Tymczasem w Absurdystanie 166

Grupa drwali została zaatkowana przez wilki. Na szczęście, po piętnastu minutach ciężkiej walki przy użyciu pił łańcuchowych, udało im się uratować życie. Nie, to nie jest scenariusz jakiegoś kiepskiego horroru. To jest historia, którą z pełną powagą opowiedział mediom jeden z prokuratorów. Nazwał on to wydarzenie “nietypowym i bezprecedensowym” – i miał rację. Wilki zjadające ludzi znaleźć można tylko w bajkach – tej o Czerwonym Kapturku i tych o strasznych wilkach, które nam opowiadają myśliwi, nie mogący się już doczekać zniesienia zakazu polowania na te piękne zwierzęta. Jeśli zaś chodzi o sam rzekomy atak na drwali, nikt nie będzie sprawy badał. Nie będzie śledztwa prokuratorskiego – bo nie było przestępstwa, nie będzie nawet sprawdzenia, czy na pewno były to wilki a nie na przykład zdziczałe psy. W rekordowym tempie podjeto decyzję o tym, że wilki muszą zostać odstrzelone – i to pomimo tego, że ZOO wyraziło chęć je odłowić a jeśli faktycznie okazałyby się niebezpiecznie, umieścić w stosownym ośrodku. W wyścigu o to, kto pierwszy dopadnie wilków wygrali myśliwi – zwierzęta zabito już następnego dnia. 

Kliknij TUTAJ aby przeczytać poprzedni odcinek cyklu.
Kliknij TUTAJ aby zobaczyć listę wszystkich dotychczasowych felietonów.

A może jednak faktycznie wilki są zagrożeniem dla społeczeństwa i tylko czekać, a rzucą się na leśnych spacerowiczów i zaczna porywać dzieci? A może po prostu chodzi o to jednak, że myśliwi od lat marzą o tym, żeby do nich strzelać, a nielegalnie nie bardzo się da, bo z racji tego, że wilki są pod ścisłą ochroną, a nierzadko i obserwacją, już kilku z nich złapano na nielegalnym zabijaniu tych zwierząt, więc zaczynają nam opowiadać głodne kawałki o groźnych wilkach? Obstawiam to drugie. Dlaczego? Bo ów prokurator który nagłośnił w mediach historię o rzekomym ataku wilków to znany myśliwy.

A tymczasem jakby chciał zająć się walką z czymś, co w odróżnieniu od wilków pełne jest prymitywnej nienawiści i stwarza prawdziwe zagrożenie dla mieszkańców tego kraju, to zmarnował taką okazję: przez Częstochowę przeszedł marsz neonazistów, wznoszących okrzyki takie jak “Biała Europa”, “Znajdzie się kij na lewacki ryj” czy “Janusz Waluś naszym wzorem”. Tak, ten Janusz Waluś – rasista, morderca i terrorysta, który z zimną krwią zamordował czarnego politycznego aktywistę.

Policja, oczywiście tylko obserwowała. Dla każdego jest już chyba jasne po czyjej oni są stronie: Warszawska komenda policji została zapytana o rezultaty kontroli podejmowanych w związku z niewłaściwymi zachowaniami funkcjonariuszy podczas protestów związanych ze strajkami kobiet. Okazuje się, że dla policji nie ma podstaw aby ukarać funkcjonariuszy, którzy bezprawnie zatrzymywali uczestników, odmawiali im ich podstawowych praw takich jak kontaktu z prawnikiem, wywozili je na odległe komisariaty w okolicznych miejscowościach, którzy atakowali gazem reporterki czy posłów opozycji i tak dalej. Jedyni funkcjonariusze, którzy otrzymali upomnienia to ci, którzy nie powstrzymali protestujących od wywieszenia na płocie posesji Kaczyńskiego napisu WYPIERDALAJ. 

Innymi słowy, w polsce PiS policja tylko udaje, że jest od chronienia obywateli. Ale nie tylko ona – rząd też udaje. Po tym, jak na Warmii i Mazurach zanotowano wzrost zachorowań na COVID-19 (i nic dziwnego, skoro nie tylko reguły social distancingu są otwarcie bojkotowane, ale zdarzają się miejsca gdzie ktoś, kto zgłasza na policję że w lokalnym kościele ilosć wiernych znacząco przewyższa maksymalną bezpieczną ilość osób spotyka się z gniewem całej miejscowości i otrzymuje pogróżki), rząd przesłał tam maseczki z rządowych rezerw – wiele z nich okazało się przeterminowane. Dobrze idzie też udawanie modernizacji armii – po tym, jak internauci wyśmiali fakt, że polscy żołnierze wciąż ćwiczą w hełmach wz. 1967, armia ubrała swoich wojaków w nowe, kevlarowe hełmy… za pomocą Photoshopa. Te wszystkie wydarzenia wydają się trochę śmieszne, ale jak  przychodzi co do czego, to okazują się troszkę smutne. Jak wtedy, kiedy mgr Przyłębska dostaje nagrodę za to, że jest taka niezależna. Albo kiedy arcybiskup Jędraszewski, który nazywa  ludzi LGBT “tęczową zarazą” zostaje wyróżniony za walkę ze złem, które przybiera nowe formy: LGBT, ekstremalny feminizm, aborcjonizm i antyludzki ekologizm…

