oraz rozwiązywania krzyżówki. Na zwróconą im uwagę odpowiadają w sposób, dyplomatycznie mówiąc, bardzo nieuprzejmy, postanawiam więc napisać skargę. Dostaję odpowiedź, że blokowanie ścieżki rowerowej było niezbędne dla „wykonywanych czynności służbowych”.

– Policjant, będący członkiem kręgu towarzyskiego zazębiającego się z moim, miał ciekawą metodę zniechęcania pijanych do wsiadania za kółko – będąc równie, albo i bardziej pijanym, sam podejmował się roli kierowcy, argumentując, że „jak będzie kontrola to jego koledzy nie ruszą”. Jego ulubioną opowieścią imprezową było to, jak wraz z kolegami sprzedawali na lewo cenne przedmioty przekazywane im przez uczciwych znalazców (których uważali za skończonych frajerów).

Zagubione wśród licznych doświadczeń tego rodzaju dwa przypadki, w których policja zachowała się na poziomie, do którego przyzwyczaiłem się później mieszkając w Wielkiej Brytanii, naprawdę niewiele poprawia w moich oczach wizerunek polskich stróżów prawa. I nie tylko w moich, bo moje doświadczenia nie odbiegają zbytnio od tych, które z policją mieli moi znajomi. Wśród nich była dziewczyna która z całą rodziną została we własnym mieszkaniu powalona na ziemię i trzymana pod lufą przez oddział antyterrorystów który pomylił kamienice. Jej przygoda była jednak niczym wobec przygody pana Emila P., weterana z Afganistanu, który po tym, jak zajechał mu drogę nieoznakowany samochód, z którego wyskoczyło dwóch cywilów i grożąc mu bronią nakazało mu w niewybrednych słowach opuścić samochód rzucił się do ucieczki. Domniemane bandziory okazały się policjantami, którzy omyłkowo wzięli pana Emila za złodzieja aut.

Rozpoczęto pościg podczas którego usiłowano zatrzymać jego samochód strzałami w opony. Na szczęście skończyło się tylko na kilku dziurkach w karoserii. Pan Emil, oskarżony o napaść na funkcjonariuszy został z tego zarzutu oczyszczony, natomiast policjantom za skandaliczne nieprzestrzeganie procedur pogrożono palcem. Facebookowy profil Nie dajmy się zastraszyć policji jest jednym z wielu miejsc w internecie dostarczających wielu dowodów na to, że nie jest to odosobniony przypadek.

Zaskakujące jest, że w większości tych sytuacji, zapewne w imię fałszywie pojętej solidarności zawodowej, policjanci nieudacznicy lub ci przekraczający swoje uprawnienia mogą liczyć na ochronę swoich kolegów i zwierzchników. Przypadek sprzed kilku lat, w którym wyciekła do internetu dyskusja z zamkniętego forum dla funkcjonariuszy, w której od czci i wiary odsądzano tych policjantów z drogówki, którzy wlepiają mandaty swoim kolegom przekraczającym dozwoloną prędkość pokazuje, że to, co wycieka do wiadomości publicznej przy okazji dużych spraw, jest w policji praktycznie codziennością.

A pracowanie nad poprawą swojego wizerunku policji idzie marnie. Współpraca policji z filmowcami i otwarte pokazywanie metod swojej pracy w popularnych programach telewizyjnych sprawia wrażenie, że problem leży tak głęboko, że nikt nawet nie zdaje sobie sprawę z patologii zaistniałej sytuacji. Wystarczy obejrzeć program „Uwaga, pirat!” w którym kamera towarzyszy policjantom z drogówki. Choć celem programu jest zrobienie idiotów z kierowców łamiących prawo, prawdziwym smaczkiem jest jaskrawe pokazanie tego, że w Polsce są równi i równiejsi. Na ekranie widzimy jadącego z niedozwoloną prędkością i wyprzedzającego na trzeciego kierowcę. Zostanie on zaraz przykładnie ukarany, ponieważ jego jazda zagrażała innym użytkownikom drogi. Bardzo słusznie. Tylko że kamera zamontowana jest na drugim samochodzie, którego kierowca jedzie tak samo ryzykownie. A może nawet bardziej, bo musi brać pod uwagę to, aby kręcony przez niego film umożliwił ukaranie tego pierwszego jak najwyższym mandatem. Sytuacja analogiczna do moich policjantów jedzących śniadanie na ścieżce rowerowej – jeśli prawo łamie obywatel, zostanie przykładnie ukarany, ale jeśli to samo robi osoba policyjna, jest to elementem wykonywania czynności służbowej, a zatem jest słuszne. Nawet, jeśli wyprzedzający na trzeciego policjant stawia twoje życie na ostrzu noża.