Ale wciąż jednak hitem miesiąca jest telenowela o Danielu Obajtku. Choć raczej brzmi to jak scenariusz na serial kryminalny, co z pewnością nie ułatwi Kaczyńskiemu wypromowanie go na przyszłego premiera. Choć poza tym, czego się o nim dowiedzieliśmy z poprzedniego odcinka, pojawiają się kolejne informacje potwierdzające, że z pewnością jest człowiekiem zaradnym. Wymyślił na przykład nowatorską metodę remontowania sobie swojego dworku na koszt podatnika:

Po zakupie znajdującego się w ruinie budynku użycza się go nieodpłatnie organizacji charytatywnej. Ta występuje o granty na remont, które dostaje – bo udzielajace ich rządowe instytucje i fundacje powiązane z firmami państwowymi doskonale przecież wiedzą do kogo należy ta nieruchomość. I tak po otrzymaniu 1.15 milionów z Ministerstwa Kultury, 410 000 złotych od KGHMu i jeszcze “paru groszy” od fundacji powiązanej z PKO BP umowa między Obajtkiem a dobroczynną organizacją zostaje rozwiązana i lokatorem zrujnowanego dworku staje się kolejna instytucja charytatywna, która wystepuje o kolejne dotacje na remont. Ten system opisała Gazeta Wyborcza a w szczegółach wyjaśnia go artykuł w Oko.press. A kto wie, co dzieje sie w innych nieruchomościach zakupionych przez Obajtka – te skontrolować będzie trudniej, bo przepisuje je w darowiznach na członków swojej rodziny.

Na szczęście mamy Centralne Biuro Antykorupcyjne, które walczy z nieprawidłowościami. To dzięki niemu Józef Pinior, legenda Solidarności z 1980 roku (a dziś krytyk PiS) dostał wyrok półtora roku więzienia za korupcję. Prokuratura i CBA wykazała w sądzie, że 40 000 złotych pożyczki, przelanej mu na konto przez znajomego, to tak naprawdę łapówka (pisałem o tym 5 lat temu). Co ciekawe, oskarżenia o korupcję wobec Kaczyńskiego do niczego nie doprowadziły – choć mamy świadka dysponującego nagraniami i twierdzącego, że wręczył mu 50 000 złotych w gotówce, sprawa została umorzona, choć Kaczyńskiego nawet nie przesłuchano (czytajcie tutaj i tutaj). I tak, jak nikt normalny nie wierzy w to, że Kaczyński jest niewinny, tak nikt nie wierzy w winę Piniora. On sam twierdzi, że nagrania, którymi dysponowała prokuratura, zostały zmanipulowane a cała sprawa jest polityczna. Sąd co prawda podkreślał wielokrotnie, że sprawa polityczna nie jest, ale już sama potrzeba takiego podkreślania dużo mówi o tym, jak wyglądają dzisiaj sądy. Wystarczy spojrzeć na sprawę wypadku Beaty Szydło, gdzie po chorobie jednego z sędziów jego miejsce zajął sędzia reprezentujący Dobrą Zmianą – choć zgodnie z rozpiską w tej sprawie powinien orzekać ktoś inny…

A pamiętajmy że mowa o Piniorze, legendzie wrocławskiej solidarności, który nie pokusił się na ani grosik z legendarnych 80 000 000, które za komuny były przecież znacznie większą fortuną niż te 40 000 złotych… To człowiek, który był pierwowzorem jednego z bohaterów tego filmu:


Wygląda na to, że Grupa Rekonstrukcyjna PRL radzi sobie coraz lepiej: Józef Pinior znowu został skazany na półtora roku więzienia podczas gdy pierwszy sekretarz, przepraszam, premier Morawiecki jeździ po polsce przecinać wstęgi i wygłaszać dęte przemówienia:  “To potężne wiertło będzie kruszyć nie tylko warstwy ziemi, ale będzie kruszyć bariery słabości i niemożności. ” – mówił w Świnoujściu podczas uroczystego rozpoczęcia prac nad budową tunelu pod Świną, dumny z tego, że to za jego rządów ta długo oczekiwana inwestycja wreszcie ruszyła. Tyle, że żadna w tym jego zasługa, o czym szybko przypomniała mu Unia Europejska: 85% pieniędzy na tą inwestycję pochodzi ze środków unijnych, a pozostałe 15% wyłożyło miasto.

A to nie jedyna inwestycja, w której blasku Morawiecki się próbował ogrzać za darmochę. Obecny był także na otwarciu obwodnicy Wrześni, gdzie jednak musiał salwować się ucieczką z powodu tego, że suweren chciał mu zadać parę niewygodnych pytań. Tymczasem obwodnica Wrześni, choć będąca drogą o krajowym znaczeniu, także musiała zostać ufundowana ze środków przeznaczonych na drogi lokalne, bo miasto pękało już od rozjeżdżających jego centrum TIRów…

Ale właściwie dlaczego Morawiecki tak próbuje sobie przypisywać sukscesy innych? Czy mało ma swoich? Jeśli wierzyć temu filmowi, przygotowanemu przez Polską Fundację Narodową, to jest bohater jakich mało: już w wieku 11 lat walczył z SB i obalał komunizm:

Filmik muszę podlinkować z innego źródła, bo z profilu Polskiej Fundacji Narodowej został usunięty po tym, jak zarobił rekordową ilość kciuków w dół. Być może widzowie na youtube oczekują jednak troszkę innego rodzaju promocji naszego kraju. A okazja jest: 2021 ogłoszono Rokiem Stanisława Lema. Poinformowano o tym także za granicą, więc wielu fanów tego świetnego pisarza miało nadzieję z tej okazji znaleźć jakieś interesujące materiały czy wydarzenia związane z tym pisarzem. Niestety, bezskutecznie. Sam widziałem ludzi pytających w mediach społecznościowych o to, co w związku z Rokiem Lema dzieje się w anglojęzycznej części internetu, również moi przyjaciele zadawali mi to pytanie. Próbowałem znaleźć cokolwiek – i poległem. Jesli coś jest, to wyłącznie po polsku.

Dlaczego polski rząd w Roku Lema woli promować nasz kraj wyssanymi z palca bzdurami o bohaterstwie młodego Morawieckiego, mając do dyspozycji dorobek genialnego pisarza, światowej sławy legendy literatury Science-Fiction i nie tylko? Myślę, że znam odpowiedź. Otóż Lem wciąż jeszcze żył, kiedy PiS doszedł do władzy po raz pierwszy.

Pozwolę sobie zatem uczcić Rok Lema cytując fragmenty jednego z ostatnich opublikowanych przez niego tekstów:

Rada polityczna, której warto by udzielić panom Kaczyńskim, sprowadza się w gruncie rzeczy do wyjaśnienia, że wszystko to, co im przychodzi do głowy, nie powinno być realizowane (…). Działalność tej dwójki (…) sprowadza się do amatorszczyzny, która cierpi z dwóch istotnych powodów. Po pierwsze, nie dysponują oni szerokim zespołem kompetentnych fachowców, zdolnych uruchomić trudne prace, jakie przed Polską stoją. (…) Drugim, może i najfatalniejszym mankamentem polityki uprawianej przez bliźniaków jest ich betonowe przekonanie o swojej nieomylności, dzięki czemu nie widać w ich politycznych decyzjach ani odrobiny autorefleksji. Bardzo stare porzekadło głosi, że Bóg chcąc zniszczyć ludzi, najpierw odbiera im rozum. Prawdziwie mogę zapewnić, że nieprawdopodobna naiwność, jaką się odznaczają kolejne posunięcia Kaczyńskich, wydaje mi się czymś w rodzaju boskiej kary. Nie sądzę, żeby postępowali z pełną świadomością tego, co w istocie czynią. Ich otoczenie robotę polityczną zaczęło od oplątywania osób cieszących się zasadnie dużym autorytetem społecznym, siecią pomówień i inwektyw. (…) Jest to bardzo stara metoda, charakterystyczna przede wszystkim dla bolszewii, z reguły piekielnie skutecznie erodująca społeczne zaufanie do zaatakowanych.

(…)

Osobom tym wciąż się wydaje, że społeczeństwo składa się z samych idiotów i będzie gorliwie łykało każdą blagę i każdy wykręt. (…) Najkrócej ująć da się obecną politykę w dwóch słowach: robią wszystko, czego robić nie trzeba, natomiast zadania palące pozostawiają nietknięte.

Wystarczy spojrzeć na to, jak wyglądała Polska w roku 2020 aby po raz kolejny przekonać się, że mistrz Lem, jak zwykle, miał rację.


Tekst powstał dla portalu Britské Listy
Zdjęcie wilków: Pixabay (domena publiczna)

Comments

comments

Dodaj komentarz