A przecież nie musi tak być. Wielokrotnie byłem świadkiem jak wygląda analogiczne działanie policji w Wielkiej Brytanii, widziałem także podobne akcje w Belgii i Austrii. Tam samochód policyjny porusza się zgodnie z prawem, a po zarejestrowaniu wykroczenia momentalnie włącza ukryte sygnały świetlne i dźwiękowe i zatrzymuje popełniającego je kierowcę. W Polsce też by tak było można. Ale to jest kwestia trudniejsza niż kupienie policji kolejnych mocnych radiowozów. Tu trzeba by zmienić mentalność policjanta i wpoić mu szacunek tak dla samego obywatela, jak i dla jego życia, zdrowia i spokoju, do których obrony powołana została policja.

Jeśli chodzi o szacunek w drugą stronę, to także nie jest lepiej. Wśród wielu Polaków policja ma bardzo niskie notowania. Nic dziwnego, że wizerunek policjantów przedstawiony w filmie „Drogówka” wydaje się tak wiarygodny, skoro z prasy wciąż bombardowani jesteśmy opisami licznych skandali i nadużyć a nasze osobiste kontakty z mundurowymi rzadko kiedy potrafią przekonać nas o tym, że możemy liczyć na ich wsparcie. Zapewne wielu z oglądających na youtube akcję policjantów z Bytowa rodaków zadawało sobie pytanie, dlaczego równą determinacją nie wykazały się załogi trzech radiowozów wezwane niedawno do szpitala w Oławie, w którym załogę i pacjentów terroryzowało trzech pijanych kiboli? A skoro nie można liczyć na ochronę policji nawet w sytuacjach ekstremalnych, czy można dziwić się, że zgłaszanie drobnych przestępstw powszechnie uważane jest za marnowanie czasu?

O ile prawdą jest, że często praca policjantów jest utrudniona zbędną biurokracją czy ograniczeniami prawnymi, najwyraźniej problemy takie nie występują, gdy policjant obywatelowi chce zwyczajnie, brzydko mówiąc, dosrać. Fakt, że policjant w pracy może czuć się ponad prawem, a i jego prywatne grzeszki dzięki wsparciu kolegów nierzadko ujdą na sucho, ściąga do policji specyficzną grupę kandydatów. Zbyt wielu wstępuje do policji nie dlatego, że zachęciły ich do tego zarobki czy możliwości rozwoju kariery, tudzież wczesna emerytura i inne przywileje, ale właśnie dlatego, że dzięki pracy w policji może korzystać z „luksusów” przynależności do kasty „tych równiejszych”.

W świetle powyższej sytuacji widać, jak istotne jest, aby do Policji ściągać jak najwięcej wartościowych osób. Sposoby rekrutacji także pozostawiają jednak wiele do życzenia. Znam pewną osobę, która od dziecka marzyła o niebieskim mundurze. Wciąż mając to w planach podczas pobytu na emigracji ukończyła studia kryminalistyczne na renomowanej uczelni a doświadczenie zbierała dzięki pracy jako special constable i policyjny tłumacz. Była przekonana, że zdobyta wiedza i doświadczenie będą jej atutem przy staraniu się o przyjęcie do policji. Po zgłoszeniu się do polskiej policji została jednak twardo sprowadzona na ziemię. Usłyszała że „nikogo nie obchodzą jakieś tam jej angielskie doświadczenia i papiery. To jest polska policja i proszę nie wydziwiać. My tu takich nie potrzebujemy”. Mimo tego wzięła udział w procesie rekrutacyjnym i dopiero obserwacja tego, w jaki sposób przeprowadzane są testy teoretyczne i sprawnościowe ostatecznie przekonała ją do tego, aby dać sobie spokój. Nie sprawdziła nawet uzyskanych wyników i więcej o pracy w polskiej policji nie myśli.

Polska policja przeszła długą drogę przez ostatnie ćwierć wieku. Udało się zastąpić milicyjne mundury i chałupniczo przemalowywane radiowozy nowoczesnym sprzętem na europejskim poziomie. Jeśli jednak chodzi o zastąpienie mentalności z poprzedniego systemu – tu jesteśmy dopiero na początku długiej drogi. Może warto by było na początek wymalować im na ich nowych, błyszczących radiowozach motto znane z radiowozów policji w wielu innych krajach, aby wsiadając do samochodu pamiętali, że nie robią tego po to, aby pokazywać kto tu rządzi, lecz po to, aby służyć i chronić?


Tekst ukazał się w portalu gazetae.com

 

 

Comments

comments